| Najsztub pyta: Ohyda obcisłych slipów |
|
Piotr Najsztub: Wybory prezydenckie wygrał lepiej ubrany czy panowie z
drugiej tury są z tej samej szafy?
Tomasz Jacyków: Wygrało mniejsze zło. Pan nowy prezydent wygląda
troszeczkę jak portier z ministerstwa. A przecież jak się kandyduje na
urząd prezydenta, to fajnie byłoby mieć przynajmniej ze cztery krawaty!
Garnitur może być jeden, jeżeli jest dobrze skrojony, natomiast krawatów
kilka by się przydało.
I co by pan doradził prezydentowi elektowi, gdyby chciał przestać
wyglądać jak portier z ministerstwa?
Trzeba byłoby poszyć na miarę garnitury, popracować nad krawatami,
zgolić wąsy...
To chyba siłą i podczas snu, bo myśliwi się przywiązują do swoich wąsów.
Ale jak się jest prezydentem, to już się nie ma czasu na bycie myśliwym.
REKLAMA
A czemu te wąsy są takie okropne?
Kiedyś zarost u mężczyzny był oznaką męskości, w związku z tym kobiety
ukrywały włosy pod czapkami, chustami, a mężczyźni eksponowali te
fantastyczne, piękne włosy. Dziś przestały mieć to symboliczne
znaczenie, więc są anachroniczne. Zarost na twarzy jest fajny dla
faceta, który uprawia zawód, nieobligujący go do sztywnego dress code’u.
Ci, którzy piastują poważne stanowiska, mają gładkie, ogolone twarze, a
ci, którzy mogą sobie pozwolić na szaleństwo, niech sobie robią to
szaleństwo. Jeżeli chcesz nosić wąsy, człowieku, to strzelaj sobie do
kaczek, a nie bądź prezydentem, bo wąs nie przystoi prezydentowi.
Przygrzało słońce, miliony Polaków i Polek się rozebrało i co widać?
Jest coraz lepiej! Przejechałem się po polskich plażach i segment
facetów między 18. a 30. rokiem życia wygląda zdecydowanie lepiej niż
siedem, osiem lat temu. Faceci zaczęli dbać o siebie. Nadal bardzo słabo
jest z segmentem starszym, ale mam nadzieję, że i to się zmieni...
Ale w tym segmencie, o którym pan mówi, że się poprawił, widzę
masowo spodnie krótkie poniżej kolan albo długie zwisające, co wydaje mi
się nieciekawe i mało seksowne.
Rzeczywiście, jest moda noszenia bardzo nisko spodni i wszędzie na
świecie tak się nosi, tylko nieco inaczej. Jesteśmy cały czas biednym
społeczeństwem i to widać, bo zupełnie inaczej wyglądają zwykłe, ale
markowe japonki, które na świecie kosztują grosze, ale mają swój styl, a
w Polsce kosztują stówkę i to jest dosyć drogo, a zupełnie inaczej
wyglądają klapki z Tesco. Zupełnie inaczej wyglądają „z wymyślenia"
nieco za duże spodnie, które opadają, a zupełnie inaczej – niedrogie
spodnie kupione na bazarze, za duże, żeby opadały. Ale w Polsce co
innego jest dla mnie uderzające – mężczyźni silnie eksponują swoje nie
zawsze imponujące imponderabilia. Na przykład w USA za chodzenie w
kąpielówkach typu slipy płaci się karę. W Europie też to rzadkość, a tu
wszyscy chodzą obciśle tam ubrani, szczególnie dojrzali panowie, którzy
mają pokaźne brzuchy, są zaniedbani.
Najsztub pyta: Ohyda obcisłych slipów
Piotr Najsztub:
Wybory prezydenckie wygrał lepiej ubrany czy panowie z
drugiej tury są z tej samej szafy?
Tomasz Jacyków: Wygrało mniejsze zło. Pan nowy prezydent wygląda
troszeczkę jak portier z ministerstwa. A przecież jak się kandyduje na
urząd prezydenta, to fajnie byłoby mieć przynajmniej ze cztery krawaty!
Garnitur może być jeden, jeżeli jest dobrze skrojony, natomiast krawatów
kilka by się przydało.
I co by pan doradził prezydentowi
elektowi, gdyby chciał przestać
wyglądać jak portier z ministerstwa?
