Stanowiska szefa MFW Dominique Strauss-Kahn już nie odzyska, ale ciągle ma szanse powalczyć o prezydenturę Francji. Przed aresztowaniem go w połowie maja przez agentów FBI DSK – jak go nazywają we Francji – wyprzedzał w sondażach urzędującego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego.
REKLAMA
Strauss-Kahn nie był postacią kryształową, ale Ale Strauss-Kahn oskarżony o gwałt, upokorzony i upodlony to co innego. Jego aresztowanie rozpętało medialny cyrk o globalnym zasięgu. Według danych francuskiego instytutu analitycznego Kantar Media w ciągu pierwszych dziesięciu dni po aresztowaniu jego twarz znalazła się na czołówkach aż 150 tys. gazet na całym świecie. Tak więc lincz został dokonany na okładkach kolorowych czasopism.
Pałające purytańskim oburzeniem anglosaskie nie miały litości. Prasa francuska była bardziej wstrzemięźliwa, mimo to pod ciśnieniem konkurencji i ona uruchomiła lawinę oskarżeń. „Le Journal du Dimanche" nazwał Strauss-Kahna wielkim uwodzicielem, eseista Jean-François Kahn oskarżył go o molestowanie służących, a Marine Le Pen, szefowa Frontu Narodowego, uznała Straussa-Kahna za patologicznego erotomana i miotała na socjalistów gromy za ignorowanie jego wcześniejszych wybryków seksualnych. Tylko niektórzy ośmielali się zgłosić votum separatum.
Sąd miał skazać byłego szefa MFW za gwałt. Opinia publiczna już go skazała. Wyrok zapadł, a skazany najprawdopodobniej jest niewinny.
Czy Dominique Strauss-Kahn został "wrobiony w gwałt"? Więcej na ten temat w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost".