PIOTR NAJSZTUB: Jak w
kategoriach erotycznych nazwałabyś swoje
odejście z Tok FM? Nieudana próba gwałtu?
EWA WANAT: Normalne
rozstanie.
Czyli wyczerpanie się
fascynacji erotycznej…
Byłam w tylu wspaniałych
związkach, z fantastycznymi facetami, większość
bardzo dobrze wspominam. I zawsze przychodził taki moment, kiedy sobie
uświadamiałam, że jeszcze jest fajnie, ale za chwilę już nie będzie
fajnie. Wtedy odchodziłam.
A
teraz odeszłaś czy „oni" cię porzucili?
Odeszłam.
Bo jest plotka, że chciałaś się
sprzeciwić oszczędnościom, łączeniu
newsroomów radiowych Agory, a ty sprzeciwiłaś się kapitalistom medialnym.
I tu zmarszczyłam brwi.
Czyli tak nie było. To chyba niezbyt roztropne
porzucać dyrektorski
etat w czasach kryzysu?
Mam tylko nadzieję, że to moje odejście nie skończy się jak historia
mojej ciotki. Ona w latach 70. bardzo chciała mieć dom w lesie, a wtedy
było bardzo trudno taki dom kupić. Wydzierżawiła więc taką starą ruderę
poniemiecką od Lasów Państwowych. Nikt jej nie chciał, nikt się tym nie
interesował. Moja ciotka jest architektem wnętrz i zrobiła z tej rudery
po prostu cacuszko.
Takie, że Goering by przyjechał tam na polowanie, gdyby mógł?
Furda Goering, tam przyjeżdżało pół Polski obejrzeć, co ona z tego
zrobiła! I wtedy zaczęto się tym interesować. I zaczęły się jakieś
kontrole Lasów Państwowych. Ciotka w pewnym momencie stwierdziła, że ma
tego dosyć, zabrała obrazy ze ścian i wyjechała. Oficjalna wersja była
taka, że ją szykanowano za „Solidarność", bo to było w latach 80.
Potem
się okazało, że we władzach tych Lasów Państwowych był facet, któremu
się bardzo ta już nierudera spodobała i który wiedział, z kim pić wódkę.
I jak się moja ciotka wyprowadziła, to on bardzo szybko się tam
wprowadził. Po dziesięciu latach postanowiła pojechać i zobaczyć, co się
stało z tą leśniczówką...
Rudera?
Nie, pałac. Ale jaki! Plastikowe krasnale w ogrodzie,
firanki wiejskie
haftowane, wszystko pomalowane na cytrynowo...
Skoro tak, to przejdźmy z erotycznych skojarzeń na...
A ja już byłam w budowlanych przecież!
To przejdźmy do macierzyńskich. Dziecko zostawiasz.
Tak, ale każde dziecko trzeba kiedyś zostawić, przeciąć
pępowinę.
Byłaś matką Tok FM
dziewięć lat. Minęło kilka dni od porzucenia
dziecka. Masz syndrom odstawienia? Że tak płynnie przejdę do terapii
uzależnień.
Trochę na pewno mam. Wyjechałam na Mazury,
tutaj Tok nie ma zasięgu,
więc nie słucham. Siedzę tu i analizuję wszystko po kolei, te dziewięć
lat. W jakim jestem momencie życia? Nie myślę o tym, co dalej, tylko o
tym, co jest teraz. Np. zdziwiła mnie moja siostra, bo mi powiedziała,
że przez te dziewięć lat stałam się lepszym człowiekiem.
To straszne,
współczuję.
Ale ja w ogóle tego nie rozumiem!
To proste. Stałaś się bardziej
empatyczna. Kiedy człowiek decyduje
tylko o swoim losie, może być egoistyczny i nie zwracać uwagi na
potrzeby czy wyobrażone myśli innych ludzi. Natomiast jak jest szefem,
musi się stawać empatyczny, musi „czuć" podwładnych, więc stałaś się
bardziej empatyczna. A przy okazji kobietą instytucją.
Co
to znaczy?
Stworzyłaś radio instytucję,
program instytucję do rozmawiania o
seksie, wyciągnęłaś rękę z nagrodą radia do Danuty Wałęsy, którą to rękę
Danuta ugryzła natychmiast – to tworzy człowieka instytucję.
Jakoś
nie czuję się instytucją. Myślę, że akurat był taki czas, moment…
Ale czas był raczej głupienia niż mądrzenia
społecznego.
