|
|
Leżę
z głową na najniższym stopniu schodów, czuję na plecach chłód posadzki.
Wyżej w szparze drzwi, przez którą wpada trochę światła, stoi na straży
jeden z mężczyzn, drugi zdziera ze mnie ubranie, przemocą szukając
drogi. () Kiedy półprzytomna próbuję wstać, drugi się rzuca na mnie,
przyciska mnie pięściami i kolanami do podłogi. Teraz drugi łotr stoi i
szepce - szybko, szybko (). Podczołgałam się wzdłuż ściany do drzwi
piwnicy. (...) Krzyczę: - Wy świnie! Zostałam dwa razy zgwałcona, a wy
zamykacie drzwi i pozwalacie mi leżeć jak jakiemuś śmieciowi". To opis
pierwszego z gwałtów, jakiego doświadczyła Anonyma, autorka dziennika
"Kobieta w Berlinie".
REKLAMA
Opowieść zaczyna się w dniu ostatnich
urodzin Adolfa Hitlera, a kończy równie symbolicznie - 22 czerwca 1945
r., w rocznicę napaści Niemiec na Związek Sowiecki. Mimo to nie
znajdziemy na kartach tej książki bohaterów znanych z dzieł
historycznych. Jej zbiorowym bohaterem są zwyczajne berlińskie kobiety
i dziewczyny. Ich historię niebawem będziemy mogli obejrzeć na dużym
ekranie. Zdjęcia do ekranizacji pamiętnika Anonymy właśnie się
zakończyły w Legnicy i Wrocławiu. Prokliataja GiermaniaJesienią
1944 r. sowieckie jednostki po raz pierwszy wdarły się na przedwojenne
terytorium III Rzeszy. Ale to nie wtedy rozpoczęły się masowe gwałty
dokonywane przez sowieckich sołdatów. Pierwszymi ich ofiarami padły
mieszkanki przedwojennych kresów polskich. Już w lipcu 1944 r. wywiad
Armii Krajowej donosił o okrucieństwach, jakich dopuszczali się tam
Sowieci na kobietach. Dowództwo Armii Czerwonej na gwałty te patrzyło
przez palce. Walka Polaków u boku Sowietów oraz silny polski ruch oporu
na byłych kresach sprawił, że częściowo udało się gwałty ograniczyć.
Orgia przemocy rozpoczęła się w pełni, kiedy Sowieci przekraczali
granicę oznaczaną czasem tablicą "wot ona, prokliataja Giermania". Od
października 1944 r. nie było w Niemczech okrzyku bardziej
wyzwalającego panikę niż "Russen kommen" (Rosjanie idą). A zaczęło się
to 21 października 1944 r., kiedy oddziały Armii Czerwonej zajęły
Nemmersdorf, małą wioskę w Prusach Wschodnich. Dzień później odbili ją
Niemcy. Minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels natychmiast
sprowadził tam ekipę filmową, by pokazać, jakich okrucieństw mieli się
dopuścić Sowieci. Dziś wiemy, że gwałty w Nemmersdorfie były,
przynajmniej częściowo, fałszerstwem nazistowskiej propagandy (pisał o
tym we "Wprost" Robert Leszczyński).
Gwałt na gwałcicielach
Leżę
z głową na najniższym stopniu schodów, czuję na plecach chłód posadzki.
Wyżej w szparze drzwi, przez którą wpada trochę światła, stoi na straży
jeden z mężczyzn, drugi zdziera ze mnie ubranie, przemocą szukając
drogi. () Kiedy półprzytomna próbuję wstać, drugi się rzuca na mnie,
przyciska mnie pięściami i kolanami do podłogi. Teraz drugi łotr stoi i
szepce - szybko, szybko (). Podczołgałam się wzdłuż ściany do drzwi
piwnicy. (...) Krzyczę: - Wy świnie! Zostałam dwa razy zgwałcona, a wy
zamykacie drzwi i pozwalacie mi leżeć jak jakiemuś śmieciowi". To opis
pierwszego z gwałtów, jakiego doświadczyła Anonyma, autorka dziennika
"Kobieta w Berlinie". Opowieść zaczyna się w dniu
ostatnich
urodzin Adolfa Hitlera, a kończy równie symbolicznie - 22 czerwca 1945
r., w rocznicę napaści Niemiec na Związek Sowiecki. Mimo to nie
znajdziemy na kartach tej książki bohaterów znanych z dzieł
historycznych. Jej zbiorowym bohaterem są zwyczajne berlińskie kobiety
i dziewczyny. Ich historię niebawem będziemy mogli obejrzeć na dużym
ekranie. Zdjęcia do ekranizacji pamiętnika Anonymy właśnie się
zakończyły w Legnicy i Wrocławiu.
