W mroźną grudniową noc 1939 r. po pustych ulicach Lwowa
krążyły ciężarówki pełne enkawudzistów. Co jakiś czas zatrzymywały
się przed różnymi budynkami. Żołnierze w kożuchach zeskakiwali na bruk i
z karabinami przewieszonymi przez ramię wbiegali do bram. Nad ranem samochody
zaczęły zajeżdżać pod lwowskie więzienie na Zamarstynowie. Wyprowadzano z nich
mężczyzn w koszulach nocnych, przestraszonych, zaszokowanych, nie rozumiejących,
o co chodzi. Enkawudziści popychali ich kolbami karabinów i obrzucali
wyzwiskami.
Aresztowanymi byli polscy oficerowie, którym kilka dni
wcześniej nakazano się zarejestrować u nowych władz. Żaden z nich nie
wrócił do domu. Wszystkich zamordowano strzałem w tył głowy i pogrzebano
w masowych grobach w Katyniu, Miednoje i pod Charkowem.
Być może nocną
łapankę widział Aleksander Wat, przed wojną znany poeta futurysta. W tym czasie
pisał artykuł na zamówienie moskiewskiej "Litieraturnoj
Gaziety". "We Lwowie zaczęło się nowe życie - dowodził w swoim
tekście. - Ruszają fabryki, dekoruje się miasto, oświetla budynki, organizuje
związki i szkoły, uczy się, brata z żołnierzami armii wyzwolicielki, cieszy się
wolnym życiem, ujawnia twórczy zapał i rozmach (...). Ile doświadczeń w
tak krótkim czasie w mieście, które wśród najciemniejszej
groźnej nocy nagle oświeciła Rewolucja". Wat, kreśląc sielankowy obraz
okupacji sowieckiej, łgał jak z nut. Był kolaborantem jak wielu polskich
intelektualistów, którzy znaleźli się we Lwowie, uciekając przed
Niemcami.
Oprócz Wata we Lwowie przebywali wówczas m.in.
Adam Ważyk, Julian Przyboś, Jerzy Putrament, Tadeusz Boy-Żeleński i Stanisław
Jerzy Lec. Większość z nich wywodziła się z kręgów przedwojennej
lewicowej inteligencji. Wszyscy
- choć z różnych powodów i
w różnym stopniu - zdecydowali się na współpracę z okupantem.
Sowieci postawili przed nimi jeden cel: złamać ducha oporu w podbitym
społeczeństwie.
Ciesz się z upodlenia! Po
wybuchu wojny polskie oddziały spychane przez Niemców na wschód
przebijały się - zgodnie z rozkazami naczelnego wodza - do południowo-wschodniej
Polski, gdzie miał powstać ostatni punkt oporu. Za żołnierzami podążało wielu
uciekinierów ze środkowej części kraju. 17 września marzenia o stworzeniu
bastionu nie do zdobycia legły w gruzach. Rosjanie przekroczyli granicę i
uderzyli na wycofujące się wojska polskie. 21 września byli już pod Lwowem.
Następnego dnia generał Władysław Langner poddał miasto Sowietom. Polscy obrońcy
liczyli, że sowiecka okupacja będzie bardziej znośna od niemieckiej. Złudzenia
prysły już następnego dnia, gdy pierwsze oddziały Armii Czerwonej zaczęły
zajmować miasto. Sowieci rozbroili miejscowych policjantów, a tych,
którzy usiłowali się bronić, zabili. Ten sam los spotkał grupkę polskich
żołnierzy próbujących się przebić przez sowiecki kordon do granicy
rumuńskiej.
Mimo wielu podobieństw okupacja sowiecka różniła się od
niemieckiej. Dla Niemców Polacy byli siłą roboczą, niewolnikami.
Traktowano ich brutalnie, jak bydło. Naziści wymordowali większość polskich
elit, zniszczyli i zrabowali dzieła sztuki, uznając, że podludziom kultura nie
jest potrzebna. Sowieci postąpili inaczej. Ich poddany nie tylko miał być
niewolnikiem, ale jeszcze musiał się z tego głośno cieszyć. Dlatego potrzebne
były elity, to one miały w tym pomóc.