I właśnie dlatego się udało. Na początku lat
90. powstawały stacje
muzyczne, czyli Zetka, RMF, Eska itd. To był moment, kiedy Polacy byli
spragnieni takich stacji, bo wszystko, co znali, to były Program
Pierwszy Polskiego Radia, Trójka itd. Minęło dziesięć lat, one wszystkie
się do siebie upodobniły. I po prostu ludzie zaczęli mieć potrzebę
czegoś innego, a wtedy pojawiło się Tok FM, już jako „Pierwsze radio
informacyjne" najnormalniej w świecie, w 2003 r.
Ale „aby ino żyło", zanim się pojawiłaś.
Pojawiłam się w tym momencie, w którym po prostu zabrakło
takiego radia.
Ale nigdy w życiu to radio nie mogłoby tak zafunkcjonować, gdyby nie
Agora i Polityka, czyli dwie silne firmy, które mogły sobie pozwolić na
eksperymenty. Potem, w jakimś sensie przełomowym momentem dla radia było
dojście PiS do władzy. Dostaliśmy dużego kopa w górę od słuchaczy.
Dlatego że byliście przeciw?
Dlatego że byliśmy głosem rozsądku, nie my jedyni
oczywiście. Wtedy też
radio nabrało bardziej publicystycznego charakteru.
A Smoleńsk był przełomowy?
Nie
mam takiego poczucia, a jeśli, to w mniejszym stopniu. Wtedy bardzo
uważaliśmy, żeby nie robić tego, co jest najłatwiejsze, czyli karuzeli
żałobnych emocji, wzmagania poczucia końca świata. Wtedy zdecydowaliśmy,
że my raczej musimy rozpoznać to, co się z nami dzieje, i wytłumaczyć to
ludziom, a nie tylko dywagować o tym, że samolot spadł w tę stronę czy w
tamtą, czy się skrzydło złamało, czy silnik wybuchł. Chcieliśmy
potowarzyszyć ludziom w takim momencie powszechnej bezradności. Bo jak
to było możliwe, żeby po prostu taki samolot spadł na ziemię i wszyscy
się zabili, co z tym państwem jest nie tak?! Myśmy się raczej starali
wchodzić w to od strony psychologicznej, filozoficznej, trochę innych
gości zapraszaliśmy do radia niż tylko specjalistów od lotnictwa i
polityków.
Stworzyłaś też, z dr.
Andrzejem Depką, instytucje otwartego
rozmawiania o seksie „Kochaj się długo i zdrowo". Czy przez pięć lat
tego programu zmieniły się problemy i pytania słuchaczy?
Pytania słuchaczy na pewno. Na początku było bardzo dużo telefonów
wykazujących bardzo wysoką ignorancję w tych sprawach. Z czasem zaczęło
się pojawiać coraz więcej telefonów ludzi, którzy o wielu rzeczach
wiedzą, ale chcą wiedzieć jeszcze więcej.
Jubilerów seksu.
Ale pewne tematy
są niezmiennie, jest parę takich obszarów, w których
wiedza jest...
Jakich?
Szkodliwość
antykoncepcji hormonalnej i słaba wiedza na temat w ogóle
jej działania. Rzekoma szkodliwość onanizmu, masturbacji. Słaba wiedza u
facetów o tym, że przedwczesny wytrysk można leczyć, skutecznie i
szybko. I niechęć do wizyty u seksuologa. Albo że „moja koleżanka ma
problem, nie ja oczywiście, tylko koleżanka, albo kolega, i chciałam
zapytać, co ona ma zrobić?". Ale ostatnio jakby się zrobiło trochę
więcej powietrza w tej sferze.
Przybyło odwagi seksualnej?
Tak mi się wydaje, ale ja
sobie nie poczytuję tego za zasługę. To raczej
20 lat intensywnej pracy kolorowych pism kobiecych na przykład. Nie
śmiej się, to były pierwsze miejsca, gdzie można było przeczytać o
prawach seksualnych kobiet, a od tego wszystko się zaczyna. Faceci
zaczynają się bardziej starać, też się zaczynają dowiadywać i...
Kierowałaś gadającym radiem w czasach
narodzin, a potem triumfu
tabloidów. Myślisz, że „mądre" media odwojują kawał świata, który
utraciły?
Są w stanie odwojować jakiś kawałek
rzeczywistości, tylko ja się boję,
że tych mądrych mediów będzie coraz mniej. Gorszy pieniądz wypiera
lepszy.
My głupiejemy czy
jesteśmy zastępowani?
Jesteśmy zastępowani, przez takie
proste myślenie, co się lepiej
sprzeda. Historia mediów, teatru, filmu czy muzyki pokazuje, że
przychodzi taki moment, kiedy zaczyna się schlebiać najniższym gustom i
kiedy wszystko staje się bardzo masowe. I chodzi o to, żeby sprzedać
dużo i szybko, tanio zrobić, a drogo sprzedać. Ale potem wahadło się
odgina w drugą stronę i znowu się pojawia przestrzeń i czas na inną
jakość. I pojawiają się ludzie, którzy mają dość tej papki, chcą czegoś
innego i znowu zjawia się ktoś, kto może dla nich to zrobić.
A może właśnie przeżywamy świat, w którym wahadło po
raz pierwszy się
nie odegnie?
Zawsze się odgina...
Ale np. przybywa konsumentów mediów wychowanych przez
internet. Oni
nie potrafią linearnie myśleć. Myślą asocjacyjnie, skaczą tu, skaczą
tam, żadnej narracji nie chcą wysłuchać od początku do końca. Może to
właśnie spowoduje, że po raz pierwszy wahadło się nie odegnie?
Ale może przekazując mądre treści, niekoniecznie trzeba używać
tradycyjnej narracji? Trzeba się dostosowywać do percepcji ludzi.
A jeżeli rodzaj percepcji wymusza papkę?
Nie sądzę. Percepcja wymusza pewnego rodzaju formę, czy też
inny rodzaj
przekazu, ale nie musi ingerować w treść. Nie wierzę w to, żeby ci
wszyscy dwudziestolatkowie czy piętnastolatkowie, dla których świat
internetu jest ich pierwszym światem, byli debilami. Oni są tylko inni.
I teraz do ich percepcji, do ich widzenia świata trzeba dostosować
sposób dotarcia do nich. A treści, najważniejsze pytania zawsze będą
aktualne: dobro, zło, prawda, fałsz, miłość, sens życia.
Ale na niektóre pytania odpowiedzi muszą trwać dłużej
niż trzy
minuty. Czy o sensie życia da się opowiedzieć krócej niż w trzy minuty?
Nie, ale można o tym zrobić na przykład serial, czterdzieści
odcinków po
trzy minuty. Niedawno założyłam sobie w końcu Facebooka i jak obserwuję,
to jest rzeczywiście inny świat.
Ale czy to jest świat?
Jakiś rodzaj komunikacji,
jakaś płaszczyzna, na której się spotykają
ludzie i się wymieniają myślami.
Raczej się potrącają, to jest takie dotykactwo.
Niektórzy się tylko potrącają, dotykają, ale niektórzy zamieszczają tam
dużo ważniejsze myśli, treści istotne, których bym inaczej nie znalazła.
Albo bym musiała długo szukać, a tu Kazio Sowa coś podeśle, a to Wiesław
Dębski albo Jan A.P. Kaczmarek.
Ryczałaś, żegnając się z Tok FM?
Pewnie. Ja ryczałam,
zespół ryczał. Potem jeszcze wieczorem, jak
przyszli do studia z szampanem, z tortem, na którym było napisane „Kurwa
mać!"…
Wtedy
pożałowałaś swojej decyzji?
Nie. Ja się nawet zdziwiłam.
Powinni cię nie lubić?
Właściwie to powinni mnie nie lubić. Jakaś część przynajmniej. Bardzo
to
było miłe i strasznie dla mnie wzruszające. I trochę obciążające, bo mam
takie poczucie, że ponoszę jakąś odpowiedzialność za nich. Większość
tych, którzy pracują w tej chwili w radiu, to byli nasi stażyści.
Urodzili się w tym radiu i w nim żyją.
Tak, w większości to jest ich pierwsza praca. Wszystkiego
się tam
uczyli. Dla nich to jest straszna tragedia, bo oni to przeżywają po raz
pierwszy. I ten pierwszy raz jest oczywiście zawsze najgorszy. Ale ja to
już przeżywałam parę razy i wiem, jak to wygląda. Znam wszystkie fazy.
Byłam i po tamtej stronie, tam, gdzie oni dzisiaj są. Przyzwyczają się
po prostu. A dziewięć lat, jak się ma dwadzieścia parę lat, to jest
strasznie długo. Wielu z nich pracuje tam dziewięć lat, niektórzy po
pięć, sześć. Może to jest dobry moment, żeby oni zaczęli też się trochę
rozglądać po świecie. Życie się nie kończy na Radiu Tok FM.
A z ciebie życie uciekało, kiedy słuchałaś w swoim
radiu rozmowy z
Danutą Wałęsową w dniu, w którym odbierała nagrodę Tok FM? Mówiła o
swoim sprzeciwie wobec aborcji, wobec różnych obyczajowych problemów,
czyli w zupełnej kontrze do linii Tok FM. Myślałaś wtedy: co ja
zrobiłam?!
Nie, po pierwsze, nie ja zrobiłam, tylko
kapituła i tajne, demokratyczne
głosowanie. Trzydzieści parę osób. A ta nagroda jest dokładnie taka, jak
to radio. Ono czasami próbuje łączyć ogień z wodą. Myśmy dali swoją
nagrodę Danucie Wałęsowej nie za jej poglądy na temat aborcji, gejów.
Ona ma święte prawo mieć takie poglądy. Tylko za to, że miała odwagę
opowiedzieć o życiu ze swoim mężem. Nikt czegoś takiego przed nią nie
zrobił! Żadna kobieta z takiego świata jak ona nie miała odwagi
opowiedzieć o swoim życiu z wielką legendą i żywym pomnikiem.
O leżeniu w łóżku z pomnikiem.
Tak! I powiedzieć: hola, cholera jasna, to nie jest tak, że
jest
wszystko super, a ja tutaj gdzieś stoję z tyłu i jestem szczęśliwa i
zadowolona! Z tego, co słyszałam o jej wyprawach w Polskę, to na
spotkania z nią przychodzą jakieś dzikie tłumy kobiet, które normalnie z
domu by nie wyszły. Płaczą, mówią, że dziękują, bo opisała ich życie. To
rewolucyjna książka. Dla jej pokolenia. Bo młodych dziewczyn już nie
dotyczy, ale te starsze kobiety ciągle jeszcze mogą coś zrobić ze swoim
życiem. Albo przynajmniej poczuć, że ktoś je rozumie, że one też są
ważne. Nie chcę oczywiście deprecjonować pani Danuty, ona jest świetna
baba, ale myślę, że z nią jest troszkę tak, jak z tym facetem, który nie
wiedział, że mówi prozą. Ona jest absolutnie feministką, i to taką z
krwi i kości. A to, że jej się te słowa nie podobają, to trudno.
Oczywiście, jak słuchałam tej porannej rozmowy, to rwałam sobie włosy z
głowy i mówiłam: o matko, o Boże! Ale potem sobie pomyślałam, cóż, ma
takie poglądy, tak myśli, szkoda, mam nadzieję, że kiedyś je zmieni, że
będzie przynajmniej dopuszczała możliwość, że można myśleć inaczej.
Tok FM próbowało spotykać przed
mikrofonem różne światy. Teraz mamy
świat dziennikarski podzielony na tych, którzy wierzą w zamach lub jego
prawdopodobieństwo, ogólnie rzecz biorąc, i tych, którzy komentują
katastrofę lotniczą. Te światy da się kiedyś skleić czy musimy umrzeć ze
swoimi poglądami?
Musimy umrzeć, inaczej się nie da.
A jak zrobić, żeby młodzi dziennikarze się tym nie zarażali od nas?
Myślę, że moi dziennikarze, ci młodzi, w Toku, nie są tym
zarażeni.
Jak to nie, może ty już
ich zaraziłaś sobą?
Nie są zarażeni dlatego, że w równym
stopniu chcą słuchać i rozmawiać z
tymi dwoma światami. A ten podział jest fatalny. I myślę, że po części
on się bierze też z wyrachowania. Pewne rzeczy się dobrze sprzedają, np.
postawienie sprawy na ostrzu noża. Najlepszym przykładem jest sukces
„Gazety Polskiej". Ale myślę, że to z drugiej strony
też trochę tak wygląda, że się pewne przekazy przegina, przerysowuje, bo
takie przerysowanie dobrze się sprzedaje. Ale to w jakiś naturalny
sposób wymrze. Młodzi ludzie są trochę mniej zacietrzewieni. Te spory są
przecież sporami o przeszłość. A ich coraz mniej ta przeszłość obchodzi,
dotyczy.