Prokliataja Giermania Jesienią
1944 r. sowieckie jednostki po raz pierwszy wdarły się na przedwojenne
terytorium III Rzeszy. Ale to nie wtedy rozpoczęły się masowe gwałty
dokonywane przez sowieckich sołdatów. Pierwszymi ich ofiarami padły
mieszkanki przedwojennych kresów polskich. Już w lipcu 1944 r. wywiad
Armii Krajowej donosił o okrucieństwach, jakich dopuszczali się tam
Sowieci na kobietach. Dowództwo Armii Czerwonej na gwałty te patrzyło
przez palce. Walka Polaków u boku Sowietów oraz silny polski ruch oporu
na byłych kresach sprawił, że częściowo udało się gwałty ograniczyć.
Orgia przemocy rozpoczęła się w pełni, kiedy Sowieci przekraczali
granicę oznaczaną czasem tablicą "wot ona, prokliataja Giermania".
Od
października 1944 r. nie było w Niemczech okrzyku bardziej
wyzwalającego panikę niż "Russen kommen" (Rosjanie idą). A zaczęło
się
to 21 października 1944 r., kiedy oddziały Armii Czerwonej zajęły
Nemmersdorf, małą wioskę w Prusach Wschodnich. Dzień później odbili ją
Niemcy. Minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels natychmiast
sprowadził tam ekipę filmową, by pokazać, jakich okrucieństw mieli się
dopuścić Sowieci. Dziś wiemy, że gwałty w Nemmersdorfie były,
przynajmniej częściowo, fałszerstwem nazistowskiej propagandy (pisał o
tym we "Wprost" Robert Leszczyński). Mimo tego fałszerstwa
gwałty
na niemieckich kobietach były czymś powszednim. Sowieccy dowódcy tylko
z rzadka interweniowali. Żołnierzowi sowieckiemu nie przysługiwał
urlop, podczas którego mógłby choćby częściowo rozładować napięcie
seksualne. "Złamcie siłą dumę rasową germańskiej kobiety. Bierzcie ją
jako regularną zdobycz" - wzywał "kulturalny" pisarz Ilia
Erenburg.
Stalin myślał zresztą podobnie. Milovan Dżilas w "Rozmowach ze
Stalinem" wydanych w 1962 r. cytuje jego wypowiedź: "Niech pan sobie
wyobrazi człowieka, przemierzywszy tysiące kilometrów przez własny
zniszczony kraj, po trupach swoich kolegów i najukochańszych krewnych.
I co w tym strasznego, że po tych wszystkich okropieństwach zabawi się
z kobietą. Pan wyobraża sobie, że Armia Czerwona jest ideałem". Kobiety
i dziewczyny były przez Sowietów traktowane jak wojenne trofeum,
niewiele się różniące od takiego przedmiotu pożądania jak zegarek.
Niemcy bardzo szybko się nauczyli, co znaczy "daj czasy" (oddaj
zegarek). Sowieci zaś bardzo szybko przyswoili sobie niemiecki zwrot
"Frau komm" (Kobieto, chodź), prawie zawsze będący wstępem do
gwałtu.
