"Są dwie przesłanki do zatrzymania: podejrzenie przestępstwa i
obawa, że podejrzany będzie utrudniał postępowanie. Ta druga
przesłanka w ocenie sądu na pewno nie zachodziła dlatego, że nie
przedsięwzięto żadnych czynności. Nie było na przykład wezwania
pana Emila Wąsacza do prokuratury, na które on by się nie stawił.
Podnoszona przesłanka, że pan Wąsacz chciał wyjechać jest
nietrafna, dlatego, że o tym, że on wyjeżdża prokuratura
dowiedziała się już w trakcie zatrzymania" - powiedział Terlecki.
REKLAMA
Kwota zadośćuczynienia została wskazana przez Emila
Wąsacza. Decyzja gdańskiego sądu nie jest prawomocna.
W październiku ub. roku Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał, że
zatrzymanie b. ministra skarbu było niezasadne. Gdański sąd
rozpatrywał wówczas zażalenie Wąsacza, dotyczące zasadności jego
zatrzymania.
Wąsacz został zatrzymany 18 września 2006 roku przez CBŚ na
Śląsku i przewieziony do gdańskiej prokuratury apelacyjnej, gdzie
postawiono mu zarzuty związane z prywatyzacją PZU. Po przesłuchaniach w prokuraturze Wąsacz ocenił działania
organów ścigania jako "akcję wybitnie polityczną". Informował
dziennikarzy o zaskarżeniu do sądu decyzji o trybie zatrzymania i
orzeczenia dotyczącego zastosowanych wobec niego środków zapobiegawczych.
Po zażaleniu Wąsacza gdański sąd 18 października uchylił
zastosowane wobec niego środki zapobiegawcze - 100 tys. zł
poręczenia majątkowego oraz zakaz opuszczania kraju, jakie zastosowała wobec niego Prokuratura
Apelacyjna w Gdańsku.
Gdańska prokuratura bada prywatyzację PZU od stycznia 2005 r. Pprzesłuchała już ok. 20 świadków, a we
wrześniu 2006 r. postawiła zarzuty b. ministrowi skarbu związane m.in. z niedopełnieniem obowiązków związanych z ochroną
interesu Skarbu Państwa i doprowadzenia do przyznania konsorcjum
Eureko pozycji inwestora strategicznego w PZU. Według prokuratury,
Wąsacz działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Eureko
i BIG Bank Gdański. Jednak z ustaleń śledczych nie wynika, by uzyskał
on jakąkolwiek korzyść majątkową. Grozi mu do 10 lat więzienia.
W poprzedniej kadencji Sejmu zarzuty Wąsaczowi postawiły dwie
sejmowe komisje. Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej uznała,
że należy go postawić przed Trybunałem Stanu w związku m.in. z
prywatyzacją PZU. Z kolei sejmowa komisja śledcza do zbadania
prawidłowości prywatyzacji PZU uznała, że umowa prywatyzacyjna PZU
jest nieważna i minister skarbu powinien doprowadzić do jej
formalnego unieważnienia. Jeden z wniosków także mówił o konieczności
postawienia Wąsacza przed Trybunałem Stanu. Trybunał umorzył jednak sprawę Wąsacza z przyczyn formalnych.
W listopadzie 1999 r. Ministerstwo SP sprzedało 30 proc. akcji
PZU. Kupującymi były wówczas konsorcjum holenderskiej grupy
ubezpieczeniowej - Eureko (kupiło 20 proc. akcji) i BIG BG (dziś
Bank Millennium, które kupiło 10 proc. akcji). Holenderskie Eureko
jest inwestorem w PZU od czasu częściowej prywatyzacji spółki w
listopadzie 1999 r. Obecnie ma 33 proc. minus jedna akcji. Od
kilku lat inwestor jest w sporze ze SP. Domaga się realizacji
aneksu do umowy prywatyzacyjnej, zawartego w 2001 r., na mocy
którego SP miał mu sprzedać kolejny 21-procentowy pakiet akcji.
W sierpniu 2005 r. Eureko wygrało z Polską w Trybunale
Arbitrażowym w Londynie. Trybunał uznał, że Polska naruszyła
warunki polsko-holenderskiej umowy o wzajemnej ochronie
inwestycji. Polska zakwestionowała prawo Trybunału do orzekania w
sprawie, stojąc na stanowisku, że według umowy prywatyzacyjnej to
polskie sądy miały rozstrzygać w sporach dotyczących PZU. Eureko
natomiast podkreślało, że w swojej skardze wskazywało nie tyle na
spór w sprawie PZU, co na traktowanie inwestora.
Zaskarżenie właściwości Trybunału oraz zakwestionowanie przez
Polskę udziału jednego z arbitrów - Stephena Schwebla - odrzuciły
w ub. r. sądy belgijskie. Na początku stycznia br. Polska złożyła
apelację od tych wyroków.
pap, em