Gdy moi znajomi brali kredyty mieszkaniowe na setki
tysięcy złotych i
kupowali kolejny samochód, ja stwierdziłem, że czas skończyć z
niewolniczym etatem. 60-metrowe mieszkanie w Warszawie wynająłem za 2,5
tys. zł miesięcznie. Co miałem, spieniężyłem, by mieć gotówkę na bilet
lotniczy oraz wydatki, i postanowiłem wyjechać z Polski – opowiada
Piotr, 32-letni, grafik komputerowy, który już od trzech lat mieszka w
Tajlandii. Stały dochód z wynajmu mieszkania w Warszawie zapewnia mu
życie w warunkach, na jakie w Polsce musiałby bardzo ciężko pracować.
Ale nie jest na wakacjach. On pracuje. Tylko zamiast siedzieć przy
biurku w drukarni na przedmieściach Warszawy, rozkłada laptop w swojej
chacie na wyspie Phuket w Tajlandii.
Wynajęcie
domu z widokiem na morze
i wyposażonego w telewizję oraz internet w jednym z najbardziej
popularnych miejsc Tajlandii kosztuje go niespełna 1 tys. zł. Po
odliczeniu wydatków na życie i rozrywki wciąż zostaje mu w kieszeni
tyle, że nie musiałby pracować. Zlecenia pracy z Polski przyjmuje dla
przyjemności, bo masowanie się orzechowym masłem przy akompaniamencie
szumu fal znudziło mu się już po kilku miesiącach.
Dla takich jak
on w
Tajlandii powstała nowa branża: obsługa „bogatych inaczej". Kim są?
To
Europejczycy i Amerykanie, którzy postanowili przeprowadzić się do
krajów, gdzie ich przeciętne dotąd dochody pozwalają na dostatnie życie.
Wynalazek pracy zdalnej, przez internet, pozwala, aby wciąż pracowali
jako prawnicy, księgowi, analitycy giełdowi czy specjaliści IT, ale
„amerykańskie zarobki” w zestawieniu z azjatyckimi kosztami życia
pozwalają im oszczędzać tysiące dolarów, podróżować bez końca i korzystać
z wszystkiego, co planeta ma do zaoferowania. Szacuje się, że w
południowo-wschodniej Azji tak urządziło się już 200 tys. Amerykanów.
–
Ludzie nie chcą być milionerami, chcą tylko doświadczyć tego, na co do
niedawna stać było wyłącznie milionerów. Problem sprowadza się do tego,
jak prowadzić styl życia milionera, nie mając na koncie miliona –
zastanawia się Timothy Ferriss, amerykański przedsiębiorca i autor
bestsellera „4-godzinny tydzień pracy". W książce pisze, że
odpowiedzią
jest geoarbitraż: zarabianie w kraju o wysokim standardzie życia, a
wydawanie w kraju o standardzie niższym. „Zabawa przynosi największe
zyski, gdy zarabiasz w dolarach, wydajesz w pesetach, a wynagrodzenia
płacisz w rupiach” – pisze Ferriss. Osobiście doprowadził zasady
geoarbitrażu
do perfekcji. Swoją firmę prowadzi przez internet, pomieszkując przy tym
za grosze w najtańszych krajach świata. Najbardziej pracochłonne zajęcia
zleca swoim asystentom w Indiach. Dzięki temu znalazł czas i pieniądze,
by okrążyć kulę ziemską, zdobyć tytuł mistrza kick boxingu w Chinach i
zagrać w serialu telewizyjnym w Hongkongu.
Także dla Polaków
Najwięcej korzyści geoarbitraż przynosi mieszkańcom najbogatszych
krajów, np. Amerykanom, Kanadyjczykom, Australijczykom czy mieszkańcom
zachodniej części Europy, bo za ich wynagrodzenie w przeliczeniu na
dolary można kupić znacznie więcej niż za wynagrodzenie w Polsce
(średnio 800 dolarów miesięcznie netto). Co nie znaczy, że geoarbitraż
Polakowi się nie opłaci. Według serwisu CNN Money najtańsze na świecie
miejsca, gdzie do komfortowego życia wystarczy mniej niż 500 dolarów
miesięcznie, to Kambodża, Filipiny, Tajlandia, Kostaryka i Urugwaj.
Posiłek w restauracji można tam zjeść za 2-3 dolary, paczka papierosów
czy szklanka piwa to mniej niż dolar.
„To mógłby być Twój
dom". „Dziś
jest ostatni dzień z reszty Twojego życia” – tak widok z wyspy
Phuket
reklamują tajlandzkie firmy wyspecjalizowane w obsłudze młodych emerytów
z Zachodu. Kancelaria Siam Legal już za jedyne 399 funtów oferuje
załatwienie wizy emerytalnej pozwalającej na stały pobyt w Tajlandii.
Warunki: ukończone 50 lat życia, stałe dochody i konto w tajlandzkim
banku. Firma Retire Asia przygotowała rozszerzony pakiet usług dla tych,
którzy oprócz leniuchowania pod palmą zechcą robić coś więcej: pracować
przez internet, pilnować spraw w kraju, inwestować swoje pieniądze na
giełdzie czy dorabiać jako nauczyciele angielskiego.
–
Tajlandia będzie
dla Polaków dość tanim krajem – uważa Janusz Koniak, mieszkający w
Bangkoku szef biura podróży Ultima Travel. – Posiłek w restauracji
kosztuje około 1,5 dolara, a w niezłej restauracji z kuchnią europejską
ok. 6 dolarów. Ceny owoców są śmieszne – od ćwierć dolara za porcję
ananasa do 1 dolara za kilogram mandarynek czy bardziej egzotycznych
mango i rambutanów – wylicza.
Według wyliczeń Banku
Światowego
dotyczących kosztów życia w różnych krajach ze swoją pensją lub
emeryturą moglibyśmy pokusić się też o zamieszkanie w krajach nieco
droższych: na Malediwach, w Argentynie, Urugwaju, Brazylii, Panamie, na
Filipinach albo Sri Lance.
Rodzina w komplecie
Irlandczyk Benny Lewis już od
siedmiu lat prowadzi żywot obieżyświata.
Był w blisko 20 krajach, a jednocześnie pracuje jako tłumacz (zna 11
języków). Za tłumaczenia bierze honoraria na standardowym poziomie
zachodnim. Pracę przyjmuje i wysyła za pośrednictwem internetu.
Problemem nie są także płatności. Zleceniodawcy przelewają pieniądze na
jego konto bankowe, a on wypłaca gotówkę w dowolnym bankomacie na całym
świecie. Część jego klientów nie zdaje sobie sprawy, że kontaktuje się z
osobą pracującą w biurze pod palmą. Benny wykupił usługę, która
połączenia z jego stacjonarnego numeru przekierowuje na internetowy
komunikator. – Jeżeli możesz pracować z domu, dlaczego nie może to być
dom na drugim końcu świata? – pyta Ben.
Geoarbitraż to rozwiązanie
nie
tylko dla singli i buntowników. Amerykanin Chuck Holton zdecydował się
na przeprowadzkę do Panamy wraz żoną i piątką dzieci. Dzięki znacznie
niższym kosztom życia przez rok udało mu się zgromadzić oszczędności i
spłacić kredyt hipoteczny. – Zorganizowanie sobie pracy w ten sposób
wymaga sporej inwencji, ale jest możliwe także na polskim rynku pracy –
twierdzi Jakub Poddany, dyrektor w międzynarodowej firmie rekrutacyjnej
Hays. Wprawdzie w Polsce oferty stałej pracy, gdzie pracodawca nie
potrzebuje pracownika fizycznie w biurze, są rzadkością, ale popularność
pracy wykonywanej przez internet rośnie. – W sposób zdalny mogą pracować
tłumacze, księgowi, prawnicy, analitycy i konsultanci z różnych dziedzin
– dodaje menedżer.
Wojciech Grzelak, 49-letni przedsiębiorca
z Żywca,
przez kilka lat kierował swoją firmą z chaty w Górnoałtajsku na Syberii.
Będąc szefem wydawnictwa wydającego książki dla dzieci, jak zwykle
przeglądał korektę, akceptował projekty nowych publikacji, pilnował
finansów firmy. Odległość ograniczyła kontakty z przyjaciółmi w Polsce,
ale na Syberii też zawarł sporo przyjaźni. Uciążliwy był brak niektórych
towarów w sklepach. Polskie jabłka kosztowały tam 2 zł za sztukę. Drogie
i niedobre były wędliny oraz konserwy. – Pożyczałem gazika od sąsiada i
tak jak miejscowi jechałem do lasu na polowanie. Po paru tygodniach
wracałem z zapasem mięsa. W jednym z pokojów urządziłem spiżarnię –
wspomina Grzelak. – Myślałem o budowie domu, ośrodka turystycznego i
przeprowadzeniu się w góry na stałe. Zmienił się jednak klimat
polityczny, byłem traktowany coraz bardziej podejrzliwie i pojawiły się
problemy z wizą. W końcu bilans zaleti wad mieszkania na Syberii zmienił
się na ujemny i wróciłem – opowiada.
Mikrogeoarbitraż
Decyzja o
wyjeździe przychodzi o wiele łatwiej, kiedy przeprowadzka
dotyczy kraju bliskiego kulturowo. Niemiec zarabiający w swoim kraju,
ale mieszkający w Polsce korzysta finansowo na różnicy w kosztach życia.
Jednocześnie jest mu łatwiej, bo żyje w tym samym kręgu kulturowym.
Polacy bez problemu mogą korzystać z geoarbitrażu, przeprowadzając się
do Rumunii, Bułgarii lub Czarnogóry. – Przeprowadzka na egzotyczne
Filipiny z pewnością nie jest rozwiązaniem dla każdego. Na jakość życia
poza warunkami mieszkaniowymi składają się również takie elementy, jak
dostęp do kultury i dóbr konsumpcyjnych, oferta edukacyjna – mówi
Gabriela Jabłońska, socjolog i analityk rynku pracy firmy Sedlak &
Sedlak.
Jeśli nie chcemy wywracać życia do góry nogami, to korzyści
geoarbitrażu możemy sprawdzić w mniejszej skali. Już dziś wiele osób
mieszka i pracuje w relatywnie tanich miastach, jak Radom, Olsztyn czy
Łódź. Wiążąc się z pracodawcą z Warszawy, zarabiają więcej, a wydają
mniej na życie. To sposób na zgromadzenie sporych oszczędności –
podpowiadają eksperci.