Osaczyć platformę!

Osaczyć platformę!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ktoś się wtrąca w dalekosiężne plany SLD i AWS. A była już pełna obsada aktorska i rozdane role. Odnoszę wrażenie, że zbliżające się wybory parlamentarne będą niezwykle ważne. Być może najważniejsze od 1989 r. - rzuciła niedawno mimochodem moja małżonka Baśka, a ja nie bardzo mogłem pojąć, dlaczego tak właśnie miałoby być. Zacząłem się jednak zastanawiać nad tą uwagą, bo nauczyłem się już, że nie wolno lekceważyć kobiecej intuicji.
 

Raczej nie grzeszę nadmiarem politycznej wyobraźni, ale spróbuję się wysilić. Jakie racje mogą przemawiać na rzecz tezy o niezwykłości nadchodzących wyborów? Chodzi mi po głowie jakaś niejasna i odległa analogia do tego, czego uczyłem się kiedyś w szkole o wojnach światowych. Mówiono nam, że pierwsza była wojną o nowy podział świata, a druga - o panowanie nad światem. Teraz mam wrażenie, że na polskiej scenie politycznej nadchodzi czas pierwszej wojny. Nasze rodzime polityczne imperia do niedawna w miarę spokojnie poszerzały strefy swoich wpływów. SLD po przegranych wyborach trwał na pozycjach zdobytych w latach 1993-1997, tych, które udało się utrzymać po przegranej wojnie, na przykład w telewizji publicznej czy bankowości. Zwycięska AWS przez cztery lata rządów walczyła o swoje zdobycze, ale albo czyniła to nieudolnie, albo musiała pokonywać niezwykle silne opory. Pół roku przed wyborami toczą się jeszcze poważne bitwy o zakres i siłę rządowych wpływów w strategicznych dziedzinach gospodarki. Z najbardziej znanych przykładów można wymienić PZU i gazociąg jamalski. Im mocniejsza będzie pozycja skarbu państwa w wielkich i najbardziej dochodowych przedsiębiorstwach, tym łatwiej będzie je prywatyzować w sposób, który rząd uzna za najkorzystniejszy. Wizja przegranej w wyborach, już przyjęta na zasadzie samospełniającej się przepowiedni, każe przyspieszać działania. Z myślą o następnych czterech latach, kiedy przyjdzie być opozycją. A opozycja też powinna mieć swoją telewizję i kontrolować tyle dziedzin gospodarki, ile to możliwe. Warto więc poumieszczać swoich ludzi w wielkich firmach o przewadze kapitału zagranicznego, bo SLD i przyszły rząd nie będą ich mogli łatwo stamtąd wyjąć.
Wszystko toczyło się dotychczas w miarę spokojnie i zakulisowo. Być może nawet przyszli zwycięzcy układali się już po cichu z tymi, którzy mają odejść, aż tu nagle zdarzyła się rzecz nieoczekiwana. Po sukcesie Andrzeja Olechowskiego w wyborach prezydenckich pojawił się trzeci pretendent do władzy - Platforma Obywatelska. Dotychczasowa równowaga została zachwiana, a SLD i AWS stanęły wobec nowego wyzwania. Efekt platformy jest porażający. Zdobyte z marszu drugie miejsce w sondażach przedwyborczych, z oczywistą stratą dla wszystkich tuzów polskiej polityki. Strata być może najmniej boli SLD, bo sojusz ma z czego tracić. Zbyt mocno jednak spadły notowania AWS, aby akcja mogła spokojnie czekać na dalszy bieg wydarzeń. Najbardziej dostało się spokojnemu i najmniej winnemu sekundantowi pojedynku wielkich, czyli UW. Platforma pcha się do władzy jak Niemcy do kolonii przed I wojną światową. Przepraszam! To nie jest dobre porównanie - chodzi tylko o to, że pojawia się ktoś nowy, prężny, aktywny i silny, kto też chce coś zdobyć. A więc wojna!
Sprzęt bojowy jeszcze mało rozwinięty. Dopiero co wynaleziono karabin maszynowy i gazy bojowe. Samoloty jeszcze drewniane i powolne, a bomby trzeba rzucać ręcznie. Łodzie podwodne już w miarę dobre, mają torpedy i mogą z ukrycia zatopić. Jednakże analogii do I wojny światowej nie da się rozwinąć w całości. Nie będzie przecież (chyba?) żadnej rewolucji socjalistycznej i bolszewików. Chodzi raczej o dzisiejszą atmosferę w Polsce, sygnalizującą nadchodzący czas wielkiej wojny. Nie potrzeba do jej rozpoczęcia żadnego spektakularnego zamachu, bo już mniej więcej wiadomo, o co chodzi.
Ktoś tu się niepotrzebnie wtrąca w dalekosiężne plany imperialne SLD i AWS. A była już pełna obsada aktorska i rozdane role. To trochę tak, jakby w czasie spektaklu teatralnego wlazło na scenę kilku widzów i też chciało grać, a znudzona publika obdarzyła ich rzęsistymi brawami. Z teatru takich rozrabiaczy usuwa służba porządkowa lub - w najgorszym razie - policja. Jeśli jest prawdziwa wojna, to przeciwnika się niszczy. Być może już padły pierwsze rozkazy, aby powstrzymać platformę. Ciekawe, czy komuś uda się ją zatrzymać.
Więcej możesz przeczytać w 10/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.