Od początku marca do warszawskiej kancelarii Connect,
która specjalizuje
się w doradztwie i obsłudze dłużników, wpłynęło już 500 wniosków o pomoc
w skorzystaniu z możliwości, które da wchodząca wkrótce w życie ustawa o
upadłości konsumenckiej. Umożliwi
ona prywatnym osobom ogłoszenie bankructwa (dziś taką możliwość mają
tylko firmy). – Przyjęliśmy tylko trzy wnioski. Większość klientów
sądzi, że upadłość będzie po prostu sposobem na pozbycie się długów. Nie
interesuje ich sposób, w jaki będzie przeprowadzony ten proces. Nie
rozumieją, że doprowadzi to do likwidacji praktycznie całego ich majątku
– mówi Kamil Basaj, właściciel Connect.
Z
najnowszego raportu Biura
Informacji Gospodarczej InfoMonitor wynika, że w lutym 2009 r. „klientów
podwyższonego ryzyka" było około 1,3 mln i byli oni zadłużeni na 8,6 mld
zł. To osoby, które zalegają powyżej 60 dni z płatnościami dla banków,
dostawców masowych usług czy innych firm. Przez ostatni rok kwota takich
zaległości wzrosła o 40 proc. Część tych osób wpadła już w pułapkę
zadłużenia, z którego przy obecnych możliwościach finansowych nie wyjdą.
Czy jednak warto spieszyć się do bankructwa?
– Polacy, wobec
których
zostanie ogłoszona upadłość, staną się klientami opieki społecznej.
Przyjęto u nas tryb upadłości likwidacyjnej. Majątek osoby, która złoży
wniosek o upadłość konsumencką do sądu, zostanie sprzedany przez
syndyka. W praktyce oznacza to wyprzedaż za bezcen – mówi Jerzy Bańka,
dyrektor ds. legislacyjno-prawnych w Związku Banków Polskich. Po takim
„złupieniu" dłużnika sąd ustali pięcioletni harmonogram spłaty jego
zobowiązań, których nie uda się zaspokoić kwotą zebraną w wyniku
licytacji majątku. To oznacza kolejne ciężary finansowe do udźwignięcia.
Dopiero po tym okresie niespłacona wciąż część długów zostanie umorzona.
„Upadła" osoba nie będzie mogła rozporządzać pozostałym jej
majątkiem w
zakresie przekraczającym „zwykły zarząd" (czyli większe,
ponadstandardowe wydatki). Zdaniem bankowców, lepszy byłby tryb
układowo-likwidacyjny, w którym dłużnik najpierw dobrowolnie mógłby się
ułożyć z wierzycielami, sam mógłby sprzedać to, co musi, aby zdobyć
pieniądze. – Sprzedaż mieszkania przez zainteresowanego, a nie syndyka
masy upadłościowej, nie tylko korzystanie wpłynęłaby na uzyskaną cenę,
ale także ograniczyłaby koszty postępowania upadłościowego – tłumaczy
Bańka. Dopiero gdyby dłużnik nie dotrzymał warunków układu z
wierzycielami, wkraczałby sąd.
Wielu naiwnych dłużników padnie
ofiarą różnych doradców, którzy będą ich
na siłę nakłaniali do skorzystania z możliwości ogłoszenia upadłości –
mimo że istnieje wiele innych sposobów radzenia sobie z długami. Polacy
rzadko korzystają z możliwości refinansowania
kredytów czy polubownej drogi ułożenia się z wierzycielami.
Polska ustawa o upadłości konsumenckiej bardzo zawęża krąg uprawnionych
do skorzystania z niej. Bankructwo mogą ogłosić tylko osoby, które
wpadły w pętlę kredytową z powodu zdarzeń losowych czy utraty pracy bez
swej winy. – Jest dobra, bo umożliwia pomoc uczciwym dłużnikom w
rozwiązaniu problemów ich zadłużenia, przez umorzenie części zobowiązań,
a jednocześnie minimalizuje straty wierzycieli. – uważa prof. Feliks
Zedler z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członek
Europejskiego Stowarzyszenia Prawników Prawa Upadłościowego, który
uczestniczył w redagowaniu projektu ustawy.
