Brukselski korespondent "Liberation", Jean Quatremer, zarzuca przywódcom
"27", że "poszli na łatwiznę", wybierając na liderów Unii słabo znane osoby bez
osobowości liderów. Według gazety, nieoficjalny "rząd" unijny - złożony z Van
Rompuya, Ashton i przewodniczącego Komisji Europejskiej - "to nie jest trio, o
którym śnili dla Europy najbardziej ambitni". "Na sam początek swego istnienia
Europa Traktatu Lizbońskiego wybrała osoby, które nikomu nie wadzą" - dodaje
komentator gazety. I tytułuje tekst: "UE: Prezydent dla ozdoby".
"Z powodu braku
wskazania przedstawiciela Nowej Europy, UE
wybrała na szefa dyplomacji kobietę, nienależącą jednak do najbardziej
błyskotliwych" - uważa gazeta. Cytuje ona z aprobatą słowa szefa szwedzkiej
dyplomacji Carla Bildta, wypowiedziane dzień przed szczytem, który obawiał się, że
rezultat wyborów na kluczowe stanowiska w UE okaże się "zmarnowaniem historycznej
szansy". "I dokładnie tak się stało" - pisze "Liberation". Ironizuje, że szczęśliwie
"przywódcom państw udało się uniknąć całonocnych kłótni, co dodałoby tylko
śmieszności do marnego wyboru".
REKLAMA
Szczególnie krytycznie ocenia korespondent
"Liberation" kompetencje baronessy Catherine Ashton, wybranej na przyszłą szefową
dyplomacji europejskiej. Francuska gazeta twierdzi, że brytyjscy dziennikarze
zebrani na czwartkowym szczycie w Brukseli uznali ten wybór za "katastrofalny".
"Ashton to z pewnością inteligentna osoba, która jednak zrobiła karierę
aparatczyka w (brytyjskiej) Partii Pracy bez wcześniejszego triumfu w wyborach i nie ma żadnego doświadczenia w dyplomacji" - cytuje "Liberation" słowa
dziennikarza "The Economist", wypowiedziane w kuluarach szczytu w
Brukseli.
Wybranego właśnie na przewodniczącego Rady Europejskiej (popularnie
zwanego prezydentem UE) premiera Belgii Hermana Van Rompuya "Liberation" nazywa
"upartym Flamandem". Zauważa, że dał się on poznać w swoim kraju jako mediator w
konflikcie między Flamandami a Walonami. Według gazety, właściwym miejscem jego
działania była dotąd scena krajowa.
"Van Rompuy jest do tego stopnia
powściągliwy, że pozostaje całkowicie nieznany na arenie międzynarodowej. Nigdy
publicznie nie wypowiadał się o Europie. Trudno było znaleźć kogoś bardziej
nieistniejącego z wyjątkiem baronessy Catherine Asthon, od tej pory europejskiego
ministra spraw zagranicznych" - komentuje "Liberation".