5 powodów, dla których warto obejrzeć „Slow West”

5 powodów, dla których warto obejrzeć „Slow West”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „Slow West”
Kadr z filmu „Slow West” / Źródło: M2 Films
Michael Fassbender wciąż gości na naszych ekranach jako Steve Jobs, lecz już 20 listopada zawalczy o widownię również dla innej produkcji ze swoim udziałem – „Slow West” Johna Macleana. Występ aktora to tylko jedna z pięciu zalet filmu, o czym piszemy poniżej.

1. Przekraczanie gatunku

West – bo akcja filmu rozgrywa się na Dzikim Zachodzie, nie brak w nim walk z Indianami, awantur i lekkomyślnie wystrzelonych kul, a jednym z bohaterów jest łowca głów balansujący na granicy prawa. Slow – bo w centrum akcji stoi postać wyjęta wprost ze stronic literatury romantycznej. Szkot Jay Cavendish, młodzian poszukujący swej ukochanej, przystaje do konwencji westernu jak kwiatek do kożucha. Swoją nieporadnością rozbija całą powagę gatunku, przez co „Slow West” przyjmuje formę tragikomedii ubranej w westernową dekorację. Nader udany to eksperyment; zderzenie brytyjskiej flegmy z amerykańską gwałtownością skutkuje wybuchem nie tylko strzelniczego prochu, ale i licznych salw śmiechu.    

2. Eros i Thanatos

„Slow West“ można czytać też przez pryzmat melodramatu. Opowieść w końcu zaczyna się od tego, że chłopak podróżuje na Dziki Zachód, aby odnaleźć miłość swojego życia. Po drodze napotyka na swoje drodze śmierć w najróżniejszej postaci. Scenarzysta i reżyser w jednej osobie, John Maclean, ukazał w filmie odwieczne impulsy pchające człowieka do działania: dążenie do Miłości i lęk przed Śmiercią. Zrobił to w klarowny, wyrazisty, acz nienachalny sposób. Właśnie dla tego niecodziennego podjęcia tematu, który podnoszony był w kulturze tysiące razy, warto jest sięgnąć po „Slow West”. (Więcej o tym wątku przeczytacie w RECENZJI).

3. Humor i trwoga

Miłość i Śmierć to nie jedyne skrajności, jakie rządzą światem „Slow West”. John Maclean opanował żonglerkę komizmem i grozą do perfekcji. Operuje nimi na tyle płynnie, że czasem trudno wychwycić moment, w którym śmiech przeradza się w gulę w gardle i gęsią skórkę. Filmowe dowcipy przywodzą na myśl absurdalno-wisielczy humor spod znaku Tarantino, który wydaje się być niejakim „patronem” tej produkcji. Rytm żart-trup-żart-trup-żart-trup układa się tu w wyjątkowo miłą dla ucha melodię.

4. Michael Fassbender

Czy ktoś spośród naszych czytelników ma jeszcze wątpliwości, że Michael Fassbender wielkim aktorem jest? Jeśli nie udało mu się zdobyć Waszej sympatii dzięki popisowym rolom u Steve’a McQueena („Głód”, „Wstyd”, „Zniewolony. 12 Years a Slave”), to może polubicie jego bardziej zawadiackie wcielenie. Choć Silas Selleck to postać dość sztampowa – bandyta, któremu w końcu kruszeje serce – to niewątpliwie zgarnia dla siebie całe show. Sztampowy czy niesztampowy, Fassbender ofiarowuje swemu bohaterowi luz i wdzięk. A to już wystarcza, żeby wywalczyć sobie pozycję lidera na stepach Ameryki i srebrnych ekranach całego świata. 

5. Antyromantyzm

Jay Cavendish, wydelikacony młody Werter, posługuje się równie wydelikaconym pojęciem miłości. Damą jego serca zostaje panna z ludu, która – o dziwo! – nie odwzajemnia uczucia paniczyka. Co gorsza, dziewczę pakuje się w tarapaty i ucieka przed wymiarem sprawiedliwości aż do Ameryki. Kierowany uczuciem chłopak udaje się za wybranką w podróż, do której nie jest w najmniejszym stopniu przygotowany. Jednak czy miłość nie przezwycięża wszelkich przeszkód? Otóż… nie, Mili Państwo, John Maclean ma na ten temat inne zdanie. Dziki Zachód potrzebuje sentymentów tak bardzo, jak porcelanowych czajników i eleganckich fraczków, od ciężaru których ugina się kucyk Jaya. Romantyczne ideały zostają wywrócone na nice, a trzeźwość ta zapisuje się wśród plusów „Slow West”. 

Czytaj także:
Slow West

Czytaj także

 0

Czytaj także