Trzy lata dla Sawickiej. Była posłanka PO skazana

Trzy lata dla Sawickiej. Była posłanka PO skazana

Dodano:   /  Zmieniono: 
Beata Sawicka trafi do więzienia (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski) 
Ówczesna posłanka PO Beata Sawicka została skazana na trzy lata więzienia, pozbawienie praw publicznych na 4 lata i 40 tys. zł grzywny. Sąd uznał Sawicką za winną płatnej protekcji oraz żądania i przyjęcia łapówki. Byłego burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego za przyjęcie łapówki sąd skazał na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Wyrok nie jest prawomocny. Strony mają prawo odwołać się od niego do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Orzeczenie wydane przez trzech sędziów zawodowych zapadło po dwuipółletnim procesie przeciwko oskarżonym o korupcję i płatną protekcję Sawickiej i Wądołowskiemu. - Wymierzając kary, sąd wziął pod uwagę stopień winy oskarżonych i stopień szkodliwości ich czynów - mówił w dwuipółgodzinnym uzasadnieniu wyroku sędzia Hubert Gąsior. Jak podkreślił, oskarżeni działali z chęci zysku, a korupcja to zjawisko niebezpieczne, bo podważa zaufanie do państwa i prawa.

Beata Sawicka skazana - szczegóły na Wprost.pl

"Agenta Tomka też powinni skazać", "Tusk jak don Corleone" – politycy o skazaniu Sawickiej

Sawicka skazana. "Teraz Komorowski i Tusk powinni przeprosić CBA"

Ziobro: Sawicka jest winna, ja i Kamiński służyliśmy Polsce

PO: nasza posłanka złamała prawo? To wina obecnych posłów PiS

Wyrok jest nieprawomocny; wiadomo, że odwołają się od niego adwokaci Sawickiej i Wądołowskiego, którzy wyrażali obawy, że taki wyrok "da zielone światło służbom do prowokacji takich jak w tej sprawie". Niewykluczone, że apelować będzie także prokuratura. Oskarżyciel Rafał Maćkowiak mówił dziennikarzom, że najważniejsze, iż sąd uznał winę oskarżonych. Prokurator zażądał dla Sawickiej - oskarżonej o powoływanie się na wpływy w instytucjach, przyjęcie łapówki i podżeganie do skorumpowania burmistrza Helu - kary 5 lat więzienia i 54 tys. zł grzywny. Dla burmistrza oskarżonego o przyjęcie łapówki oskarżyciel chciał kary 3,5 roku więzienia i 36 tys. zł grzywny.

Obrona: to prowokacja, luksusowy zegarek to prezent

Obrona wniosła o uniewinnienie obojga podsądnych. Zdaniem adwokatów, operacja CBA była nielegalna i sąd powinien to stwierdzić w wyroku. Jak mówili, CBA nie miało przesłanek - wiarygodnej informacji o przestępstwie Sawickiej - nie powinno było więc wszczynać operacji przeciw niej. A inwigilację - przekonywali - wszczęto, rozbudzono uczucia kobiety i wykorzystano do postawienia przed sądem. Obrońcy byłej posłanki podtrzymują, że udający biznesmena agent Tomek CBA (znany pod operacyjnymi danymi Tomasz Piotrowski nazywa się Tomasz Kaczmarek i jest dziś posłem PiS) uwodził Sawicką. Również burmistrz twierdzi, że jest niewinny i nie wiedział nawet, że we wręczonej mu przez agentów teczce są pieniądze, zaś otrzymany od nich wcześniej luksusowy zegarek uważał za reklamowy gadżet.

Sąd: działania CBA nie były polityczne

Działania CBA wobec późniejszych oskarżonych nie miały podtekstu politycznego - ocenił sąd. Niestety - mówił sędzia Gąsior - sprawa uzyskała taki podtekst już po ich zatrzymaniu, co "utrudniło jej wyjaśnienie". Według sądu należy wykluczyć, że Sawicka była wytypowana przez służby i od początku planowano przeciw niej działania. Sąd nie potwierdził też jej zarzutu o przekroczeniu "bariery cielesności" przez agenta CBA wobec niej, gdy wspólnie bawili się na dyskotece. Oskarżona twierdziła, że agent Tomek obsypywał ją pocałunkami w tańcu. Jak podkreślił sędzia, nie potwierdza tego przesłuchana jako świadek osoba, która była z nimi tego dnia na zabawie.