Wyzwoleni 17
września Sowieccy propagandyści błyskawicznie przystąpili do
działania. Do Lwowa zawitał Aleksander Kornijczuk ze Związku Pisarzy Ukrainy
Sowieckiej. Zapowiedział utworzenie nowego związku literatów. W jego
władzach znaleźli się przedwojenny komunista i agent sowiecki Jerzy Borejsza,
pisarz Tadeusz Boy-Żeleński, poeta Władysław Broniewski, komunistyczna
publicystka Wanda Wasilewska oraz m.in. Lec, Putrament i Ważyk. Przewodniczącym
związku został przybyły z Kijowa Piotr Panczenko.
Kornijczuk wyłuszczył,
czego oczekuje od literatów: "Musimy przede wszystkim wiedzieć, czy
ktoś jest za władzą radziecką, czy przeciw. I to jest jeszcze mało, że jest za
władzą radziecką - musi o tym głośno powiedzieć masom". Wat wspominał po
latach, że Kornijczuk wezwał go do swego gabinetu w hotelu George i pokazał mu
spis nazwisk przebywających we Lwowie polskich intelektualistów. Wat
musiał się wypowiedzieć na temat "postawy politycznej" każdego z nich.
Na donosach się nie skończyło. "Naszym zadaniem jest przyspieszenie
polaryzacji - ostre oddzielenie sprzymierzeńców od wrogów. To jest
pierwszy etap - miał perorować Watowi Kornijczuk. - Następny etap to zniszczenie
wrogów i umocnienie sojuszników w wierności proletariatowi.
Wstępnym krokiem będzie akcja podpisowa wśród pisarzy i plastyków
pod rezolucją określającą ich stosunek do władzy radzieckiej".
Oprócz podpisów pod wiernopoddańczymi rezolucjami polscy
literaci zaczęli się licytować w rymowanych hołdach składanych nowym władcom.
Początkowo do głównych wątków należało opluwanie polskiej
przeszłości i wychwalanie sowieckiej okupacji. Ważyk pisał o polskich
żołnierzach września, że to "włóczęgi, widma nocą ciągnące, by skryć
się, gdy zadnieje". Leon Pasternak zachwycał się "wyzwoleniem",
pisząc: "podejmij kalendarz zdeptany, część jego kart będziesz sławił w
pieśniach, gdy padła granica, pękły więzień bramy, w ten dzień wyzwolenia,
siedemnasty września". Jerzy Putrament napisał wiersz, umieszczony w
podręcznikach szkolnych, zaczynający się od słów: "I wie każdy - od
starca do dziecka - że najbardziej potężną na świecie jest ojczyzna nasza
radziecka". Tego rodzaju dzieła publikowano we lwowskiej gadzinówce
"Czerwony Sztandar". Był to organ okupacyjnej armii sowieckiej. Nie
zrażało to jednak pracujących tam Ważyka, Pasternaka, Stryjkowskiego, Leca i
Wata.
Zorganizowano także polską radiostację, w której propagandowe
felietony wygłaszali Ważyk i Stryjkowski. Istniał polskojęzyczny teatr, w
którym wystawiono antypolską sztukę Kornijczuka "Bohdan
Chmielnicki". Tytułowy ataman odgrażał się ze sceny, że "wyrżnie
wszystkich Polaków". Inteligencja uczestniczyła w masówkach i
wiecach, przekonując mieszkańców podbitej Galicji do popierania
sowieckiej władzy i uczestnictwa w "wyborach". Jednym z
najaktywniejszych agitatorów był późniejszy teoretyk marksizmu
Adam Schaff.
Broniewski się nie dał Były
jednak wyjątki od reguły. Najciekawsza jest historia Władysława Broniewskiego,
który przed wojną uchodził za poetę otwarcie deklarującego komunistyczne
sympatie. Broniewski, dawny legionista, trafił do Lwowa wraz z 28. Dywizją
Piechoty, do której zaciągnął się na ochotnika. Już to wyróżniało
go spośród lewicowych literatów, którzy znaleźli się we
Lwowie, uciekając przed Niemcami, albo
- tak jak Putrament - przyjechali
do miasta wraz z wojskami sowieckimi. Broniewski uchylał się od składania
hołdów okupantowi, złorzeczył bolszewikom, a na dodatek nie chciał pisać
wiernopoddańczych wierszy.
Aresztowano go w styczniu 1940 r. po donosie
Jerzego Borejszy. Nim enkawudziści zdołali go zakuć, obił im gęby. W więzieniu
spotkał Wata. Chciał nawiązać z nim kontakt, ale Wat doniósł o tym
strażnikom. Autor "Mojego wieku" wspominał, że Broniewski śpiewał w
swojej celi na cały głos piosenki legionowe, za co był regularnie bity i
wtrącany do karceru, gdzie stał po kostki w ekskrementach. Ostatecznie
Broniewski wyszedł na wolność na mocy układu Sikorski-Majski i dołączył do armii
Andersa.
