Prezydent rozpoczął od przypomnienia okoliczności, w których
działali dzisiejsi odznaczeni. "W tamtych czasach bronić życia
Żyda czy osoby pochodzenia żydowskiego, to było ryzykowanie życia
nie tylko swojego, ale także całej rodziny, a w niejednym
przypadku całej kamienicy, a nawet całej wsi" - mówił prezydent.
REKLAMA
Zwracając się do obecnych na uroczystości przedstawicieli korpusu
dyplomatycznego Lech Kaczyński powiedział: "Chciałem zwrócić na to
uwagę tych z państwa, którzy reprezentują przedstawicieli innych
krajów na terenie Polski. Bo prawda o naszym kraju, o warunkach
okupacji w Polsce nie zawsze jest znana tym, którzy też byli pod
okupacją, pod okupacją tego samego niemieckiego państwa. Jednak
przebiegała ona (okupacja w innych krajach - PAP) nieco inaczej
niż w Polsce" - podkreślił prezydent.
"Dlatego też, ci którzy w Polsce ratowali Żydów wykazali się
bohaterstwem szczególnym. Wykazali szczególną determinację w tym,
żeby bronić innych przed krzywdą. I stąd ten stopień szacunku,
który im się należy, który równy jest szacunkowi wobec
najodważniejszych żołnierzy" - dodał prezydent.
Najwyższe z przyznawanych odznaczeń - Krzyż Komandorski z Gwiazdą
Orderu Odrodzenia Polski otrzymały cztery osoby. Wśród nich
Krzysztof Dunin-Wąsowicz, którego cała rodzina zaangażowana była w
ratowanie Żydów, m.in. rodziny Motyków z Drohobycza oraz
kilkunastu błąkających się po Żoliborzu uciekinierów z getta.
Odznaczony został też literaturoznawca Ryszard Matuszewski, który
ukrywał w swoim mieszkaniu kilka osób, m.in. pisarza Jana Kotta.
Podobnie postępował kolejny odznaczony, historyk literatury
Julisz Saloni, który wraz z żoną pomógł kilkunastu osobom.
Pośmiertnie odznaczono też Sugihara Chinue - japońskiego konsula w
Grodnie, który świadomie łamiąc polecenia przełożonych zdołał do
września 1940 roku wystawić co najmniej kilka tysięcy japońskich
wiz dla Żydów, którzy mogli w ten sposób uciekać przez ZSRR na
Daleki Wschód.
Polski ambasador w Japonii, który działał w tym samym okresie co
Chinue Sugihara - Tadeusz Romer - nieustannie interweniował u
władz japońskich o przedłużanie wiz wystawianych w Grodnie. Bez
tego uchodźcy zostaliby deportowani do okupowanej Polski. Romer
został w środę odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu
Odrodzenia Polski.
To samo odznaczenie przyznano siostrze Andrzei Górskiej ze
Zgromadzenia Sióstr Urszulanek, która przejmowała żydowskie dzieci
wyprowadzane z gett i umieszczała je w zakładach prowadzonych
przez Urszulanki - przy Tamce i w Brwinowie. Po wojnie okazało
się, że w sumie zakonnice uratowały w ten sposób ponad
trzydzieścioro dzieci.
Pośmiertnie odznaczono też Wilhelma Hosenfelda "dobrego Niemca" z
historii Władysława Szpilmana. To on odnalazł i ocalił muzyka,
błąkającego się w ruinach Warszawy w grudniu 1944 roku. Wcześniej
Hosenfeld pomagał też innym osobom - zarówno Polakom, jak i Żydom.
Sam w styczniu 1945 roku dostał się do radzieckiej niewoli, gdzie
zmarł.
W sumie w środę prezydent Lech Kaczyński wręczył 53 odznaczenia.
Podkreślił, że niemożliwe jest odznaczenie wszystkich zasłużonych,
nazwisk wielu z nich nawet jeszcze nie znamy. Prosił jednak, aby
środową uroczystość potraktować symbolicznie, jako gest
podziękowania tym wszystkim, którzy ratowali Żydów w czasie
Zagłady. "Czynię to jako głowa państwa, w którym mieszkała
największa grupa Żydów na świecie" - dodał prezydent.
Na scenie w Teatrze Wielkim, gdzie wręczano odznaczenia, zapłonął
wielki znicz i ustawiono mnóstwo zielonych roślin i drzewek w
doniczkach jako nawiązanie do ogrodu instytutu Yad Vashem w
Jerozolimie. Sadzone są tam "drzewka życia" dla Sprawiedliwych
wśród Narodów Świata - tych, którzy ratowali Żydów podczas
Zagłady.
"Najwięcej ze Sprawiedliwych - ponad 6 tys. z 21 750 ich ogólnej
liczby - to obywatele Polski" - przypomniał obecny na uroczystości
Avner Shalev, dyrektor Yad Vashem.
Na zakończenie uroczystości mała dziewczynka wręczyła Lechowi
Kaczyńskiemu zapaloną od znicza lampkę - symboliczne światełko
życia, które prezydent przekazał obecnemu na uroczystości wnukowi
Władysława Szpilmana.
ab, pap