Książę Lewandowski, czyli przepis na cudowne dziecko

Książę Lewandowski, czyli przepis na cudowne dziecko

Książę Lewandowski, czyli przepis na cudowne dziecko
Książę Lewandowski, czyli przepis na cudowne dziecko / Źródło: imago
Cała Polska żyje potomkiem Anny i Roberta Lewandowskich. To pierwszy przypadek w Polsce, w którym dziecko jest sławne, zanim się jeszcze urodziło. Pytamy ekspertów, co je czeka.

Drugiej takiej celebryckiej pary w Polsce nie ma. Annie i Robertowi Lewandowskim można zazdrościć, bo są młodzi, piękni, bogaci i osiągają sukces za sukcesem. W dodatku – co jest równie wielkim fenomenem – są lubiani, by nie powiedzieć uwielbiani. A przecież zwykle szczęście pięknych, bogatych i sławnych kłuje w oczy. Tymczasem Ania i Robert to nasza narodowa duma. Zwłaszcza on, polski piłkarz, który robi karierę na wielką skalę – jest napastnikiem Bayernu Monachium i najlepiej zarabiającym polskim sportowcem. Pomaga Polakom leczyć narodowe kompleksy, strzela gole i jest za to sowicie wynagradzany. Po prostu plaster na ból po porażkach, nie tylko zresztą sportowych. I ona – która wymyka się definicji klasycznej WAG.

WAG to akronim od słów „Wives and Girlfriends”, czyli „żony i dziewczyny” – stworzony i używany przez brytyjską prasę bulwarową dla określenia partnerek piłkarzy. A teraz klan Lewandowskich się powiększa. 6 grudnia pojawiła się informacja o ciąży – w dodatku w sposób niecodzienny. „Lewy” po strzeleniu gola w barwach Bayernu Monachium, wsadził piłkę za koszulkę, a palec włożył do ust. Ania kilkanaście minut później opublikowała na Facebooku zdjęcie męża z wymownym gestem, dodatkowo podpisując je emotikonami serca i butelki z mlekiem. Na forach zawrzało: „Niech im się wiedzie! Bravo, Robert strzelił gola Ani!”. W internecie pojawiły się też prośby, kropka w kropkę takie, jak na brytyjskich forach, gdy potwierdzono, że księżna Kate jest w ciąży z księciem Williamem: „Czy ktoś może stworzyć symulację, jak będzie wyglądało ich dziecko, dziewczynka i chłopiec? Prosimy, nie możemy dłużej czekać, piękna para, pięknie!”. I jeszcze: „To będzie najszczęśliwsze dziecko na świecie”.

Przepis na geniusza

Ale tak naprawdę dziecko szczęścia niekoniecznie musi być szczęśliwe. Skoro jest sławne z racji samego urodzenia (a nawet poczęcia), to siłą rzeczy będzie poddane wielkiej presji. Zarówno mediów, jak i rodziców. Wie o tym doskonale Tomasz Budziak, doradca biznesowy, autor bestsellera „Sukcesja w rodzinie biznesowej. Spojrzenie praktyczne”, który od lat pomaga najbogatszym i najbardziej wpływowym Polakom w wychowaniu sobie idealnego dziedzica. Przygotowuje dzieci do sławy i bogactwa, czyli przyjęcia wielomilionowej schedy po rodzicach. Ciągle powtarza, że dziecka nie należy trzymać pod kloszem. Dzieci najbogatszych nie mają być księżycami, tylko słońcami. To znaczy, że mają sami świecić własnym blaskiem, a nie odbijać się od blasku fortuny rodziców. Jak to zrobić? Na początku przedszkole. Najlepiej publiczne. Tam dziecko dowie się, że ludzie są różni. – Nawet jak oberwie od kogoś łopatką w piaskownicy, to nauczy się rywalizacji.

Dowie się, komu można zaufać, a komu nie. Że są ludzie biedni i ludzie bogaci – mówi Budziak. A co z elitarnymi szkołami? – Elitarna szkoła to znaczy droga. Taka, gdzie dziecko nie zobaczy tego, co dzieje się za płotem. Będzie trzymane w zamknięciu, wśród takich samych, bogatych jak on. Nie dowie się o prawdziwych problemach. Nie będzie potrafiło spojrzeć na kogoś po ludzku w przyszłości – tłumaczy ekspert. Także wybór prywatnego nauczyciela i opiekuna dla dziecka to, paradoksalnie, dowód na słabość rodziców. Że sami sobie nie radzą z dzieckiem. Tymczasem żaden guwerner nie zastąpi domowego wychowania. – Większość najbogatszych tego świata zaczynała od zera. Pochodzili z ludu. Chodzili do szkół publicznych – mówi Budziak. Robert Lewandowski chodził do podstawówki i gimnazjum w Lesznie. – Zaszkodziło mu to w robieniu kariery? No nie – odpowiada sam sobie Budziak. Kiedy Lewandowski odwiedził rodzinne miasto w 2012 r., opowiadał, że sam musiał przejść przyspieszony kurs języka niemieckiego, po tym jak trafił do Borussi Dortmund. Że nauka języków obcych jest ważna. Sport też jest ważny. Zdaniem Budziaka, najlepsza jest siatkówka. Nieagresywny, szybki sport integruje i uczy zaufania, bo przecież w siatkówce wygrywa się wtedy, kiedy dobrze się poda.

Budziak nie poleca natomiast sportów walki ani ekstremalnych. – Nie ma co dziecka ciągle nakręcać adrenaliną ani narażać jego zdrowia i życia – tłumaczy. Zamiast tego proponuje brydża. Powinien w niego umieć grać każdy dobry menedżer. W brydża gra się w parach. Ale gra się nie po to, żeby kogoś zniszczyć, tylko zrealizować kontrakt. Uczy odpowiedzialności i negocjacji. A polo, jeździectwo, golf? Przecież to są elitarne sporty dla najbogatszych! – Są, ale niczego nie uczą – rozwiewa wątpliwości ekspert. – Lepiej niż na golfa wysłać dziecko na obóz harcerski – mówi Budziak. Dziecko dowie się, że jak jest zimno, to musi się samo ubrać. Że jak jest ulewa, to trzeba sprawdzić szczelność namiotu. Kilka wieków temu też mieliśmy szkoły kadetów dla dzieci najbogatszych szlachciców. Tam były uczone dyscypliny i spały w barakach. Ważna jest też dyscyplina finansowa. Dzieci najbogatszych powinny się jak najpóźniej dowiedzieć o tym, że mają zamożnych rodziców. Kieszonkowe jest ważne, ale z limitem. – Jeżeli dziecko wyda wszystko w miesiąc, to nie dokładać. Nauczy się zarządzać swoim budżetem i szanować pieniądze – mówi Budziak.

Savoir-vivre? Też ważny. No bo dziecko musi się umieć zachować, kiedy pójdzie z rodzicami na wykwintną kolację do obrzydliwie bogatych znajomych. – Piękna zastawa, sztućce, szkło. To wszystko jest piękne, ale żeby nie stało się dla dziecka fetyszem. Trzeba z nim też czasem wyjść na hamburgera z food trucka i pokazać, że to normalne – komentuje ekspert. Studia najlepiej mieszane – trochę w Polsce, trochę za granicą. Najlepiej jak najdalej od domu, żeby nauczyć dziecko samodzielności. Dominika Kulczyk kończyła wprawdzie sinologię i politologię na poznańskim UAM, ale skorzystała też z azjatyckiego stypendium. W chińskich uczelniach: Huadong Shifan University w Szanghaju oraz na Uniwersytecie Pekińskim doskonaliła język mandaryński. Sebastian Kulczyk jest absolwentem wydziału prawa UAM, ale studiował też w London School of Economics. – Takie oddalenie od domu, rzucenie na głęboką wodę kształtuje charakter. Daje też dziecku wyzwania. Sprawdza, czy potrafi dać sobie radę w trudnych warunkach. Trudniej przecież działać w Pekinie czy Nowym Jorku niż w Warszawie – mówi Budziak. Skuteczność takiego szorstkiego wychowania potwierdza praktyka wielu polskich biznesowych rodzin. – Jeszcze w podstawówce tata wysyłał mnie na łapanie kurczaków z kurników do klatek. Okropna harówka. Po kilku godzinach ręce chciały mi odpaść – wspomina Konrad Pazgan, syn Kazimierza Pazgana, twórcy drobiarskiego imperium Konspol. To jego mięso ląduje w menu popularnych sieciówek KFC, McDonald’s czy Sphinx. Podobne wspomnienia ma młody Piotr Voelkel, któremu ojciec podarował swój biznes z okazji Dnia Dziecka. Prezent wart ok. 300 mln zł. Ale syn musiał sobie na niego zapracować. – Jeszcze w podstawówce ojciec wysłał mnie do jednej z fabryk. Ubrałem się w robocze ciuchy, nikomu się nie przedstawiałem i wyszedłem na halę. Trafiłem na piłę. Razem ze starszym kolegą kroiliśmy dechy do produkcji mebli. Mój kamuflaż nie pomógł. W pierwszej minucie facet mnie zdemaskował. Spojrzał na mnie parę razy spode łba i nagle rzucił: „Ty to młody Voelkel jesteś!” – wspomina swoją pierwszą styczność z firmą ojca Piotr Wit Voelkel, syn właściciela producenta mebli VOX z Poznania. Przeszedł przez każde stanowisko w firmie. Frezował, piłował, pakował meble w kartonowe pudła.

Złote dzieci celebrytów

W przypadku celebrytów mechanizm działa trochę inaczej. U nich złote dziecko często jest złote także dlatego, że przynosi rodzicom pieniądze. Bo dziecko to inwestycja, czasem z bardzo wysoką stopą zwrotu. Brad Pitt i Angelina Jolie wynegocjowali w 2008 r. 11 mln dolarów za pokazanie nowo narodzonych bliźniaków Knoxa i Vivienne w magazynach „People” i „Hello”. Połowę mniej (6 mln dolarów) dostała Jennifer Lopez za zdjęcie swoich bliźniaków w magazynie „People”. Jakie są stawki polskich gwiazd, które decydują się na pokazanie swoich pociech na okładkach, jest owiane tajemnicą, ale chętnych nie brakuje. Rodzinne fotki pokazały Justyna Steczkowska (upozowana niczym Matka Boska), Natasza Urbańska, Edyta Górniak, Agnieszka Maciąg, Anna Wendzikowska. Renee Ann Kramer, autorka książki „Pregnant with the Stars”, pisze, że panuje obsesja na punkcie celebryckich brzuchów. Jej zdaniem kobiety bacznie obserwują celebrytki w ciąży i po ciąży i chcą być takie same jak gwiazdy, chcą czerpać z ich doświadczeń. A to otwiera nowe możliwości. Anna Mucha postanowiła wykorzystać swoje rodzicielskie doświadczenie na blogu, który później udało jej się z sukcesem przekształcić w portal parentingowy Mamadu.pl.

Przez pewien czas aktywnie współtworzyła kontent, potem sprzedała swoje udziały (wartość transakcji nie została ujawniona). Aktorka promowała też limitowaną serię kocyków, ubranek, przytulanek sygnowanych marką La Millou by Anna Mucha. Podobne serie sygnowane są nazwiskami Katarzyny Zielińskiej, Magdaleny Różczki czy Mai Bohosiewicz. Katarzyna Cichopek macierzyństwo przelała na papier i opublikowała dwie książki na ten temat: „Sexy mama. Bo jesteś kobietą” oraz „Sexy mama. Jedz, chudnij i ciesz się sobą”. Była także ambasadorką kocyków (polskiej marki Effii by Kasia Cichopek), często pojawia się na promocjach zabawek i akcesoriów dziecięcych, a – jak wiadomo – zdjęcie na ściance z produktem ma swoją cenę (od 1 tys. zł w górę). Lewandowscy w ten sposób na swym królewskim dziecku zarabiać nie muszą. Niewykluczone więc, że po jego urodzeniu będą je trzymali z dala od mediów. A że mały książę (lub księżniczka) będzie nieprzyzwoicie bogaty (lub bogata)? No cóż, pieniądze i sława to nie grzech. I wcale nie jest powiedziane, że demoralizują. Akurat Lewandowscy są na to żywym dowodem. Mają więc wszystkie atuty, by to właśnie im udało się wychować prawdziwe dziecko szczęścia. W końcu, jak mawiał Oscar Wilde, żeby zostać bogaczem, trzeba sobie dobrze dobrać rodziców. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 50/2016
Więcej możesz przeczytać w 50/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także