Na
tegotygodniowych paryskich pokazach haute couture kolekcje 23
kreatorów, m.in. Diora, Chanel i Armaniego, obejrzą wybrańcy, a wśród
nich aktorki Catherine Deneuve i Cate Blanchett oraz szefowa
amerykańskiego "Vogue'a" Anna Wintour. Impreza haute couture, mimo
że
odbywa się w salach balowych kilkudziesięciu hoteli, muzeów czy pałaców
rozsianych po całym Paryżu, nie jest już "wielkim świętem mody".
Raczej
wykwintną stypą.
Członkami syndykatu wielkich krawców jest już
tylko dziesięć domów mody. Dla porównania: w 1992 r. było ich 21, a po
II wojnie światowej - prawie setka. Jeśli w 2008 r. ich liczba spadnie
jeszcze bardziej, organizowanie takiej imprezy stanie się bezzasadne.
Madonna zbyt biednaDlaczego
haute couture jest sztuką dla sztuki, nazywaną przez samych
projektantów fi nansową studnią bez dnia? Dlatego że koszt takiego
pokazu to minimum milion euro. Pieniądze się nie zwrócą, bo dziś ze
świecą szukać klientek, które wydadzą na suknię 60 tys. euro. Nawet
szytą ręcznie z niepowtarzalnych materiałów, zamawianych wyłącznie na
potrzeby jednej sukni w małych manufakturach. Szefowie domu mody
Christian Dior do tej pory wznoszą pomniki księżnej Windsoru, która w
latach 60. zamawiała całe kolekcje couture, "by mieć w czym
pochodzić".
Dziś nawet tak zamożne kobiety jak Madonna chodzą w dresach H&M,
T-shirtach fi rmy Ed Hardy, a od święta zakładają coś Burberry'ego. Z
tych względów krawcami haute couture przestali być m.in. Yves
Saint-Laurent, Cristobal Balenciaga, Versace, Nina Ricci, czy Paco
Rabanne.
Organizatorzy pokazów haute couture robią co mogą, by
utrzymać imprezę przy życiu. W końcu to wizytówka francuskiej mody
(mimo że pierwszy pokaz haute couture w Paryżu pokazał w połowie XIX w.
Anglik Charles Worth, a w tym sezonie na wybiegu pokażą swoje kolekcje
także Belgowie i Włosi). Godzą się nawet na wystawianie projektantów
nie haute couture. W tym roku zobaczymy aż 17 gościnnych kolekcji,
m.in. Adama Jonesa czy Uda Edlinga. Sęk w tym, że te nazwiska mało
mówią nawet krytykom mody. A sama moda mało się liczy. Ważna jest
zaskakująca scenografi a, muzyka czy nieformalny konkurs - który
projektant przyciągnie więcej gwiazd.
Zwykła moda wysokaNie
należy jednak załamywać rąk. Haute couture to dziś tylko udziwnione
wersje kolekcji "codziennych". Giorgio Armani zapomina, że jest
królem
minimalizmu i epatuje dziwacznymi kapeluszami i ornamentami. Givenchy
potrafi założyć modelkom na głowę anteny satelitarne. Jean-Paul
Gaultier dorzuci im jeszcze świecące aureole. Niektórych kreatorów
porzucenie haute couture wręcz uratowało. Kolekcje Donatelli Versace
były przeważnie tandetne i brzydkie. Dopiero teraz, gdy zajęła się
projektowaniem zwykłych ubrań, okazało się, że ma talent nie mniejszy
od jej słynnego brata.
Zawsze jednak warto wybrać się na pokaz
Johna Galliano dla Diora. W ostatnich latach przedstawiał stroje
inspirowane rewolucją francuską, carską Rosją, a ostatnio - gejszami i
kulturą japońską. Haute couture jest dla niego tylko kaprysem,
budowaniem prestiżu i podtrzymaniem legendy marki. W jego strojach nie
można wyjść na ulicę.
| Żeby
zostać kreatorem haute couture (nazwa jest zastrzeżona), trzeba spełnić
trudne wymgań - m.in. mieć atelier w Paryżu, zatrudniać w nim 15
krawców. Trzeba szyć dla indywidualnych klientów, którzy przyjdą na
więcej niż jedną przymiarkę. Konieczne jest pokazywanie dwa razy w roku
pełnych kolekcji. |