Igranie z emocjami

Igranie z emocjami

Władysław Frasyniuk i Lech Wałęsa
Władysław Frasyniuk i Lech Wałęsa / Źródło: Newspix.pl / fot. Piotr Twardysko, Michał Fludra
Władysław Frasyniuk i Lech Wałęsa wezwali Polaków, by przybyli zablokować najbliższą miesięcznicę smoleńską. Żeby stanęli naprzeciwko Jarosława Kaczyńskiego w obronie wolności obywatelskich i demokracji. Czy to początek wojny polsko-polskiej czy gesty ciągle mieszczące się w ramach demokracji?

Gdy przed miesiącem media pokazały, jak Władysław Frasyniuk jest siłą usuwany przez policję z demonstracji blokującej miesięcznicę, na wielu Polakach, szczególnie starszego pokolenia, zrobiło to spore wrażenie. Legendarny działacz Solidarności, który w czasach PRL walczył z komuną, dziś powrócił, by walczyć z rządem PiS. Frasyniuk, Wałęsa i Kaczyński to ludzie obozu Solidarności, którzy w czasach PRL wspólnie stawali przeciwko autorytarnemu państwu. Jednak zaraz po upadku poprzedniego systemu ich drogi się rozeszły. Dziś trudno się oprzeć wrażeniu, że powrót politycznych oldbojów, którzy postanowili przypomnieć o sobie opinii publicznej, oznacza powrót starego sporu o rząd dusz między Unią Demokratyczną, do której należał Frasyniuk, a Porozumieniem Centrum, które zakładał Kaczyński. Spór, w którym Lech Wałęsa niegdyś opowiedział się po stronie PC, a teraz stoi po stronie środowisk dawnej UD. W którym nad rozsądkiem górę biorą emocje i osobiste animozje.

Niewygodny frasyniuk

Apel dwóch legend Solidarności, sformułowany w konfrontacyjnym tonie, ujawnił głębię podziałów społecznych. Paweł Deresz, mąż tragicznie zmarłej Jolanty Szymanek-Deresz, zadeklarował, że będzie obecny na kontrmanifestacji, bo chce zademonstrować dążenie, „by państwo polskie z powrotem stało się państwem demokratycznym”. Z kolei dla Magdaleny Merty, wdowy po Tomaszu Adamie Mercie, kontrdemonstracja to niegodna „próba zakłócenia uroczystości, które nie mają wymiaru politycznego”. Na profilu „My, Naród” pojawił się apel o solidarność z Lechem Wałęsą i Władysławem Frasyniukiem i przybycie na manifestację 10 lipca. Z kolei gdańscy związkowcy z Solidarności zapowiedzieli, że gotowi są przybyć do Warszawy i własnoręcznie wynieść Wałęsę z kontrdemonstracji. Słowem spirala emocji w ubiegłym tygodniu pięknie się nakręcała. Dla partii rządzącej zaangażowanie Frasyniuka w kontrdemonstracje jest mocno niewygodne. Wcześniejsze demonstracje przeciwko rządowi PiS zostały szybko zaszufladkowane jako manifestacje w obronie własnych stołków, a także w obronie esbeków. Nie bez powodu w PiS mówiono o demonstrantach KOD „komuniści i złodzieje”. Frasyniuka trudno wtłoczyć w którąkolwiek z tych szufladek, a więc łatwe objaśnienie przyczyn jego protestu nie wchodzi w grę. Być może dlatego premier Beata Szydło postanowiła wypowiedzieć się na temat zbyt wysokiego poziomu emocji towarzyszącego miesięcznicom. – Te emocje są nakręcane i my, politycy, musimy być odpowiedzialni i próbować poradzić sobie z tym problemem, żeby te emocje wygaszać, żeby Polacy wzajemnie się szanowali. A myślę, że to też ogromna lekcja do odrobienia dla całej klasy politycznej. Opozycja również musi zastanowić się, czy to, co robi, zmierza w dobrym kierunku – mówiła premier w radiowych „Sygnałach Dnia”.

GRA PREZESA

Między dwoma obozami jest jednak spora grupa polityków, którzy chłodno oceniają sytuację na scenie politycznej i uważają, że do eskalacji napięcia nie dojdzie. Wojciech Arkuszewski, były poseł, działacz Solidarności, szef doradców premiera Jerzego Buzka, uważa, że ostatnio w przestrzeni publicznej padają zbyt wielkie i ciężkie słowa. Używa się bardzo ostrego języka, choć sytuacja tego nie wymaga. – Ludzie emocjonują się polityką, a naprawdę nie chodzi o politykę tylko o kulturę. Rozumiem ludzi, którzy manifestują swoje poglądy, ale demonstrowanie w tym samym miejscu, gdzie się obchodzi pamięć o katastrofie smoleńskiej, jest niesmaczne – przekonuje. – Jestem jednak spokojny, bo wiem, że wszyscy mówią więcej, niż robią. Według Barbary Nowackiej spór o miesięcznice to wojna, która ogranicza się wyłącznie do elit, co widać tym wyraźniej, gdy na przeciwko siebie stają symbole Okrągłego Stołu. – Władysław Frasyniuk jako człowiek waleczny uznał, że może się zetrzeć z PiS w sposób, jaki mu odpowiada, czyli na ulicy – mówi Nowacka. – Być może ma jakieś ambicje polityczne. Ale ludzi, którzy są poszkodowani przez transformację, nie interesują symbole Okrągłego Stołu. Żyją zupełnie innymi sprawami. Córka lewicowej polityk Izabeli Jarugi-Nowackiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, deklaruje, że chętnie weźmie udział w proteście przeciwko ograniczaniu prawa do demonstracji, ale nie w dniu miesięcznicy i nie na Krakowskim Przedmieściu. – Wiece Jarosława Kaczyńskiego przy okazji 10. każdego miesiąca są nieznośne, ale nie będę uczestniczyć w kontrdemonstracjach, bo nie zamierzam grać w grę prezesa PiS na jego zasadach. Nie interesuje mnie, kto kogo wyniesie, ani kto kogo obrazi, bo w tym wszystkim ginie pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Wielu polityków wchodzi w tę polaryzację. Ale jeżeli główną działalnością opozycji ma być blokowanie miesięcznic, to ja takiej polityki nie chcę – mówi Nowacka.

GWIZDY NA PRZECIWNIKÓW

Eskalację konfliktu politycznego obserwowaliśmy w grudniu ubiegłego roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, gdy doszło do wojny o wolne media. Podczas wizyty Donalda Trumpa w Warszawie Lech Wałęsa został wygwizdany przez wyborców PiS. Podobnie jak politycy PO. A więc niewykluczone, że podczas kolejnych miesięcznic, gdy na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim spotkają się dwa agresywne tłumy, będziemy mieli powtórkę z grudniowych wydarzeń. Tym razem pod hasłami prawa do wolności zgromadzeń. Politycy niechętni obecnemu rządowi od dawna w kasandrycznym tonie mówią o wojnie polsko-polskiej, która się może wymknąć się spod kontroli i doprowadzić do krwawych zajść. Z kolei rządzący oskarżają opozycję o chęć przejęcia władzy za pośrednictwem ulicy. Ale ewentualne rozruchy, gdyby naprawdę do nich doszło, obciążą właśnie ich. Stąd apele o wyciszanie emocji. Problem polega na tym, że za apelami nie idą żadne konkretne działania, a w razie zaostrzenia kryzysu politycznego nie ma nawet nikogo, kto mógłby podjąć się mediacji między zwaśnionymi stronami. Głowa państwa mogłaby stać się moderatorem nastrojów społecznych. Ale prezydent Andrzej Duda sam zrzekł się roli mediatora, gdy w kilku przypadkach rozpoczynał konsultacje w sprawach budzących kontrowersje, a potem zawsze brał stronę PiS. A to znaczy, że nie jest w stanie wznieść się ponad własne poglądy polityczne. O hierarchach Kościoła katolickiego nie ma co wspominać – i tak nie są autorytetem dla wszystkich, a wręcz jedna ze stron konfliktu uważa, że Kościół nadmiernie miesza się do polityki. Pozostaje mieć nadzieję, że choć w politycznym garnku wrze, to do wybuchu nie dojdzie. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 28/2017
Więcej możesz przeczytać w 28/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0