Nowe kobiety Kaczyńskiego

Nowe kobiety Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Annę Siarkowską, Małgorzatę Janowską i Andżelikę Możdżanowską – trzy posłanki, które niedawno dołączyły do obozu Zjednoczonej Prawicy, łączy to, że dobrze wiedzą, czego chcą i potrafią to zdobywać.

Eliza Olczyk, Joanna Miziołek

Jarosław Kaczyński zawsze lubił pracować z kobietami. W 2009 r. wizytówką partii zostały: Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natalli-Świat i Joanna Kluzik-Rostkowska, które zostały okrzyknięte przez media aniołkami Kaczyńskiego. W 2011 r. aniołkami zostały młode, urodziwe działaczki, które ocieplały wizerunek formacji i były żywym dowodem, iż PiS popierają młode pokolenia, a nie tylko wyborcy w wieku emerytalnym. Niestety, nie dostały się do Sejmu i słuch po nich zaginął. Ale Anna Siarkowska i Małgorzata Janowska z Kukiz’15 oraz Andżelika Możdżanowska z PSL to zupełnie inny kaliber polityczny. Co prawda wszystkie trzy ze śmiechem potwierdzają, że są nowymi kobietami Kaczyńskiego. – W sensie politycznym – zastrzegają. Ale gdyby miały zostać nowymi aniołkami, to po to, żeby przede wszystkim im przyniosło to korzyść. Co łączy trzy posłanki oprócz tego, że porzuciły swoje macierzyste formacje? Są w najlepszym wieku politycznym, młode, ale już nie najmłodsze, co w polityce jest zaletą, i z bogatym doświadczeniem na koncie. Dobrze wiedzą, czego chcą i nie wahają się po to sięgnąć. Wszystkie trzy, gdy odchodziły z macierzystych klubów, deklarowały niezależność i chęć patrzenia władzy na ręce, o czym szybko zapomniały. Z tej trójki z całą pewnością Możdżanowska wykonała najbardziej radykalny krok, bo przeszła z PSL, czyli z formacji otwarcie zwalczanej przez PiS, na stronę zwalczającego, czyli Zjednoczonej Prawicy. Z drugiej strony zyskała najwięcej na transferze – dostała stanowisko wiceministra rozwoju i pełnomocnika ds. małych i średnich przedsiębiorstw. Podobno wicepremier Mateusz Morawiecki przez jakiś czas bronił się przed zatrudnieniem jej w resorcie, ale w końcu uległ naciskom. Dwie kolejne posłanki zadowoliły się statusem oficjalnego najmniejszego koalicjanta Zjednoczonej Prawicy.

Z rządu do rządu

Gdy Andżelika Możdżanowska, rocznik ’75, w 2011 r. przebojem wdarła się do Senatu, zdobywając ponad 36 tys. głosów, ludowcy nie kryli zauroczenia fertyczną brunetką. Ówczesny prezes Stronnictwa Waldemar Pawlak świeżo upieczoną parlamentarzystkę zrobił wiceprzewodniczącą klubu parlamentarnego PSL. Jego następca Janusz Piechociński powierzył jej tekę ministra w kancelarii premiera. W 2015 r. została szefową sztabu wyborczego. Partia ledwo, ledwo przeczołgała się ponad progiem wyborczym i weszła do Sejmu, ale sama Możdżanowska miała najlepszy wynik spośród wszystkich polityków Stronnictwa. – Nic dziwnego skoro więcej czasu poświęcała osobistej kampanii niż całej partii – mówi zgryźliwie jeden z ludowców. Sama Możdżanowska uważa kampanię za sukces. – Gdy dwa lata temu ówczesny prezes PSL poprosił mnie o pokierowanie kampanią parlamentarną PSL, podjęłam się tego zadania wraz z całym zespołem PSL, wprowadzając Stronnictwo do parlamentu – mówi w rozmowie z „Wprost”. Po wyborach walczyła o funkcję wicemarszałka Sejmu z PSL. Gdy się okazało, że Stronnictwo nie dostanie takiego stanowiska, przymierzała się do funkcji szefa klubu PSL, choć w partiach opozycyjnych to lider jest zazwyczaj szefem frakcji parlamentarnej. Ostatecznie zasiadła w komisji śledczej ds. afery Amber Gold. – W partii dostawała wszystko, co chciała – ocenia jeden z polityków PSL. – Piechociński wielu ludziom obiecał stanowiska ministerialne i nie dotrzymał słowa, a ona została ministrem. Chętnych do zasiadania w komisji Amber Gold też było kilku, ale to właśnie ona została śledczą. W PSL można usłyszeć, że Władysław Kosiniak-Kamysz nie był zadowolony z jej pracy i nie omieszkał jej tego powiedzieć, co miało być bezpośrednią przyczyną obrazy i w konsekwencji odejścia posłanki z PSL. Jednak obie strony na temat przyczyn rozstania solidarnie milczą. Możdżanowska: – Decyzja o odejściu była dla mnie bardzo trudna, w PSL wykuwała się moja polityczna kariera, to tu stawiałam swoje pierwsze kroki i spotkałam wielu bardzo wartościowych ludzi. Czasami jednak przychodzi taki moment, w którym czujemy, że aby móc dalej wypełniać zobowiązania względem swoich wyborców, musimy podjąć ważne i trudne decyzje. I to była jedna z tych bardzo trudnych. Kosiniak-Kamysz: – Dziękuję pani poseł za współpracę. Przyjąłem zasadę, że rozstajemy się bez animozji.

