Gwiazdozbiór

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z MARKIEM SZYMAŃSKIM, fotografikiem
Magdalena Jarco: - Obok fotografii reporterskiej, zdjęć na miarę World Press Photo, lecz także á la paparazzi, w polskich pismach coraz silniejszą pozycję zajmuje fotografia szarmancka, respektująca granice intymności, najczęściej pozowana.
Marek Szymański: - Politycy, biznesmeni i aktorzy zrozumieli, że dobrze przeprowadzona sesja fotograficzna może poprawić ich wizerunek, polepszyć notowania. Często godzą się na taką sesję, zastrzegając sobie jednak możliwość akceptacji prac, które ujrzą światło dzienne. O autoryzację proszą zwykle ludzie mniej obyci w świecie, nowobogaccy - im bardziej zależy na wizerunku niż osobom mającym znakomite osiągnięcia.
- Sukces fotografii "Paris Match" wynika chyba z tego, że autorzy zdjęć wchodzą do domów gwiazd dłużej niż na kilkanaście minut, starają się być traktowani jak członkowie rodziny.
- Fotografowie cenią naturalność. Przełamanie bariery oficjalności jest jednak trudne. Fotografowanych zaskakuje, że przychodzę do nich z metrami kabli, statywami, sprzętem oświetleniowym, parasolkami, blendami, kilkoma aparatami, a w mojej ekipie jest makijażystka, stylistka, fryzjer. Sesja trwa od kilku godzin do paru dni. W tym czasie powstaje od kilkudziesięciu do kilkuset zdjęć. Przygotowania do zrobienia najważniejszych, pierwszych dwóch, trzech fotografii mogą zająć nawet trzy godziny. Jeśli w tym czasie nie uda się przełamać lodów i moi bohaterowie wciąż będą widzieć przed sobą masę fotograficznych gadżetów i czuć makijaż na twarzy, o dobrych pracach nie ma mowy.
- Mimo tej plątaniny kabli mamy do czynienia z fotograficznym odwzorowaniem rzeczywistości, nie zaś z "fotografią lukru"?
- Kreowanie rzeczywistości ma swą granicę - wyznacza ją takt i zdrowy rozsądek. Nie są to sesje od początku do końca wyreżyserowane. Często najlepsze pomysły rodzą się na miejscu sesji. Na przykład gdy w domu jednego ze znanych polityków ustawiałem statywy i ciągnąłem kable w jednym z pokojów, usłyszałem grę na pianinie. Ktoś z domowników zdziwił się: "O, Andrzej gra na pianinie. To mu się tak rzadko zdarza". Czym prędzej przerwałem pracę i pobiegłem z reporterskim aparatem do pokoju, z którego dochodziła muzyka. Wokół grającego zebrała się gromadka wnucząt. Powstało nie wyreżyserowane, typowo reporterskie zdjęcie z lekko poruszoną ręką pianisty na pierwszym planie. Bardzo dużo zależy od osobowości fotografowanych osób, ich obycia z kamerą. Sesja może przebiegać sprawnie nawet wówczas, gdy nie zgadzają się oni wyjść poza określone kanony, ale są chętni do współpracy. Tak było na przykład z Janem Englertem czy Katarzyną Dowbor. Podczas sesji z prof. Markiem Kwiatkowskim najłatwiej mogłem przekazać emocje i charakter bohatera. Od razu zaakceptował konwencję zabawy. Proponował wiele ujęć, obaj świetnie się bawiliśmy. Rozmowa z nim i sceneria Łazienek oraz dworku w Suchej była niezwykle inspirująca.
- Nadworni fotografowie elit na ogół dotrzymują umowy, by nie naciskać na spust w sytuacjach wcześniej nie uzgodnionych.
- To prawda, ale ja czasami tego próbuję. Szczególnie gdy osoby fotografowane są zbyt zachowawcze, dbają o wizerunek na pokaz. Spotykając się z wyraźną odmową, rezygnuję. Przestrzegam zasady, by nie publikować zdjęć, które wprawdzie mają większą siłę oddziaływania, ale łamią utarty wizerunek bohatera. Takie są reguły tej gry.

Zdjęcia: Marek Szymański
Więcej możesz przeczytać w 4/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.