Trzeba byłoby poszyć na miarę garnitury, popracować nad
krawatami,
zgolić wąsy...
To chyba siłą i podczas snu, bo myśliwi się przywiązują do swoich wąsów.
Ale jak się jest prezydentem, to już się nie ma czasu na bycie myśliwym.
A czemu te wąsy są
takie okropne?
Kiedyś zarost u mężczyzny był oznaką męskości, w związku z tym
kobiety
ukrywały włosy pod czapkami, chustami, a mężczyźni eksponowali te
fantastyczne, piękne włosy. Dziś przestały mieć to symboliczne
znaczenie, więc są anachroniczne. Zarost na twarzy jest fajny dla
faceta, który uprawia zawód, nieobligujący go do sztywnego dress code’u.
Ci, którzy piastują poważne stanowiska, mają gładkie, ogolone twarze, a
ci, którzy mogą sobie pozwolić na szaleństwo, niech sobie robią to
szaleństwo. Jeżeli chcesz nosić wąsy, człowieku, to strzelaj sobie do
kaczek, a nie bądź prezydentem, bo wąs nie przystoi prezydentowi.
Przygrzało słońce, miliony
Polaków i Polek się rozebrało i co widać?
Jest coraz lepiej! Przejechałem się po polskich plażach i segment
facetów między 18. a 30. rokiem życia wygląda zdecydowanie lepiej niż
siedem, osiem lat temu. Faceci zaczęli dbać o siebie. Nadal bardzo słabo
jest z segmentem starszym, ale mam nadzieję, że i to się zmieni...
Ale w
tym segmencie, o którym pan mówi, że się poprawił, widzę
masowo spodnie krótkie poniżej kolan albo długie zwisające, co wydaje mi
się nieciekawe i mało seksowne.
Rzeczywiście, jest moda noszenia bardzo nisko spodni i wszędzie
na
świecie tak się nosi, tylko nieco inaczej. Jesteśmy cały czas biednym
społeczeństwem i to widać, bo zupełnie inaczej wyglądają zwykłe, ale
markowe japonki, które na świecie kosztują grosze, ale mają swój styl, a
w Polsce kosztują stówkę i to jest dosyć drogo, a zupełnie inaczej
wyglądają klapki z Tesco. Zupełnie inaczej wyglądają „z wymyślenia"
nieco za duże spodnie, które opadają, a zupełnie inaczej – niedrogie
spodnie kupione na bazarze, za duże, żeby opadały. Ale w Polsce co
innego jest dla mnie uderzające – mężczyźni silnie eksponują swoje nie
zawsze imponujące imponderabilia. Na przykład w USA za chodzenie w
kąpielówkach typu slipy płaci się karę. W Europie też to rzadkość, a tu
wszyscy chodzą obciśle tam ubrani, szczególnie dojrzali panowie, którzy
mają pokaźne brzuchy, są zaniedbani.
To samcza duma przez nich
przemawia czy kobiety im kupiły takie slipy?
Chyba kobiety im kupiły... Kiedy w zeszłym roku byłem w Egipcie na
wakacjach, zobaczyłem faceta po pięćdziesiątce w stringach. Zapytałem
Polkę, która leżała koło mnie, co o tym sądzi, a ona mi z dumą
powiedziała: „To mój mąż, on jest ekstrawagancki, jestem z niego
dumna".
No na zdrowie, ale to niepotrzebnie zaburza estetykę miejsc publicznych.
Wróćmy na polską plażę.
Zobaczyłem, że kobiety zaczęły się ubierać na plażę! Oczywiście,
zdarzają się jeszcze biustonosze bieliźniane i jakieś tam majty, ale
dużo młodych kobiet zakłada np. pareo.
Co to jest pareo?
To jest taka szmata, którą można sobie zawiązać na biodrze, w różny
sposób, można zrobić sobie z tego np. plażową sukienkę. Kobiety noszą
też biżuterię na plaży, to wyraźny postęp.
Polacy zaczęli się ubierać, bo
mają więcej pieniędzy, czy zrozumieli, że
to przynosi korzyści?
Koleżanka ukuła takie powiedzenie i ja się pod tym podpisuję, że moda
jest przyjaciółką kariery. Wizualizacja świata i osądzanie książki przez
okładkę osiągnęło zenit, na świecie totalny, i do nas to też dotarło.
Jestem z jednej strony zachwycony, bo to mój zawód i...
Klientów przybywa...
...ale i lekko przerażony, że artystki, zamiast śpiewać, zaczęły
się
prześcigać w idiotycznych kreacjach, które nie służą niczemu. Madonną,
która właściwie każdym nowym klipem rozpoczynała jakiś modowy trend,
można się było inspirować. A to, co zakłada Lady Gaga, jest nie do
przeniesienia na ulice! Jej i podobnym chodzi o wzbudzenie sensacji.
Polskie wokalistki też bardziej się ubierają,
a mniej śpiewają?
Na śpiewaniu się nie znam, ale bardzo mnie cieszy, że nareszcie
zaczęły
się ubierać. Bo mnie denerwuje taka właśnie nonszalancja przechodząca w
abnegację, mówienie, że „tutaj się nie nosi sukien balowych, bo nie ma
ich gdzie nosić". Odpowiadam: droga śmietanko towarzyska, jeżeli sobie
sami nie wymyślicie miejsc, gdzie będziecie chodzić w tych długich
sukniach i smokingach, to nikt za was tego nie zrobi! A tu do niedawna
królował styl bycia „ponad”, wychodzenia w rozciągniętym T-shircie
i
podartych dżinsach. Nie pójdę do opery w podartych dżinsach, które
uwielbiam, bo nie wypada. Musi być horyzont, żeby było wiadomo, jak
daleko się oddalamy.
Jeszcze żyjemy w czasach, w
których coś nie wypada?
Chciałbym, żeby nie wypadało, bo jak wszystko można, to co dalej?
Dalej
zwariujemy z nadmiaru wolności i nie będziemy wiedzieli, kim
jesteśmy, jacy powinniśmy być...
Super, że trwa rewolucja seksualna, że rozmawiamy o seksie, że wszystko
wolno... Tylko że pokolenie moich rodziców, dziadków też miało problemy
małżeńskie i starało się z nimi walczyć! A w tej chwili jest tak, że jak
jest trochę „słabo", to mówimy sobie „do widzenia”, bo
może nas jeszcze
coś fajnego spotkać, a tu już nie warto się męczyć. Wydaje mi się, że
świat oszalał! Fantastycznie, że mamy taką wolność, ale gdzieś powinny
być te cugle!
Nie wierzę... Trafił mi się gej
konserwatysta?!
Nie. Liberalizm tak, ale bez szaleństwa. Liberalizm jest dla mądrych
ludzi, wszystkie używki są dla mądrych ludzi.
Ale większość nie jest mądra. W jakim wieku mądry mężczyzna powinien
uszyć sobie pierwszy garnitur?
Najfajniej, jeżeli rodzice szyją ubranko do pierwszej komunii.
Czyli
to jest w Polsce taka inicjacja modowa...
Tak, bo czym skorupka za młodu nasiąknie... Np. Ryszard Kalisz
został
nauczony szycia garniturów na miarę od ojca. I przy swoich gabarytach, a
miałem okazję oglądać jego szafę, ma garnitury bez przegięć, a
jednocześnie z luzem, z jakąś nieznośną lekkością bytu.
Polki powinny się raczej odchudzać czy lepiej ubierać?
Powinny zadbać o siebie. Czyli nie np. nagle chudnąć, jeżeli całe
życie
się pasły! Chuda krowa to jeszcze nie sarenka. Duże ciało zadbane, czyli
ćwiczone, traktowane balsamami, peelingami, może być miłe i można je
ładnie „ogarnąć". I niekoniecznie iść w „wybieg”, czyli
w tę wielką
modę, bo ona jest zarezerwowana do rozmiaru 40! Nie każda kobieta musi
być modelką! Polacy powinni przestać patrzeć na innych i zacząć myśleć o
sobie.
Ale w gazetach wzorce
modowo-kulturowe są inne. A do czegoś się musimy
odnosić, skoro nigdy nie byliśmy, jak Anglicy na przykład, narodem,
który ma po prostu elegancję wypracowaną przez setki lat.