Główny spór to Kaczyński – Michnik.
Tak, to jest emanacja tego sporu. A ich to nie obchodzi.
Mają teraz
swoje problemy. Za chwilę będą tu robić rewolucję, bo nie będą mieli
pracy. Zaraz tu będziemy mieć, za rok, za dwa, za trzy, nasz ruch
oburzonych. Przede wszystkim będą się zastanawiać, co zrobić, żeby można
było mieć pracę, normalnie żyć i nie wyjeżdżać stąd, bo niby dlaczego
mają wyjeżdżać? Zresztą te nasze spory są tylko w Warszawie. Jak się
wyjedzie z Warszawy chociażby do takiego Poznania, to tam one w ogóle
nie istnieją. A nam się wydaje, bo siedzimy w samym środku tego tajfunu,
że zaraz się Polska od tego rozpadnie.
A może nietrafnie przewidujesz wybuchy oburzenia? Bo ja mam takie
wrażenie, że raczej dochowaliśmy się pokoleń pasywnych.
Dzisiaj to może tak wyglądać, ale nie wierzę w to, żeby to pokolenie
miało jakieś specyficzne cechy, które każą mu potulnie podwinąć ogon,
położyć uszy po sobie i tak trwać w
trzydziestoprocentowym bezrobociu, wśród ludzi dwudziestoparoletnich.
Kiedy są zagrożone takie podstawowe rzeczy, jak egzystencja, to oni będą
musieli coś z tym zrobić. Przecież wszyscy nie wyjadą.
I ty w takich czasach tak łatwo porzuciłaś fotel
dyrektorski… Może
pochopnie? Do emerytury jeszcze masz daleko. Ale co byś poradziła młodym
ludziom, którzy też stają przed takimi życiowymi wyborami. Czy gdzieś
trwać? Skąd znaleźć w sobie determinację i odwagę, żeby zamknąć za sobą
jakieś drzwi, nawet nie wiedząc, czy inne się otworzą?
Ja
nie mam rodziny na utrzymaniu.
Z
wyrachowania nie masz tej rodziny, żebyś mogła podejmować ryzyko?
Z wyrachowania. Żeby nie musieć być odpowiedzialna za nikogo poza sobą
samą. Ciśnie mi się na usta, że naprawdę warto być przyzwoitym. Może na
krótką metę to się wydaje nieopłacalne, ale na dłuższą się zawsze opłaca.
Jak pokonać w sobie kult sukcesu, który jest
wszechobecny? Każdy ma
mieć sukces i sukces jest mierzony karierą.
Nie ma nic
złego w sukcesie i karierze. Są ludzie, którzy się do tego
świetnie nadają. Można mieć sukces, robić karierę, a jednocześnie
wiedzieć, że są takie momenty, kiedy trzeba poszukać czegoś innego.
Czasamibywa tak, że się znajdziesz w takim miejscu i takim czasie, jak
ja się znalazłam dziewięć lat temu, że jest po prostu idealnie. Po
jakimś czasie już przestaje być tak idealnie. I wtedy zaczynasz się
zastanawiać, co ma większy sens: czy tkwić w czymś dalej, brnąć w to za
wszelką cenę, czy też może już należy odpuścić? Ja się nad tym
zastanawiałam od ponad roku, rozważając różne za i przeciw.
Opowiedziałam ci historię mojej cioci…
Czyli właściwie nic dramatycznego w tej historii
opuszczenia
instytucji przez kobietę instytucję nie ma? Dojrzałość.
Zawsze najciekawsze są dramaty ukryte.
Czyli chlipiesz w nocy?
Nie. Nie
chlipię. Zawsze jest jakiś dramat, kiedy matka porzuca dziecko
albo oddaje je w inne ręce. Ale ja, od kiedy się rozstałam z radiem i
zespołem, to zaczęłam normalnie sypiać, co mi się już dawno nie zdarzało.
Bo co? Myślałaś ciągle o radiu? Czy
ogólnie poziom stresu był za
wysoki?
Ogólny poziom stresu był duży.
Dlatego nie zaszłaś w ciążę, bo kobiety w stresie nie zachodzą w
ciążę. Przeczytałem dzisiaj.
Nie zaszłam w ciążę, bo jestem
żywą, chodzącą reklamą antykoncepcji
hormonalnej. Największego wynalazku XX w. To jest moja świadoma decyzja,
podjęłam ją dawno temu i się jej trzymam.