Zemsta za inwazję Postępowanie
sowieckich żołnierzy, choć nie dające się usprawiedliwić, miało
podstawy psychologiczne. Wielu z nich i ich rodzin doświadczyło ze
strony Niemców znacznie większych okrucieństw. Na froncie wschodnim
gwałty na rosyjskich czy ukraińskich kobietach mimo istniejących
zakazów rasowych były również powszechne (pisałem o tym niedawno we
"Wprost" w artykule "Seksualne niewolnice III Rzeszy"). Do
tego
dochodziły masowe egzekucje, mordowanie dzieci, palenie całych wsi i
miasteczek. Powodów do zemsty Armia Czerwona miała więc aż nadto. "Zwłaszcza
nocami dochodziło do okrutnych gwałtów, często w najbardziej
perwersyjnych formach" - pisał we wspomnieniach ewangelicki dziekan
Wrocławia Joachim Konrad. "Żołnierz to żołnierz. Ale czy może mi pan
wymienić jakieś wypadki, w których skrzywdzono dzieci? Ja natomiast
mogę wymienić wiele wypadków, gdzie SS zabijała dzieci w Rosji" - tak
odpisał pastorowi Konradowi interweniującemu w sprawie gwałtów sowiecki
komendant Wrocławia Liapunow. Anonyma w swoim pamiętniku w
pewnym sensie usprawiedliwia postępowanie Rosjan, kiedy dowiaduje się o
mordowaniu dzieci przez Niemców na Wschodzie. Odnotowuje też, że młode
Niemki mające dzieci nie padały ofiarą gwałtów. Propoaganda
nazistowska bardzo umiejętnie podtrzymywała strach przed zbliżającymi
się Sowietami. Jednym z mniej do dziś zbadanych tematów są masowe
samobójstwa kobiet w Niemczech, poprzedzające wkroczenie Sowietów.
Włodzimierz Nowak w 2000 roku w "Gazecie Wyborczej" opublikował
wstrząsający reportaż "Noc w Wildenhagen", opowiadający o zbiorowym
samobójstwie niemieckich kobiet obawiających się gwałtów ze strony
Sowietów. W całych Niemczech samobójczyń były tysiące: więcej kobiet
popełniło samobójstwo, niż zabiły ich wojska sowieckie.
Od gwałtu do prostytucji We
wspomnieniach Anonymy najbardziej wstrząsające są nie opisy gwałtów,
lecz bardzo szybka zgoda niemieckich kobiet na swój los i przejście od
fazy ofiary gwałtu do prostytucji na rzecz Sowietów. "Kiedy wstałam,
poczułam zawrót głowy, mdłości. Ubranie opadło na stopy. Szłam,
zataczając się. (...) Powiedziałam głośno: »Cholera«. I podjęłam
decyzję. To jasne. Tu potrzebny jest wilk, który uchroniłby mnie przed
tym stadem wilków. Oficer, komendant, generał i kto tam jeszcze". Od
tej pory Anonyma będzie przechodzić z rąk do rąk. Dzięki temu będzie
się mogła cieszyć chlebem posmarowanym masłem na grubość palca. Podobne
decyzje podejmowały Niemki na całym okupowanym przez Sowietów obszarze.
Niemiecki historyk Gregor Thum w monografii "Obce miasto. Wrocław 1945
i potem", opisującej stolicę Śląska po wojnie, podaje, że dzięki
prostytucji Niemek stosunki między Niemcami a Rosjanami były lepsze niż
Sowietów z Polakami. "Nie niemieckie kobiety są gwałcone przez
żołnierzy Armii Czerwonej, lecz odwrotnie, żołnierze Armii Czerwonej są
napastowani przez sprostytuowane kobiety niemieckie" - przytacza Thum
jeden z polskich dokumentów z tamtych czasów. Oczywiście, trudno w
tym wypadku mówić o dobrowolnej prostytucji. Trudno jednak również
zapomnieć, że podobny los był udziałem Polek i wielu innych obywatelek
Europy okupowanej przez Niemcy. O ile w Polsce kontakty seksualne z
Niemcami były powodem ostracyzmu, to w Niemczech było jednak inaczej, o
czym pisze również Anonyma. Konstatuje ona, że kobiety sypiające z
Rosjanami cieszyły się wśród Niemców szacunkiem. Odnotowuje tylko jeden
wypadek, kiedy mężczyzna wystąpił w obronie swoje żony.
|
 |
|
|
Łukasz Starowieyski |
 |
|
|
Maciej Kawiński |
 |
|
|
Maria Biardzka |
|
|
|