W teorii jesteśmy mocni – wiemy, że „pijani kierowcy wiozą śmierć", i że jeśli piłeś – to jechać nie powinieneś. I co? I nic. Teoria dotyczy bowiem wszystkich innych – z wyjątkiem nas. Czym bowiem jest dla mistrza kierownicy jedno piwo wypite przed jazdą, albo jedna świąteczna „setka” zagryziona śledzikiem. Inni – tak, oni powinni uważać i zachowywać się odpowiedzialnie. Ale ja? Przecież oni wszyscy mogliby się ode mnie uczyć trudnej sztuki jazdy. Jak myślicie ile osób, spośród 44, dla których były to ostatnie święta w życiu, myślało w taki sposób?
REKLAMA
Tysiąc pijanych kierowców może wydawać się liczbą marginalną – zważywszy, że nasz obdarzony ułańską fantazją naród liczy ok. 37 milionów obywateli. Tylko że ten tysiąc to dopiero wierzchołek góry lodowej – to ci, którzy mieli pecha trafić na jednego z 10 tysięcy policjantów. A ilu ominęło policyjne patrole? Ilu wsiadło do samochodów prowadzonych przez „zmęczonego" kierowcę i nie zająknęło się nawet słowem na temat tego, że prowadzenie samochodu po alkoholu to nie jest najlepszy pomysł na udane Święta? Ilu nie wsiadło do samochodu, ale przemierzało zygzakiem drogi krajowe wracając na piechotę z Wigilii, pasterki, świątecznego obiadu?
Pijany człowiek na drodze jest potencjalnym zabójcą – nawet jeśli na co dzień jest przykładnym obywatelem, chodzi grzecznie do pracy, płaci podatki i pomaga domom dziecka. Gdyby ryzykował wyłącznie swoje życie – można byłoby wzruszyć ramionami i uznać, że „z tylu różnych dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle". Ale pijany uczestnik ruchu drogowego nie pozostawia wyboru również innym. I nie dotyczy to tylko kierowców, ale również innych uczestników ruchu drogowego: pieszych, rowerzystów. Bo pijany przechodzień, który zdecyduje się na spacer środkiem nieoświetlonej drogi ma takie same szanse na spowodowanie wypadku, jak pijany kierowca jadący po tej drodze. Może bowiem trafić na trzeźwego kierowcę (na szczęście tych jest chyba wciąż więcej), który zrobi wszystko, aby go nie zabić – ale czasem oznacza to ryzyko zabicia siebie.
W Teksasie mężczyzna przebrany za Św. Mikołaja zabił w tym roku sześć osób, a potem zastrzelił siebie. Szokujące? A niby dlaczego? Ilu polskich Św. Mikołajów wypija strzemiennego, pakuje rodzinę do samochodu i siada za kółkiem? Bo jakoś to będzie, prawda? Bo złe rzeczy zdarzają się tylko innym? Bo są Święta, więc można sobie odpuścić? Bo… Pisk hamulców. Koniec. Drugiej szansy nie będzie.
Nie, nie mam złudzeń – w następny weekend będziemy witać Nowy Rok i znów iluś tam policjantów zatrzyma na drogach iluś tam pijanych kierowców, a kilkudziesięciu uczestników ruchu drogowego powita 2012 rok w kostnicy. Ale mam nadzieję, że ty, który czytasz ten komentarz – nie znajdziesz się w tym gronie.
Święta, święta i po jednym
2011-12-27 08:03
W teorii jesteśmy mocni – wiemy, że
„pijani kierowcy wiozą śmierć", i że jeśli piłeś – to jechać
nie powinieneś. I co? I nic. Teoria dotyczy bowiem wszystkich innych – z
wyjątkiem nas. Czym bowiem jest dla mistrza kierownicy jedno piwo wypite przed
jazdą, albo jedna świąteczna „setka” zagryziona śledzikiem. Inni
– tak, oni powinni uważać i zachowywać się odpowiedzialnie. Ale ja?
Przecież oni wszyscy mogliby się ode mnie uczyć trudnej sztuki jazdy. Jak
myślicie ile osób, spośród 44, dla których były to ostatnie święta w życiu,
myślało w taki sposób?
Tysiąc pijanych kierowców może wydawać się liczbą
marginalną – zważywszy, że nasz obdarzony ułańską fantazją naród liczy ok.
37 milionów obywateli. Tylko że ten tysiąc to dopiero wierzchołek góry lodowej
– to ci, którzy mieli pecha trafić na jednego z 10 tysięcy policjantów. A
ilu ominęło policyjne patrole? Ilu wsiadło do samochodów prowadzonych przez
„zmęczonego" kierowcę i nie zająknęło się nawet słowem na temat tego,
że prowadzenie samochodu po alkoholu to nie jest najlepszy pomysł na udane
Święta? Ilu nie wsiadło do samochodu, ale przemierzało zygzakiem drogi krajowe
wracając na piechotę z Wigilii, pasterki, świątecznego obiadu?
Pijany
człowiek na drodze jest potencjalnym zabójcą – nawet jeśli na co dzień
jest przykładnym obywatelem, chodzi grzecznie do pracy, płaci podatki i pomaga
domom dziecka. Gdyby ryzykował wyłącznie swoje życie – można byłoby
wzruszyć ramionami i uznać, że „z tylu różnych dróg przez życie każdy ma
prawo wybrać źle". Ale pijany uczestnik ruchu drogowego nie pozostawia
wyboru również innym. I nie dotyczy to tylko kierowców, ale również innych
uczestników ruchu drogowego: pieszych, rowerzystów. Bo pijany przechodzień,
który zdecyduje się na spacer środkiem nieoświetlonej drogi ma takie same szanse
na spowodowanie wypadku, jak pijany kierowca jadący po tej drodze. Może bowiem
trafić na trzeźwego kierowcę (na szczęście tych jest chyba wciąż więcej), który
zrobi wszystko, aby go nie zabić – ale czasem oznacza to ryzyko zabicia
siebie.
W Teksasie mężczyzna przebrany za Św. Mikołaja zabił w tym roku
sześć osób, a potem zastrzelił siebie. Szokujące? A niby dlaczego? Ilu polskich
Św. Mikołajów wypija strzemiennego, pakuje rodzinę do samochodu i siada za
kółkiem? Bo jakoś to będzie, prawda? Bo złe rzeczy zdarzają się tylko innym? Bo
są Święta, więc można sobie odpuścić? Bo… Pisk hamulców. Koniec. Drugiej
szansy nie będzie.
Nie, nie mam złudzeń – w następny weekend będziemy
witać Nowy Rok i znów iluś tam policjantów zatrzyma na drogach iluś tam pijanych
kierowców, a kilkudziesięciu uczestników ruchu drogowego powita 2012 rok w
kostnicy. Ale mam nadzieję, że ty, który czytasz ten komentarz – nie
znajdziesz się w tym gronie.