Newsletter | Prenumerata | E-wydania | Mobile | RSS
Dołącz do nas:
    
Tutaj jesteś: Strona główna | Tygodnik  Archiwum  Tajemnice Asasynów
AWR Wprost
AWR Wprost

Tajemnice Asasynów

O Asasynach przypomniała światu Al-Kaida. Czy Bin Laden był dzieckiem legendarnych wojowników?
W megahicie ze świata gier komputerowych „Assassin’s Creed” główny bohater – średniowieczny zabójca Altaïr ibn La-Ahad – dokonuje cudów zręczności. Doskonale strzela z łuku i kuszy, walczy mieczem, zabija przy użyciu wysuwanych z rękawa sztyletów, ale wszystko to fraszka przy jego umiejętnościach akrobatycznych, sprawności fizycznej i odwadze. Na jego drodze nie ma przeszkód. Wspina się po pionowych murach i jednym skokiem pokonuje przepaści. Bliższy jest w tym współczesnym amerykańskim superbohaterom niż postaciom ze średniowiecznych legend. Altaïr jest zabójcą doskonałym. Wzorcem przerażającego, groźnego asasyna. Członkiem sekty, która przeszła do legendy.

Czy miał realnych poprzedników? Vladimir Bartol, słoweński pisarz, autor pisanej jeszcze w latach 30. powieści „Alamut”, szczegółowo opisuje trening asasynów. Oto żyją w pełnej ascezie, ofiarnie ćwiczą od rana sztuki walki. Odwagi uczą się, pełzając po pionowej, zawieszonej nad przepaścią ścianie zamku. Wstrzymując oddech do utraty przytomności, trenują siłę woli. Jeszcze ważniejszy jest trening intelektualny, nauka sztuki fortelu, kamuflażu i skrytobójstwa. To wszystko ważne, ale ponad wszystkimi tymi umiejętnościami jest najważniejsze: fanatyczna wiara w sens celu, który określa mistrz, i przekonanie, że tylko dzięki ofierze z własnego życia można dokonać politycznego cudu.

Skocz do tekstu
REKLAMA

Bartol nie był oczywiście ani świadkiem treningu, ani nawet nie widział Alamutu. Urodził się sześć i pół wieku po rzekomym upadku sekty. Budując powieściowy świat asasynów, opierał się na rzadkich źródłach i bogactwie wyobraźni, która jednak gonie zawiodła. Fedaini z jego powieści, by wykonać zadania, które postawiła im nie tyle wyobraźnia Bartola, ile historia, rzeczywiście musieli być prawie nadludźmi. W jednej chwili roku 1192, dokonując kilku indywidualnych mordów, oddalili od sekty widmo zagłady. Śmierć wielkiego wezyra Seldżuków Nizama al-Mulka i samego sułtana Malika-Szacha powstrzymała idące na zamki asasynów groźne armie. Ofiara kilku ludzi ocaliła religię, jej wyznawców i tajemniczego mistrza.

Kim byli asasyni? Niewątpliwie sekciarzami. Odszczepieńcami od rządzących w XI w. w Egipcie szyickich ismaelitów. Nazwa „asasyn” to dostosowane do języków europejskich pogardliwe arabskie „haszaszijun”, czyli „palący haszysz”. To właśnie on – haszysz – zdaniem przeciwników sekty służył do otumaniania wysyłanych na mordercze akcje fedainów. Sami nazywali się batynitami lub nizarytami, zwolennikami zamordowanego w nieznanych okolicznościach syna i prawowitego następcy jednego z fatymidzkich kalifów – Nizara. Ów Nizar, zanim zginął, podjął polityczny plan szyickiej dywersji w Iraku i Iranie, gdzie panowali sunnici. Plan miał zrealizować pewien Pers, niewątpliwy geniusz, Hasan as-Sabbah, założyciel sekty. Po ucieczce z Kairu Hasan wylądował w górach Elburs w Iranie. Stworzył całą formację misjonarzy szerzących batynickie idee i przejął niedostępne górskie zamki, z których pierwszym i najważniejszym było słynne „orle gniazdo”, czyli Alamut. Był rok 1090. Europa szykowała się do krucjat.
Podziel się













z dnia: 2014-04-24

Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Dodatek
Petelicki. Ostatni strzał
Polecamy
Prenumerata już od 59 zł !
Polecamy

Dodatkowe opcje wyszukiwania:
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. zamknij
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności