Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
Zobacz także:
Blogbox Infotuba.pl Gover.pl Pitbul
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  PoTok łez
1971Piotr NajsztubAutor: Piotr Najsztub

PoTok łez

Ja ryczałam i oni ryczeli – wspomina na gorąco Ewa Wanat, która właśnie rozstała się z fotelem dyrektorki Radia Tok FM. Zaskoczeni byli i słuchacze, i zespół.
PIOTR NAJSZTUB: Jak w kategoriach erotycznych nazwałabyś swoje odejście z Tok FM? Nieudana próba gwałtu?

EWA WANAT: Normalne rozstanie.

Czyli wyczerpanie się fascynacji erotycznej…

Byłam w tylu wspaniałych związkach, z fantastycznymi facetami, większość bardzo dobrze wspominam. I zawsze przychodził taki moment, kiedy sobie uświadamiałam, że jeszcze jest fajnie, ale za chwilę już nie będzie fajnie. Wtedy odchodziłam.

A teraz odeszłaś czy „oni" cię porzucili?

Odeszłam.

Bo jest plotka, że chciałaś się sprzeciwić oszczędnościom, łączeniu newsroomów radiowych Agory, a ty sprzeciwiłaś się kapitalistom medialnym.

I tu zmarszczyłam brwi.

Czyli tak nie było. To chyba niezbyt roztropne porzucać dyrektorski etat w czasach kryzysu?

Mam tylko nadzieję, że to moje odejście nie skończy się jak historia mojej ciotki. Ona w latach 70. bardzo chciała mieć dom w lesie, a wtedy było bardzo trudno taki dom kupić. Wydzierżawiła więc taką starą ruderę poniemiecką od Lasów Państwowych. Nikt jej nie chciał, nikt się tym nie interesował. Moja ciotka jest architektem wnętrz i zrobiła z tej rudery po prostu cacuszko.

Skocz do tekstu
REKLAMA

Takie, że Goering by przyjechał tam na polowanie, gdyby mógł?

Furda Goering, tam przyjeżdżało pół Polski obejrzeć, co ona z tego zrobiła! I wtedy zaczęto się tym interesować. I zaczęły się jakieś kontrole Lasów Państwowych. Ciotka w pewnym momencie stwierdziła, że ma tego dosyć, zabrała obrazy ze ścian i wyjechała. Oficjalna wersja była taka, że ją szykanowano za „Solidarność", bo to było w latach 80. Potem się okazało, że we władzach tych Lasów Państwowych był facet, któremu się bardzo ta już nierudera spodobała i który wiedział, z kim pić wódkę. I jak się moja ciotka wyprowadziła, to on bardzo szybko się tam wprowadził. Po dziesięciu latach postanowiła pojechać i zobaczyć, co się stało z tą leśniczówką...

Rudera?

Nie, pałac. Ale jaki! Plastikowe krasnale w ogrodzie, firanki wiejskie haftowane, wszystko pomalowane na cytrynowo...

Podziel się

















Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dodatek
Wszystko o Finansach
Polecamy
Czytaj Wprost na Facebooku. Sprawdź aplikację już teraz !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności