Puszcza mówi o Polsce

Puszcza mówi o Polsce

Puszcza Białowieska (fot. Adam Wajrak/KochamPuscze.pl)
Teraz naszą wspólną sprawą jest Puszcza Białowieska, potem będzie nią wspólna Polska we wspólnej Europie – uważa Adam Wajrak, działacz ekologiczny, autor książek przyrodniczych, dziennikarz.

W Puszczy Białowieskiej jest obóz młodych ludzi, którzy zorganizowali się, żeby ratować drzewa, a na ulicach miast Obóz Narodowo-Radykalny, który mobilizuje się przeciw obcym. Co czujesz? Nadzieję czy strach?

Nie boję się narodowców.

Nie są silni?

Nie są silni, a ich pozycja maleje. Rozwój ruchów narodowych jest widoczny głównie w mediach. A w rzeczywistości ogólnopolska organizacja narodowa nie jest w stanie wypluć z siebie nawet tysiąca osób na ważną demonstrację w Warszawie, jak ta w kwietniu na rocznicę powstania ONR. To znaczy, że ona nie jest przejawem ważnego i przerażającego zjawiska. Na wszystkich zrobili wrażenie, bo czegoś nauczyli się od Hamasu – tych proporców na wysokich drzewcach i maszerowania w szyku – ale to tylko socjotechnika. Ja tu, u siebie, widzę, że coraz mniej młodych ludzi chodzi w koszulkach z żołnierzami wyklętymi, a na dworcu w Hajnówce od roku na ścianie jest napis „Narodowcy nie mają siusiaków” i nikt go nie zamalował. Dojrzałe demokracje mają problem z brunatnymi siłami, my też, lecz nie taki wielki. O wiele większe znaczenie ma dla mnie ruch, który organizuje się w sprawie puszczy.

A kto atakuje na ulicach obcokrajowców? Wzrost liczby takich ataków to fakt. A atak na procesję Ukraińców w Przemyślu? To zrobili narodowcy.

No ale ilu ich tam było? Trzech na krzyż. Zawsze byli tacy ludzie, pamiętam ich też z lat 90. Oczywiście, ksenofobia to bardzo groźne zjawisko, nie należy go lekceważyć, ale nie należy też mu dodawać specjalnej wagi. Gdy widzimy atakowanego obcokrajowca, zwyczajnie do niego podejdźmy i okażmy mu solidarność. To działa też na napastnika. Ale z samymi narodowcami na pewno nie należy walczyć na zasadzie kontry. Ci młodzi ludzie, często wykluczeni albo zbuntowani, dlatego skrajni, tylko czekają, że ktoś stanie im na drodze i zapowie: „nie pozwolimy”, „nie przejdziecie”, „nie puścimy was”. Bo wtedy ich widać i to się wpisuje w ich wojenną wizję świata. Rozumiem symbolikę tych akcji stawania na drodze marszom, ale prawda jest taka, że każdy ma prawo do demonstracji, nawet narodowcy. Róbmy nasze demonstracje, nie blokujmy innych.

Nie palmy komitetów, zakładajmy własne?

Tak. Idźmy na Marsz Wolności czy Paradę Równości. Albo zróbmy dobry koncert zamiast maszerowania. I jeszcze jedno – dbajmy o edukację naszych dzieci. Dbajmy o to, co obywatele mają w móz gach. To przez kolejne rządy zostało pominięte. Myślę, że wiem, skąd wzięły się ksenofobia, nienawiść, brak poczucia wspólnoty. To wina edukacji. Przez 25 lat oddaliśmy kształtowanie naszej młodzieży ludziom sfrustrowanym, bo nauczyciele są sfrustrowani i mają ku temu powody. Do tego dołączyliśmy sączoną zewsząd ideologię, że musisz być silniejszy i sam sobie radzić. Nie każdy umie i może sam sobie radzić. Za dużo uwagi w ciągu tych 25 lat poświęciliśmy autostradom, pociągom, lotniskom, a za mało temu, co obywatele mają w głowach. Żaden rząd nie uznał za problem tego, że spada czytelnictwo, a to przecież książki nas rozwijają i konfrontują ze światem. Edukacja powinna być wyzwaniem równym budowie autostrad. Nuria, moja żona, pokazała mi kiedyś artykuł z hiszpańskiej gazety, który na długo utkwił mi w głowie. Był o tym, że Hiszpanie, którzy i tak są o niebo lepsi od nas w dziedzinie edukacji, za bardzo dbali o hardware, a za mało o software, a na dobry komputer, czyli na dobrze działające państwo, składają się dwie rzeczy. Nie tylko infrastruktura i biznes, lecz także to, jak obywatele w tym państwie się czują.

A jacy są ludzie, którzy skupili się wokół sprawy Puszczy Białowieskiej? Przyjeżdża tam chyba dużo „lewackiej” młodzieży.

Nie, tu przyjeżdżają różni ludzie, zarówno „lewacka”, jak i „prawacka” młodzież, i nie tylko młodzież. Jednak my nie rozmawiamy o poglądach, bo puszcza i przyroda to oddzielna historia. Ona nie dzieli, tylko łączy ludzi. Polacy potrzebują pozytywnych symboli. Można się oczywiście wiązać emocjonalnie z jakąś bitwą sprzed 130 lat, ale to zawsze będzie bitwa sprzed 130 lat, to nie będzie twoja bitwa. A puszcza, i w ogóle przyroda, to pozytywny symbol, z którym możesz się związać tu i teraz. Dlatego wiąże ludzi o bardzo różnych poglądach. Jedna trzecia naukowców, którzy tu pracują i dają twarz w obronie puszczy, to ludzie, z którymi w niczym nie jestem w stanie się zgodzić – poza tą jedną sprawą.

Minister środowiska Jan Szyszko daje twarz wycinaniu puszczy. Popieranie go albo krytykowanie jest efektem podziału politycznego.

Mam coraz częściej wrażenie, że Szyszko jest porzucony w swoim obozie. On nie jest twarzą obozu politycznego, tylko Lasów Państwowych, korporacji, która czerpie zyski z jednej czwartej kraju. To jest jego zaplecze. No i dyrektor Rydzyk, którego obficie finansuje z publicznych pieniędzy. To raczej wspólnota biznesowa. Oczywiście on stara się wpisać wycinkę w prawicową historię, ale robi to nieudolnie. Według mnie znajduje się na absolutnym marginesie prawicy. Więc ja mu z całego serca kibicuję.

Kibicujesz ministrowi Szyszce?

Oczywiście. Jeśli będzie dalej robił to, co teraz, zmobilizuje przeciwko sobie coraz więcej ludzi i raz na zawsze skompromituje ideę wycinania puszczy, co doprowadzi do ostatecznego zwycięstwa idei jej ochrony.

Czyli uważasz, że wygracie? Jak w dolinie Rospudy?

Oczywiście. W Rospudzie wygraliśmy, a wokół puszczy zorganizował się o wiele większy ruch społeczny niż tam. Teraz są też o wiele ostrzejsze reakcje Komisji Europejskiej. Organizacje ekologiczne od tamtej pory dużo się nauczyły, rozwinęły się i są świetnie przygotowane do akcji. Szyszko natomiast nie zmądrzał od czasów Rospudy, a moim zdaniem wręcz przeciwnie. Oczywiście nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika, jednak na razie rozgrywka z nim idzie dobrze. Trzeba jednak dodać, że przed nami jest jeszcze długi marsz. Nie na rok, dwa, tylko na cztery lata.

Puszcza zostanie w tym czasie zdewastowana.

W części tak, to prawda. Jednak przez ostatnie 25 lat dużo rzeczy udało się w puszczy zabezpieczyć i to jej sprzyja. Ma też ogromny potencjał regeneracyjny. Ja tego nie zobaczę, ale nasze dzieci albo wnuki już tak. Warto na to pracować. Trzeba też pamiętać, że walka o puszczę to jest najdłuższa kampania ekologiczna w Europie, trwa już ponad 100 lat, od 1915 r. i my mamy szansę ją zakończyć, doprowadzając do rozszerzenia terenu chronionego na całą powierzchnię puszczy. Więc w związku z tym kompletnym odjazdem resortu środowiska, a jednocześnie z nastawieniem Polaków do przyrody, z tym, że potrzebujemy symboli patriotycznych tu i teraz, że potrzebujemy pozytywnej identyfikacji z krajem, a puszcza nam to daje, jestem absolutnie pewien, że wygramy. Już to zresztą widać. Na spacery po puszczy przyjeżdża 800 osób. Nie po Warszawie, tylko po puszczy, gdzie trzeba dojechać. To było dla mnie niesamowite, ludzie szli w ulewnym deszczu, ryzykując, że dostaną mandat, ale się nie zniechęcali.

Myślisz, że to, co się dzieje teraz w puszczy, pokazuje, co się dzieje w Polsce?

Tak. Tu się rodzi poczucie odpowiedzialności za rzeczy wspólne. Tego w Polsce wcześniej nie było. Wspólne było złe, prywatne było dobre. Puszcza jest świetnym przykładem, że to się powoli zmienia. Chcemy lasu, którego potrzebuje każdy, lewak, prawak, katolik i feministka, i narodowiec. Tak samo potrzebujemy państwa. Chodzi o to, żeby – mając podzielony kraj – jednoczyć ludzi wokół czegoś. I żeby to było coś, co istnieje teraz, a nie w odległej historii.

Czy jednak wokół puszczy rzeczywiście dzieje się coś niezwykłego? Przyroda od dawna ma swoich aktywistów z ruchów ekologicznych.

Aktywiści to jest czubek góry lodowej. Puszcza ma sojuszników zewsząd. Przyroda symboliczna – puszcza, wilki, rysie – odpowiada romantycznemu charakterowi Polaków. To idealnie trafia w nasze zapotrzebowanie, a do tego, jak mówiłem, daje pozytywną identyfikację z krajem tu i teraz.

Obawiam się, że ta wspólna identyfikacja na puszczy się kończy. W innych sprawach nie jesteśmy w stanie tak się porozumieć.

Nie znam się na innych sprawach tak jak na puszczy, ale jestem pewien, że w naturalny sposób nasze podejście do nich będzie się zmieniać. Zobacz, jak bardzo zmieniło się podejście Polaków do związków partnerskich. Ponad 50 proc. jest za nimi. Powoli stajemy się mili dla współobywateli. Wierzę, że to się będzie rozlewać. Znam wielu prawicowców, którzy są za związkami partnerskimi. Uważają, że jeżeli dwie dorosłe osoby chcą żyć razem, to państwo nie powinno im tego utrudniać, a brak zgody na związki partnerskie to utrudnianie. Na postulat legalizacji małżeństw takich par na razie się oburzają, jednak widzą, co robią konserwatyści w Wielkiej Brytanii, chadecy w Niemczech. Myślę, że gdybyśmy zaczęli poważną rozmowę z naszymi prawicowymi przyjaciółmi o tym, że przykładowe Międzymorze okazało się mrzonką, i że albo wbijemy się do Unii Europejskiej na dobre, albo zostaniemy rosyjską ćwierćkolonią, to wielu z nich by to zrozumiało. Uważam, że ten, kto pierwszy odejdzie od retoryki wojennej, kto będzie umiał wyciągnąć rękę do przeciwnika, bo nie będzie w nim nienawiści, ma dużą szansę polityczną.

Widzisz w Polsce kogoś, kto mógłby od tej retoryki odejść?

Widzę. On już odszedł, a raczej nigdy jej nie miał. Według mnie taką osobą, w której nie ma nienawiści, jest Robert Biedroń.

Ma charyzmę, by doprowadzić do zmiany w polskiej polityce?

Charyzma kojarzy mi się z wodzem, a my w tak bardzo podzielonym społeczeństwie potrzebujemy kogoś, w kim nie ma samczego zacięcia. Kogoś, kto, będąc po drugiej stronie, potrafi powiedzieć, że ci od Smoleńska też mają swoje racje. Kto również rozumie wyzwania dla współczesnej Polski. Dla nas sprawą podstawową powinna być przyspieszona integracja europejska. Teraz idziemy w odwrotnym kierunku i musi znaleźć się ktoś, kto to zawróci, a jednocześnie będzie zrozumiały dla obecnych europejskich elit. I przy całym szacunku trudno mi sobie wyobrazić, że kimś takim będzie Grzegorz Schetyna.

Robert Biedroń jest takim politykiem, jak mówisz?

Nie tylko on. Jeśli chodzi o puszczę, widzę masę młodych, sensownych ludzi z PO, Razem, Nowoczesnej i niezwiązanych z żadną z tych partii. Scena polityczna jest bulgocząca, szybko ulega zmianom i wszystko może się wydarzyć. Francja jest oczywiście inna niż Polska, ale ruchu Macrona nie było tam do 2016 r., a w 2017 wygrał wybory. Żyjemy w erze internetu, szybkiego przekazywania informacji, szybkich zmian nastrojów. Użyję negatywnego przykładu uchodźców – dzięki internetowi emocje wobec nich zmieniły się w ciągu roku diametralnie. Wiem, jakiego polityka bym nie chciał: wojennego, który szuka wroga. Musimy żyć w jednym kraju z ludźmi z różnych stron. Mówię to też pod adresem mojej strony – co by jej szkodziło, gdyby stanął ten pomnik na Krakowskim Przedmieściu? Może wyglądałoby to słabo, może brzydko, ale część naszych obywateli tego potrzebuje. Dlaczego nie spełniać takich życzeń płynących z serca?

Widzisz potencjał na dogadanie się w kraju, który jest podzielony na pół?

Według mnie mówienie o tym podziale jest zwodnicze, bo to politycy głównych partii uwielbiają ten podział i go podsycają. Jednak jest on dla Polski szkodliwy i jałowy, nic z niego nie wynika. Z mojej żabiej perspektywy wszystko mi jedno, czy Puszczę Białowieską będzie ciął PiS, czy Platforma, ja nie chcę, żeby ona była cięta, i myślę, że w ten sposób powinniśmy myśleć też o innych sprawach. Druga rzecz, na której mi zależy, to pogłębiona integracja europejska, bo bez tego szlag trafi puszczę, prawa kobiet, gejów, a nawet narodowców. Czekam na partię, która powie, że przyjmujemy euro i chcemy być w pierwszej prędkości. Nie zagłosuję na żadną partię, która będzie ściemniać w sprawach integracji europejskiej.

Mógłbyś sam pójść do polityki?

Z przykrością stwierdzam, że polityka przyszła do mnie. Wszystko, co teraz muszę robić w sprawie puszczy, jest polityką. Muszę negocjować, ustalać strategię z moimi przyjaciółmi z organizacji pozarządowych.

A mógłbyś to kontynuować, startując w wyborach do Sejmu?

Na razie wykluczam coś takiego, ale dla Puszczy Białowieskiej jestem gotów podpisać cyrograf.

A dla Polski?

Jak będzie dobrze z puszczą, to będzie dobrze z Polską, bo czasami wychodzi się od najmniejszych rzeczy, żeby dojść do spraw nadrzędnych. Polityka mnie nie bawi, wiem, czym jest, bo w niej byłem przy Jacku Kuroniu. Jednak z drugiej strony teraz polityka jest też gdzie indziej niż w Sejmie. Widzę, jak działają organizacje pozarządowe, jak potrafią zabiegać, analizować, lobbować. Patrząc na to, masz wrażenie, że z jednej strony widzisz tych naszych polityków, którzy nic nie są w stanie zrobić, a z drugiej ekologów, którzy potrafią nawiązać dialog z Komisją Europejską czy z UNESCO, i to oni są partnerem w rozmowie. Tam się rozgrywa faktyczna polityka, która ma wpływ na to, co się dzieje w Puszczy Białowieskiej. Politycy próbują się co najwyżej do tego przypiąć, ale nie mają na to wpływu. Mamy ludzi, którzy chcą dużo zrobić dla naszego wspólnego dobra i dla kraju i robią to skutecznie.

Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO, który obradował w Krakowie, wezwał w ubiegłym tygodniu polski rząd do natychmiastowego wstrzymania wycinki drzew w puszczy.

Nie oszukujmy się, to nie wstrzyma cięć. Jednak ta decyzja UNESCO to zwycięstwo wizerunkowe NGO-sów. Wynik doskonałej gry dyplomatycznej, którą przeprowadzili ci ludzie, i kompletnej nieudolności ministra Szyszki. Ja początkowo nie wierzyłem, że ekolodzy wygrają tę batalię, bo stanęli do starcia jak Dawid z Goliatem, mieli naprzeciw siebie poważne siły rządowe. Szyszko przywiózł na obrady swoich naukowców, przedstawił książkę o tym, jak kornik szkodzi puszczy i zwiózł na demonstrację pracowników Lasów Państwowych, żeby udawali spontanicznych zwolenników wycinki. To wszystko było jednak żałosne, przeszarżował. NGO-sy też zorganizowały swoją demonstrację, był koncert, też przywiozły naukowców, młodzi ludzie przekonywali delegatów i oni zrobili to dobrze. Szczerze mówiąc, kiedy Szyszko zdobył poparcie Kazachstanu, myślałem, że przegramy. Kiedy jednak okazało się, że UNESCO wezwało do wstrzymania wycinki, poryczałem się.

Widzę, że jesteś optymistą.

Jestem. Uważam, że jeśli wszystko się dobrze potoczy, mamy szansę wrócić do głównego europejskiego nurtu, być dumnym krajem europejskim, tylko musimy wyciągnąć wnioski z błędów, które popełniliśmy przez 25 lat, bo one też były, poza wielkimi sukcesami, z których jestem dumny. Środowiska, które o tym mówią, są niszowe, jednak mogą nasączyć te główne swoim podejściem. Tak jak Zieloni, którzy nigdy nie odegrali ważnej roli w polityce, ale wszyscy są nimi nasączeni. Może też pojawić się nowa siła polityczna. Mnie jest wszystko jedno. Potrzebujemy wspólnej przestrzeni i polityków bez nienawiści. Najpierw wspólna dzika puszcza, później wspólne państwo we wspólnej Europie. Bo jak nie, to nas zmiotą z powierzchni ziemi Rosja, zmiany klimatyczne i wielkie korporacje. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 28/2017
Więcej możesz przeczytać w 28/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0