Katolicka feministka

Przejście Anny Siarkowskiej i Małgorzaty Janowskiej z klubu Kukiz’15 do klubu PiS nie wiązało się z tak dużymi emocjami. Obie wyszły z klubu, który często gęsto wspierał obóz rządzący, więc w ich przypadku polityczna wolta nie jest tak rzucająca się w oczy. Poza tym stowarzyszenie Pawła Kukiza jest nowinką na scenie politycznej, działaczy nie wiąże więc wieloletnia historia ani nawet wspólnota poglądów. Anna Siarkowska, rocznik ’82, matka trójki dzieci, nazwa siebie katolicką feministką. To zażarta obrończyni życia poczętego. Popierała ustawę zakazującą aborcji i nie kryła rozczarowania, gdy PiS doprowadził do odrzucenia tamtego projektu. Gdy przed rokiem w parlamencie toczyła się debata nad zakazem aborcji, kierownictwo Kukiz’15 usiłowało narzucić posłom zakaz wypowiadania się w tej sprawie. Siarkowska się nie podporządkowała, na co miała usłyszeć, że „jest w klubie jedna, która gęby nie zamknie, jest taka święta, że seks uprawia przez prześcieradło”. Siarkowska nie tylko nie trzymała języka za zębami, ale zamówiła w stowarzyszeniu Ordo Iuris nowy projekt ustawy antyaborcyjnej. Dla PiS taka wojująca obrończyni życia poczętego może być pewnym kłopotem, bo partia stara się lawirować między własnymi zobowiązaniami przedwyborczymi w tej sprawie a reakcjami społecznymi pokazującymi, że zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej może być przyjęte negatywnie. Ale najwyraźniej zysk w postaci dodatkowego mandatu jest ważniejszy. Siarkowska wywodzi się z Młodzieży Wszechpolskiej, w której doszła do stanowiska członka zarządu głównego. Jest blisko ze środowiskiem narodowców, należała do Ligi Polskich Rodzin i była ekspertką Fundacji Republikańskiej do spraw obronności. To właśnie te związki zaprowadziły ją na listę kandydatów Kukiz’15 do Sejmu. Szybko jednak jej relacje z klubem, w którym spotkały się osoby o różnych poglądach, temperamentach, a nawet różnej kulturze osobistej, zaczęły kuleć. W grudniu 2016 r., gdy doszło do okupacji sali plenarnej Sejmu przez opozycję, która nie chciała dopuścić do kontynuowania obrad, Siarkowska uczestniczyła w głosowaniach, które zostały przeprowadzone w Sali Kolumnowej. PiS desperacko szukał wówczas posłów opozycji, którzy przyjdą na te głosowania, bo samodzielnie nie miał kworum. Większość posłów Kukiz’15 odmówiła. Jednak Siarkowska, a także Rafał Wójcikowski wspomogli wówczas partię rządzącą, dzięki czemu doszło do uchwalenia budżetu na 2017 r. Tamto zachowanie Siarkowskiej i Wójcikowskiego było zapowiedzią ich odejścia z klubu. Zanim do tego doszło, Wójcikowski zginął w wypadku samochodowym w styczniu 2017 r. Siarkowska odeszła z Kukiz’15 w lutym. Dziś była posłanka Kukiz’15 wychwala PiS za to, że postawił tamę zawłaszczaniu państwa przez postkomunistów i rozpoczął proces odzyskiwania Polski dla Polaków. Twierdzi, że z PiS łączy ją taka sama diagnoza państwa i chęć jego naprawy. – Środowisko republikańskie już od wielu lat było związane z PiS – zapewnia. – Poza tym pojawiła się szansa powołania Partii Republikańskiej w ramach Zjednoczonej Prawicy.