Jarosław Wałęsa odmówił, Marek Biernacki dał numer telefonu

Na temat początku operacji sąd powiedział niewiele. Ujawniono, że Sawicka zapisała się na organizowany przez prywatną firmę kurs poprzedzający egzamin na członków rad nadzorczych spółek skarbu państwa, na który uczęszczał też Tomasz Piotrowski oraz że relacje między nimi - jak zeznawali inni uczestnicy tego kursu, były zwyczajne, towarzyskie - połączone też z wyjściami w "kursowym" gronie do restauracji czy klubów. To podczas jednego z pobytów w restauracji miała paść propozycja, by poszukać atrakcyjnej działki na Helu, gdzie Tomek - jako biznesmen z branży budowlanej - miałby postawić ośrodek wypoczynkowy.

Sawicka - jak wynika z akt sprawy - najpierw prosiła Jarosława Wałęsę o jakiś kontakt do miejscowych władz, ale Wałęsa odmówił pomocy. Potem posłanka zwróciła się o to samo do Marka Biernackiego, który dał jej telefon do Wądołowskiego, ale nie chciał za to nic w zamian - odmówił przyjęcia drogiej whisky, którą w tym celu Sawickiej przekazał agent Tomek.

Sawicka chciała 100-150 tys. zł

Sąd nie dał też wiary wersji Sawickiej, że pieniądze, jakie otrzymała od agentów, były pożyczką. - Obaj funkcjonariusze wykluczyli możliwość zwrotu tej kwoty - podkreślił sędzia Gąsior.

Sędzia Gąsior szczegółowo relacjonował odtworzony przebieg kontaktów oskarżonych z agentami CBA. Przywoływał fragmenty zarejestrowanych przez CBA rozmów między Sawicką, Wądołowskim i agentami. Sawicka mówiła tam, że w zamian za pomoc w załatwieniu inwestycji na Helu oczekuje 100 lub 150 tys. zł na kampanię wyborczą. Wądołowski zaś - jak wynika ze stenogramów - liczył na to, że będzie zarządzał kompleksem wypoczynkowym na Helu, który będzie wybudowany po przetargu, jaki rozpisałaby gmina. Wądołowski kilka razy pytał udającego biznesmena agenta CBA, co ma wprowadzić do warunków przetargu tak, aby nikt inny nie był nim zainteresowany.

"Kobiety kochają brylanty"

Sąd przypomniał też, że wcześniej Sawicka przyjęła od agenta Tomka drogie pióro z brylantem, ale prezentem była zaskoczona. "Zgłupiałeś?" – pytała agenta Tomka, nie wiedząc jeszcze, co jest prezentem. "Chcę ci podziękować i spełnić się jako szarmancki mężczyzna" – odpowiedział agent. Sawicka mówiła mu, że czuje się skrępowana tym prezentem. Agent - podkreślił sąd - przełamywał jej opory mówiąc, że sprawiło mu satysfakcję obdarowanie jej i chce jej pomóc za to, co zrobiła dla ich biznesu. "Kobiety kochają brylanty, brylanty kochają kobiety" – dodał, uzasadniając podarunek.

Prawidłowość wręczenia przez agenta pióra sąd zakwestionował i w tej części uwolnił Sawicką od winy. Jak mówił sędzia Gąsior, nie można stwierdzić, w zamian za co otrzymała ona to pióro. Agent Tomek, wręczając je, mówił do Sawickiej "jesteś moją przyjaciółką" i odwoływał się do sfery emocji. Sąd nie miał natomiast zastrzeżeń do kwestii sposobu i prawidłowości wręczenia Wądołowskiemu drogiego zegarka.

Posłanka PO wzięła 100 tys. zł

Wątpliwości prawnych nie wzbudziły też u sądu korupcyjne propozycje, jakie "biznesmeni" składali Sawickiej i Wądołowskiemu. Sąd przypomniał, że Sawicka przyjęła 100 tys. zł w dwóch ratach (we wrześniu i październiku 2007 r.) i w obu przypadkach nie wręczał ich agent Tomek, lecz jego "wspólnik" znany pod operacyjnymi danymi Marek Przesławski. Sędzia Gąsior mówił, że funkcjonariusz nie wpływał na Sawicką, aby przyjęła pieniądze, bo to ona sama wskazała sposób i kwotę, a agent "jedynie reagował na wypowiedzi oskarżonej".

Sąd przypomniał też, że Sawicka przez cały czas upewniała "biznesmenów", iż ma wpływy u posła PO Marka Biernackiego, co było nieprawdą. Ponadto - wskazał sąd - Sawicka od początku dążyła do uzyskania pieniędzy za pośrednictwo w załatwianej sprawie i przekonywała ich, że ma realny wpływ na burmistrza Wądołowskiego.

Burmistrz kusił "biznesmenów" z CBA

Co do winy burmistrza, sąd wskazał, że Wądołowski jeszcze w sierpniu 2007 r. zapewniał "biznesmenów", iż może on - za pośrednictwem swoich ludzi w samorządzie - dokonać takich zmian w planie zagospodarowania przestrzennego działki na Helu, o jakie się do niego zwrócą. Miało to też spowodować, że żaden inny kontrahent nie będzie zainteresowany zakupem i założona przez CBA firma "Avantis" wygra przetarg. - Już samo to wystarczy, by oskarżonemu przypisać popełnienie przestępstwa - mówił sędzia.

Zauważył on zarazem, że Wądołowski nie żądał od agentów pieniędzy i był zaskoczony tym, że je otrzymał. Dlatego jego kara jest łagodniejsza od sankcji wobec Sawickiej. Sędzia Gąsior powiedział, że nie ma żadnego dowodu, iż Wądołowski wiedział, jaka kwota jest we wręczonej mu 1 października 2007 r. przed restauracją teczce, choć wiedział, że to "zaliczka", bo tak mówił do niego agent wręczając teczkę.

Teczka dla burmistrza "uchybieniem"

Sąd podkreślił, że burmistrz, gdy dostał teczkę spytał agenta "Po co?"; ten zaś szybko się oddalił, a wkrótce potem burmistrz został zatrzymany. Zdaniem sądu było to uchybienie w pracy operacyjno-rozpoznawczej CBA, bo figurantowi "nie pozostawiono swobody" w decydowaniu, co zrobi z łapówką wręczaną mu w ramach prowokacji.

- Wręczenie mu pieniędzy było wyłączną inicjatywą CBA, które arbitralnie uznało, że je wręczy i określiło kwotę na poziomie 150 tys. zł - ma to wpływ na ocenę szkodliwości jego czynu. To funkcjonariusze CBA arbitralnie i w sposób dla nich samych niejasny zdecydowali o stopniu winy i społecznej szkodliwości czynu oskarżonego - to w oczywisty sposób jest sprzeczne z zasadą sprawiedliwości społecznej - podkreślił sąd.

Przyłapana Sawicka płakała

CBA zatrzymało Sawicką, ówczesną posłankę PO, w październiku 2007 r., gdy przyjmowała od udającego biznesmena agenta CBA 50 tys. zł - była to druga rata wręczanej jej łapówki. Zatrzymany został też burmistrz Wądołowski, któremu zarzucono, że za łapówkę obiecał dokonać zmian w planie zagospodarowania przestrzennego Helu.

Szczegóły nagłośnił ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński tuż przed wyborami. Wywołało to wątpliwości PO co do domniemanego politycznego tła operacji CBA wobec Sawickiej (usuniętej wtedy z PO). Sawicka prosiła w emocjonalnym wystąpieniu szefa CBA, by jej "nie linczował publicznie". Twierdziła, że padła ofiarą prowokacji agenta Tomka. Uznała, że oficerowie CBA przekroczyli uprawnienia, podejmując wobec niej inwigilację i że namawiali ją do przestępstwa. Kamiński temu zaprzeczał. Teraz wyraził satysfakcję z wyroku skazującego Sawicką.

zew, PAP