Niektóre grupy społeczne Anglików, nie wszyscy. Mamy totalnie
zaniedbaną
Wielką Brytanię, czyli spasione Angielki, które chodzą w za małych
spodniach, w przyciasnych bluzkach, z kolczykiem w pępku, bo mają
świadomość tego, że są nieatrakcyjne, i chcą po prostu zażyć odrobinę
przyjemności, jest
im wszystko jedno, i to widać. Natomiast jeżeli chodzi o tłuste
Hiszpanki, genialne, absolutnie genialne...
Bo?
Jeżeli ktoś lubi pączki w maśle! Idzie taka opalona, tłusta Hiszpanka,
ma 20 kg nadwagi – jest ubrana tak samo jak ta Brytyjka, tylko że ma
polakierowane paznokcie, ma obcas albo złote klapki – i myśli:
„Przytyję
jeszcze dychę i też będzie zajebiście!". Ona obnasza kilogramy z jakąś
totalnie sympatyczną energią! Można pomyśleć „nie znoszę pączków”,
ale
jakiż słodki ten pączek! No i mamy Polkę, w tym samym przedziale
wagowym... Idzie i ma taki zaciśnięty, zły ryj, myśli: „Mówicie, że
jestem gruba? A ja wam pokażę, że wejdę w rozmiar 38!”. I bierze te
siaty i idzie, taka zła... I najtrudniej jest z Polką, jeżeli chodzi o
ubranie, bo Hiszpanki nie ma co ruszać, gdyż jest sobą zachwycona,
Brytyjka...
Ma to gdzieś...
Tak, ale jeżeli można jej pokazać, że może być piękna, to ona w to
wejdzie! Na tym polega sukces Trinny i Susannah, że powiązały koty
Filemony Brytyjkom na szyjach...
Filemony?
No, czy któraś kobieta nosi kokardy wielkości głowy? Nie, ale to są
Brytyjki i one się cieszą, że nie muszą być abnegatkami, mogą wejść w
modę i będzie czad! A Polki, w których jest tyle złości i tyle „ja wam
pokażę", są nieprzemakalne, nie chcą słuchać, wiedzą lepiej.
Może nie ma dla nich propozycji w Polsce?
Jest z tym problem... W sprawach mody inspiracje czerpiemy z mediów. W
tygodnikach, gdzie jest moda, powinni pracować znakomici fachowcy,
absolutnie doskonali!
Którzy wiedzą na pewno co?
Jak nie zrobić krzywdy! Jak pokazać modę w taki sposób, żeby przeciętna
kobieta mogłasię z tym utożsamić i nie wyglądać jak idiotka! Bo jeżeli
stylista w miesięczniku robi edytorial i ma „lot”, rozbija modelce
jajko
na głowie, to to jest mniejsze zło, bo taka historia ma stanowić
inspirację dla tych kobiet, które mają większe horyzonty, a siła rażenia
jest mniejsza. Natomiast moda w tygodniku to ma być praktyczna porada
dla zwykłej kobiety. Podobnie w tych okropnych pismach shoppingowych! Ja
przez jedno takie pismo zacząłem uczyć w szkole!
Bo?
Bo uznałem, że bym po prostu powywieszał te k... na latarniach, te,
które tam pracują! To groza! Jak można pokazywać i proponować kobietom
modelkę, która na zdjęciach wygląda nieatrakcyjnie i niezgrabnie. Ma
zaburzone proporcje, zestawienia kolorystyczne są awangardowe, a nie
masowe! I później widzę te nieszczęsne panie ubrane właśnie wedle tego
nieszczęsnego magazynu.
Czyli kolorystycznie są
przynajmniej awangardowe...
I mają zaburzone proporcje. Wiem, że to są układy ze sklepami,
ale można
to pokazać w sposób ładny i nieładny, czytelny i nieczytelny. Jeżeli się
proponuje szerokim paniom, że tak powiem, cytrynowe rajstopy w
zestawieniu z szafirową spódnicą, to myślę, że nie chciałbym oglądać pań
w sklepie po dziewięciu godzinach pracy w takich rajstopach z
opuchniętymi nogami i w szafirowej spódnicy.
Pana
klienci to bardziej kobiety czy mężczyźni?
Stali to raczej mężczyźni, dlatego że mam okropny zwyczaj
zaprzyjaźniania się z moimi klientkami. No i później od koleżanki nie
jestem w stanie brać pieniędzy, bo to nie wypada, a przecież z tego
żyję. Zwykle kobiety po trzech spotkaniach już nie potrzebują mojej
porady. Są wyedukowane, wiedzą, czego chcą, i wiedzą, kiedy poświęcić
sylwetkę dla stylowości, a kiedy ją wyeksponować.
„Poświęcić sylwetkę dla
stylowości"... Co to znaczy?
Mają świadomość siebie, czyli np. ubieramy się, zaburzając
proporcje,
czyli nisko spodnie, jeszcze podwinięte, coś tam, dużo hałasu, i wiemy,
że jest to zabawne, że pewnie będziemy zabawnie odebrani i o to chodzi.
A jeżeli chcemy wyglądać elegancko i sexy, zakładamy idealnie dopasowany
garnitur, rozpinamy głęboko koszulę, pod którą widać nabalsamowany tors,
lekko wilgotny, i mamy tego świadomość. A kobiety, świadome, wiedzą,
kiedy mogą pokazać biust i jak go pokazać, żeby wyglądał sexy i był tak
odebrany, a kiedy mają ochotę wyglądać śmiesznie i też przyciągać
spojrzenia. Świadomość oznacza, że nie ma już historii, że subtelna
dziewczynka wbita w złote szpile i ocelota, pyta: „A dlaczego chcą mnie
zgwałcić?!". Zdarzył mi się taki przypadek: przyszła dziewczyna i mówi,
że ma problem, ponieważ jest uosobieniem moralności i subtelności –
oraz, od siebie dodam: idiotyzmu, bo nosi się jak dość przeciętna k…
– a
bez przerwy jest na ulicy zaczepiana, prawie gwałcona. Tu nic nie
poradzę, powiedziałem jej: zapraszam do psychiatry.
Można komunikować modą elegancję,
seks, można też zaburzać, bawić się,
rozśmieszać... Co jeszcze?
Nie, elegancja to nie moda. Łachy się dzielą na dwie grupy: mamy
klasykę
i elegancję oraz modę. I mamy też bon moty, czyli tzw. sportową
elegancję. Oczywiście, nic głupszego nie można wymyślić, ponieważ
elegancja to powściągliwość, minimalna forma, historia absolutnie
statyczna, ludzie eleganccy się nie pocą przecież, nie widać po nich
wysiłku fizycznego, nie mówią o tym, jak dbają o siebie. A sport, czyli
dbanie o siebie, to pokazywanie sylwetki, potu, zapachu itd., te dwa
zdarzenia nie idą z sobą w parze, więc mamy modę i mamy klasykę. I ci,
którzy są klasyczni i eleganccy, nigdy nie będą ślepo podążać za modą i
będą pół kroku do tyłu. Moda to pewna kultura, ubrania określają nas,
to, kim jesteśmy, co robimy, co myślimy.
To ile
musi wydać mężczyzna, ile musi wydać kobieta w średnim wieku,
jeżeli chcą być modni?
Fajnie by było, gdyby każdy człowiek raz w kwartale mógł wydać
miesięczną pensję na ubrania. Czyli co trzecia wypłata idzie na ubrania,
we wszystkich grupach społecznych. Są absolutni niewolnicy najnowszych
tendencji i muszą wydać dużo więcej, bo nie korzystają z przecen.
Właśnie dla tych świrów wymyślono ten chwyt, że w momencie kiedy markowe
sklepy robią pierwszą przecenę, to wjeżdża pierwszy wieszak z tak zwaną
prekolekcją, czyli zapowiedzią jesieni i zimy albo wiosny i lata. Te
prekolekcje są dużo droższe, ale są tacy, którzy od razu lecą do tych
właśnie wieszaków i kupują.
Po co?
Żeby mieć to wcześniej niż inni i nosić koszulę albo sweter czy
marynarkę, która w bieżącej kolekcji będzie dopiero za dwa miesiące.
I to jest „coś"?
Tak. Chociaż ja uwielbiam ubrania, ale ubrania, nie metki, i w
związku z
tym nie do końca ma znaczenie, czy to jest bieżąca kolekcja, czy
wsteczna. Oczywiście, zdarzają się tak zwane hity sezonu i każdy, kto
się interesuje modą, marzy o tym. Bardzo, ale to bardzo się ucieszyłem,
kiedy obnaszałem w lutym mojego dżinsowego, strasznie wieśniackiego
Louis Vuittona, z różową kitą, i wiedziałem, że mam pierwszy taką
torebkę w Polsce, bo została kupiona dzień po nowojorskiej premierze!