Błędne jest
przekonanie wielu osób, że będzie to sposób na łatwe
pozbycie się na przykład kredytu walutowego, który stanie się zbyt
wielkim obciążeniem w razie znacznego osłabienia złotówki. – Z jednej
strony, wąski zakres tej ustawy jest korzystny, bo ogranicza możliwość
umorzenia części długów do osób, które wpadły w nie w wyniku sytuacji
nadzwyczajnych, nie ze swojej winy. Z drugiej strony, sprawia to, że
przepisy są nieco oderwane od polskiej rzeczywistości i mało przydatne –
mówi Kamil Basaj. Typowy polski dłużnik to osoba w wieku od 27 do 42
lat, przeważnie z małej miejscowości, „na dorobku", która
przesadziła z
kredytami gotówkowymi lub hipotecznym. Inną grupę stanowią emeryci i
renciści, którzy w chwili przejścia na świadczenia z ZUS tracą zdolność
regulowania na bieżąco zobowiązań.
Mimo restrykcyjności polskiej ustawy nasi bankowcy straszą, że może ona
doprowadzić do rozprężenia wśród dłużników, zwłaszcza w czasie kryzysu.
I że jej koszty poniosą wszyscy – także rzetelnie regulujący swoje
zobowiązania. – Wprowadzenie
instytucji upadłości konsumenckiej tworzy dla banków nowy rodzaj ryzyka
związanego z kredytami konsumenckimi – zagrożenie ogłoszeniem przez
dłużnika bankructwa. Konieczne będzie zbudowanie systemu pozyskiwania
danych o takich upadłościach – mówi Izabela Świderek- Kowalczyk,
rzecznik PKO BP. Do wniosków kredytowych dołączony zostanie kolejny druk
do wypełnienia (pozwalający ustalić, jaki jest „status
upadłościowy"
proszącego o kredyt). Gorzej, że wspomniane ryzyko banki mogą
wkalkulować w cenę kredytów, które staną się droższe – dla wszystkich. W
tej samej sytuacji będą wszyscy sprzedawcy, którzy nie będą w stanie od
ręki sprawdzić, czy ich klient nie jest przypadkiem formalnym bankrutem
(a jako taki nie ma prawa kupować na raty).
Oni także – kalkulując ryzyko i rozkładając je na wszystkich –
mogą
dorzucić nieco do ceny swoich towarów i usług.
– Wprowadzenie upadłości konsumenckiej w Polsce spowoduje, że żadna
rodzina z małym dochodem czy matka samotnie wychowująca dziecko nie
otrzyma w przyszłości kredytu. Tak właśnie stało się w Niemczech –
mówi Artur Bunk, założyciel niemieckiej kancelarii Bunk-Alliance,
zajmującej się m.in. prawem upadłościowym. Wskazuje on, że w Niemczech
po wprowadzeniu upadłości konsumenckiej w 1999 r. tamtejsze banki na
podstawie rejestrów prywatnych bankrutów zaczęły tworzyć własne
typologie potencjalnych kłopotliwych dłużników. Każdy, kto pasuje do
takiego wzoru, odchodzi z banku z kwitkiem. Doszło do tego, że szanse na
uzyskanie kredytu obniża nawet mieszkanie w dzielnicy, z której wywodzi
się więcej bankrutów, niż przewiduje statystyczna średnia – nawet jeśli
dana osoba ma duże dochody, stabilną pracę i spełnia inne kryteria.
Przepis na bankructwo
Upadłość konsumencką mogą
ogłosić wyłącznie osoby fizyczne, które nie prowadzą działalności
gospodarczej i które w stan niewypłacalności popadły w wyniku
wyjątkowych, niezależnych od nich zdarzeń losowych, takich jak choroba,
wypadek czy niezawiniona utrata pracy. Upadłość można ogłosić raz na 10
lat.
- Dłużnik występuje do sądu z wnioskiem o ogłoszenie jego
upadłości.
- Sąd określa majątek w posiadaniu dłużnika (również
wspólne
ruchomości i nieruchomości małżonków).
- Syndyk sprzedaje majątek
dłużnika.
- Z kwoty uzyskanej w ten sposób dłużnik otrzymuje
pieniądze
na wynajęcie mieszkania przez 12 miesięcy. Reszta przeznaczona jest na
spłatę zobowiązań wobec wierzycieli. Jeśli ta kwota jest
niewystarczająca, sąd określa plan i wysokość spłat niezaspokojonych
wierzytelności.
- Po mniej więcej 5 latach (maksymalnie po 7
latach)
pozostałe nieuregulowane długi są umarzane.
W czasie całego
procesu
upadłościowego dłużnik nie może brać kredytów ani kupować na raty. Sąd
może umorzyć postępowanie upadłościowe, gdy dłużnik nie wykonuje jego
postanowień.
|
|
|
|