Wyzwolenie z jarzma polskich
rzĄdów Scenariusz znany ze Lwowa Sowieci zrealizowali
ponownie w 1940 r. w Wilnie, gdy miasto wraz z całą Litwą zostało przyłączone do
ZSRR. Z Rosjanami współpracowali m.in. Stefan Jędrychowski, Henryk
Dembiński, Teodor Bujnicki i Leopold Tyrmand. Trzej pierwsi należeli przed wojną
do lewicującej grupy literackiej Żagary, w której działał także Czesław
Miłosz. Jędrychowski pisywał wtedy artykuły gloryfikujące sowieckich
dywersantów działających na Wileńszczyźnie. Nic zatem dziwnego, że w 1940
r. Sowieci mianowali go deputowanym do Sejmu Ludowego Litwy (to zgromadzenie
uchwaliło przyłączenie kraju do ZSRR). W PRL Jędrychowski został ministrem i
wicepremierem.
Dembiński przed wojną ukrywał poglądy, kokietując
arystokrację i kler. Po wejściu Sowietów oddał się do ich dyspozycji. Po
ataku Niemców na Rosję w 1941 r. nie udało mu się uciec na wschód.
Wydali go Niemcom białoruscy chłopi - został rozstrzelany. W czasie wojny zginął
także Teodor Bujnicki, który publikował w gadzinowej "Prawdzie
Wileńskiej" wiersze o radości z "wyzwolenia z jarzma" polskich
rządów. W 1944 r. władze podziemne wykonały na nim wyrok śmierci.
Wreszcie Leopold Tyrmand, znany po wojnie autor "Złego", zaczynał
karierę w litewskim Komsomole. Był też naczelnym redaktorem "Prawdy
Pionierskiej", odpowiedzialnym za indoktrynację dzieci. W 1941 r. wyjechał
na roboty do Rzeszy. Dzięki temu przetrwał.
Wielki
strach Większość bohaterów tych wydarzeń tłumaczyła
nadgorliwość strachem. Według Juliana Stryjkowskiego, który swoją powieść
o tym okresie zatytułował "Wielki strach", Aleksander Wat budził się w
nocy i krzyczał przerażony. Wat pracował jako korektor w "Czerwonym
Sztandarze" i miał obsesję, że pewnego razu nie zauważy literówki w
nazwisku Stalina i zostanie ono wydrukowane z błędem: "Sralin". Nie
uniknął jednak aresztowania, podobnie jak dziesiątki tysięcy mieszkańców
Lwowa, których na wiosnę 1940 r. zaczęto masowo wywozić na wschód.
Po 1940 r. aktywność kolaborantów stopniowo malała. Stalin
zdecydował, że dawne ziemie polskie wcielone do ZSRR zostaną zrusyfikowane.
Literaci propagandyści nie byli mu już potrzebni. Po wybuchu wojny z Niemcami
uciekli w popłochu do Moskwy, gdzie w 1943 r. znów zaczęli opiewać
"sowiecki raj". Stalin dał im kolejne zadanie - mieli przygotować
grunt pod budowę Polski Ludowej.
Rozmowa z
Historią Władysław Broniewski,
aresztowany przez NKWD (poniżej zdjęcie, które zrobiono mu w areszcie),
napisał we lwowskim więzieniu na Zamarstynowie wiersz, który skrzętnie
pomijano w powojennych zbiorach jego poezji. Mistrzyni
życia, Historio, zachciewa ci się psich figlów: zza kraty
podgląda Orion, jak siedzimy razem na kiblu. Opowiadasz mi stare
kawały i uśmiechasz się, na wpół drwiąca, i tak kiblujemy
pomału - ty od wieków, ja od miesiąca. O nieśmiertelna,
skądże ta skłonność do paradoksów i powiedz mi - czy to
mądrze całemu światu krew popsuć? Bo skoro na całym świecie, jak nie wojna, to stan wojenny - Historio, powiedz mi przecie: po
diabła tu kiblujemy? Rewolucyjny poeta ma zgnić w tym mamrze
sowieckim?! Historio, przecież to nietakt, ktoś z nas po prostu jest
dzieckiem! Więc wstydź się, sędziwa damo, i wypuść z Zamarstynowa...
(Na kryminał zaraz za bramą zasłużymy sobie od nowa).
|