I jakie to uczucie?
Super!
Daje poczucie wyjątkowości?
Myślę, że do mojego poczucia wyjątkowości niepotrzebna mi torba,
ale
myślę sobie: kurczę blade, no mam 42 lata, funkcjonuję tutaj, zmagam się
z tym życiem, jak mogę, i doszedłem do tego, że jakaś kobieta ma ochotę
wydać ponad 3 tys. dolarów, żeby zrobić mi przyjemność!
Czyli
to był prezent.
Tak, nie stać mnie na takie rzeczy. To te moje koleżanki, byłe
klientki,
rewanżują mi się w ten sposób, że przywożą mi bardzo
kosztowną galanterię ze świata: mam portfel Hermesa, mnóstwo toreb,
jakieś paski...
Więc
co jest takim strzałem w tym sezonie?
Takim strzałem były te dżinsowe torby Louis Vuittona – z
różnych kolorów
dżinsu, z farbowaną kitą z kolorowymi paskami. Tylko trzeba mieć
świadomość, że to nie jest eleganckie, że to jest wręcz kiczowate, i
gdyby nie te literki „Louis Vuitton", to właściwie byłaby to
wiocha.
Dajecie się więc robić w
konia.
Ale z pełną świadomością, to jest czad! Ta świadomość, że mam
fantastyczną torbę, która mnie cieszy, która jest kolorowa! Jako
fachowiec w dziedzinie ubierania się wiem, że ta torba jest w złym
guście, ale kto powiedział, że ma być w dobrym – jest zabawna, jest
hitem sezonu i dopóki nie zaczną tego podrabiać na skalę masową, to
noszę!
A markowe sklepy w Polsce robią
nas w konia, a właściwie w kucyka, czy
można w nich kupić to samo co w zachodniej Europie?
Jeżeli chodzi o modę męską, to jest to cały czas przepaść. Z
damską jest
lepiej, ale i tak jesteśmy śmietnikiem Europy. U nas wielkim „wow!"
są
te drugie linie, czyli nie najlepszej jakości ubrania w bardzo wysokich
cenach. Mody przez duże M w ogóle u nas nie ma.
Będzie pan 60-, 70-letnim
stylistą? Oczywiście! Jeżeli będę miał 60 lat i cały czas ochotę na
to, żeby się
pochylić i zapiąć bransoletkę na nodze kobiecie, bo nikt inny nie zapnie
tak jak ja...
Naprawdę nikt?
Tak myślę... Czy podwinąć spodnie. Naprawdę uwielbiam te łachy i
wszystko to, co się z nimi dzieje, i to, że mi się udało, że mogłem
dojść tu, gdzie jestem. Że kiedy mam zły dzień, to siadam sobie na Nowym
Świecie z moim asystentem – żebym nie gadał do siebie – i wokoło
chodzą
sobie ludzie, a ja się relaksuję.
Ulicznymi recenzjami?
Tak, czasami jest fajnie, czasami średnio, a czasami źle. Bardzo źle
jest wtedy, kiedy mam do czynienia z wyrafinowanym butem, z bardzo
agresywnym paznokciem i zrogowaciałą, żółtą piętą. Lato jest
zdumiewające, ludzie latem „puszczają wiosła" i widać dojrzałe
kobiety
niemalże w halkach, są nagie pod spodem, te piersi biodrówki, które
wibrują w okolicach pępka, mężczyźni w spranych gaciach, rozciągniętych
podkoszulkach, z brudnymi nogami, w klapkach basenowych... Już nie mówię
o symbolu skarpety i sandała, bo on jest tu tak zakorzeniony, że nie ma
co bić piany.
Odpuszczamy skarpety do sandałów?!
Nie mogę się przyzwyczaić, niemniej przyjmuję to z
dobrodziejstwem
inwentarza, że jest grupa ludzi, którzy noszą sandały z Tesco za 8,90 zł
i do tego są dwie pary skarpet szarych w promocji. Szare, bo
niebrudzące!
|
 |
|
|
Bogusław Mazur |
 |
|
|
Stanisław Kania |
 |
|
|
Ezekiel |
|