Wojowniczka

Najmniej znana opinii publicznej jest Małgorzata Janowska, rocznik ’77, która sprawuje mandat niecały rok. Była działaczką ruchu na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych i z tego tytułu trafiła na listę Kukiz’15, ale w 2015 r. mandatu nie zdobyła. Weszła do Sejmu w miejsce Rafała Wójcikowskiego. Na dzień dobry, w rozmowie z „Faktem”, zarzuciła kolegom z Kukiz’15, że po wyborach przez rok nie interesowali się losami kandydatów z dalszych miejsc, którzy nie zdobyli mandatu. Dodała, że ona osobiście straciła pracę z powodu startu w wyborach. W klubie była bardzo krótko, bo w lutym razem z Siarkowską i Małgorzatą Błeńską wystąpiła z Kukiz’15. Swoje odejście tłumaczy tym, że jako asystentka społeczna posła Wójcikowskiego słyszała od niego niepochlebne opinie o ludziach otaczających Pawła Kukiza. – Zaczęłam nabierać dystansu do klubu – mówi. – Poza tym zorientowałam się, że Kukiz zmienia zdanie. Najpierw podobał mu się projekt ustawy o liberalizacji dostępu do broni. Wyszedł ze szpitala i już mu się nie podobał. Potem uważał, że jest przeciwny przyjmowaniu uchodźców, tak jak i ja. Następnie zmienił zdanie, a teraz znów jest przeciwny. Janowska zaznacza, że co prawda przystąpiła do klubu PiS, ale razem z Siarkowską założyły Partię Republikańską, a więc mają własną formację. – PiS jest partią rządzącą; dzięki temu, że jesteśmy w tym klubie, mamy możliwość choć w małym procencie realizacji swoich postulatów. Dużo krzycząc w opozycji, nie osiągnęłybyśmy naszych celów – przekonuje. I dodaje: – Poza tym musiałyśmy podjąć taką decyzję ze względu na to, że nasze środowisko zaczęło być rozdzierane przez Jarosława Gowina. Co prawda zarząd Stowarzyszenia Republikanie uznał, że to posłanki, które poszły do PiS, dzielą środowisko. Na dodatek zażądał, by obie panie wystąpiły ze stowarzyszenia. Dla nikogo nie jest bowiem tajemnicą, że wicepremier i minister nauki namawiał wszystkie trzy uciekinierki z Kukiz’15, by zasiliły jego ugrupowanie, czyli Polskę Razem. W ostatniej chwili Siarkowska z Janowską zostały podkupione przez partię Kaczyńskiego, a Gowinowi została tylko Błeńska. No, ale duża formacja ma większą zdolność przyciągania, a jak już się podejmie decyzję, to wytłumaczenie też się znajdzie.

Wydeptywanie ścieżek

Posłanki nie kryją zadowolenia z przejścia do PiS. Janowska: – Zostałyśmy dobrze przyjęte w klubie. Liczą się z naszym zdaniem. Siarkowska: – W klubie mam o wiele lepiej niż młodzi posłowie PiS, bo jestem postrzegana przez pryzmat mojej wcześniejszej działalności w kwestiach pro-life i obronności. Przede mną proces poznawania zasad i reguł, które rządzą tym środowiskiem. Trzeba wydeptać swoje ścieżki. Możdżanowska: – Zaskoczyła mnie otwartość osób, z którymi dziś współpracuję i które przyjęły mnie z ogromną klasą polityczną. Doceniam to, tym bardziej że konstruktywnie krytykowałam różne działania. Okazało się, że prawdziwa cnota krytyki się nie boi (śmiech). Nowe posłanki dają Jarosławowi Kaczyńskiemu bardziej stabilną większość w parlamencie. Pozwalają mu też na trzymanie na wodzy Jarosława Gowina, który został uznany za element niepewny w obozie Zjednoczonej Prawicy. One same również doraźnie na tym skorzystały, przechodząc z opozycji do partii władzy. Na razie więc obie strony są wygrane. Ale wiadomo, że działalność w klubie PiS to nie jest przechadzka po parku, tylko twarda szkoła polityczna. Obowiązują tam reżim medialny (o tym, kto będzie wypowiadał się w mediach, decyduje Beata Mazurek, rzeczniczka partii) i dyscyplina głosowania, która jest bezwzględnie egzekwowana. Do tego dochodzi ostra, wewnętrzna konkurencja, a wygrana w niej w dużej mierze związana jest z dostępem do prezesa. Dla nowych posłanek nadszedł więc czas zupełnie nowych wyzwań i rzeczywiście wydeptywania ścieżek. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 45/2017
Więcej możesz przeczytać w 45/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także