Tusk na prezydenta

Tusk na prezydenta

Rafał Grupiński
Rafał Grupiński / Źródło: Newspix.pl / DAREK NOWAK / FOTONEWS/
Myślę, że Donald Tusk zastanawia się nad powrotem do polityki krajowej. Namawiamy go do startu na urząd prezydenta – mówi Rafał Grupiński, szef Platformy Obywatelskiej w Wielkopolsce.

PiS popełnia błędy wizerunkowe, od ponad miesiąca ma na głowie protest niepełnosprawnych, a opozycja nie jest w stanie na tym skorzystać. Dlaczego?

Inaczej to widzę. Zawarcie koalicji z Nowoczesną dało nam premię u wyborców. W sondażach zjednoczona opozycja zbliża się do PiS. Tu jesteśmy na dobrej drodze. Natomiast PiS, mimo narastającej niechęci społeczeństwa, co było widać chociażby po ostatnich spotkaniach polityków tej partii z wyborcami, rzeczywiście lekko odrobił straty sondażowe spowodowane ujawnieniem nagród dla rządu i konwojem wstydu, który im zgotowaliśmy.

Z czego to wynika?

Z tego, że PiS ma swój wierny elektorat, moim zdaniem ok. 24-procentowy, i ciągle popiera go część elektoratu roszczeniowego, czyli ludzie, którzy uważają, że to państwo powinno się nimi w pełni opiekować i zastępować ich w podejmowaniu wszelkich życiowych decyzji. Chodzi także m.in. o beneficjentów obniżonego wieku emerytalnego. Część elektoratu zapamiętała to jako powrót do dawnych przywilejów i jest za to na tyle wdzięczna PiS, że mimo obnażenia chciwości jej polityków nie opuszcza tej partii. Ci ludzie składają się na wciąż znaczne sondażowe poparcie dla obozu władzy.

Elektorat PiS go nie opuszcza, a ten, który was opuścił, jakoś nie chce wrócić?

To nieprawda. Jeszcze dwa lata temu mieliśmy 15 proc. poparcia. Teraz w sondażach osiągamy 27-28 proc. Jesteśmy blisko PiS, i oni to czują. Ciężko pracujemy w terenie, co tydzień jako klub parlamentarny jesteśmy w jakimś województwie. Robimy wszystko, żeby pokazać ludziom prawdę o PiS, że jest niebezpieczny, zarówno dla indywidualnej wolności obywateli, jak i dla całego systemu demokracji, szkodzi Polsce i dlatego trzeba go odsunąć od władzy.

I co mówią wyborcy?

Zauważyłem zmianę w postrzeganiu naszej partii. Nie ma już tego, co było jeszcze rok, półtora temu, kiedy rozmowa dotyczyła głównie tego, dlaczego pozwoliliśmy PiS wygrać. Dzisiaj rozmawiamy o przyszłości, o tym, co jest złe, co powinno się zmienić, jaki mamy program i jakie pomysły. Nie ma już atmosfery pretensji i rozliczania, a przynajmniej nie dominuje.

Platforma przeszła „czyściec” i może się odbudowywać?

Wierzę w to, lecz to także premia za koalicję z Nowoczesną.

Tyle że Nowoczesna się rozpada.

Kto odchodzi, ten odchodzi. Trudno. Ryszard Petru zachował się politycznie niedojrzale, porzucając partię. Ale w regionach Nowoczesna ciągle ma mnóstwo świetnych młodych ludzi, którzy w kampanii chcą ramię w ramię z nami walczyć o wolny samorząd i powrót demokracji. Widziałem to ostatnio w Swarzędzu, gdzie ogłaszaliśmy wspólną kandydatkę na burmistrza.

Powiedział pan z pewną satysfakcją o awanturach na spotkaniach polityków PiS z wyborcami. Popiera pan zrywanie spotkań?

Skądże. Nie przepadam za takim stylem uprawiania polityki. Jeśli ludzie przychodzą na spotkania z politykami PiS czy PO dyskutować i pokazywać swój punkt widzenia, to dobrze. Ale jeżeli okrzyki są wyrazem nienawiści, to trudno to akceptować.

Wspomniał pan o konwoju wstydu. Chcecie go kontynuować, domagając się, żeby członkowie rządu oddali jeszcze odsetki od premii. Odsetki? Czy to nie zakrawa na absurd?

Jeżeli ktoś bezprawnie zabiera pieniądze ze Skarbu Państwa, to powinien je zwrócić z odsetkami tam, skąd je bezprawnie wziął. To są pieniądze z naszych podatków, którymi PiS obecnie jedynie zarządza. W geście zemsty Kaczyński obniżył pensje nam i samorządowcom, nie obniżając ministrom. Ukarał nie tych, którzy zawinili. Zgodnie ze starym przysłowiem, które powinno brzmieć: „Kowal zawinił, Cygana powiesili”.

Premie były zgodne z prawem, a skoro ich nie będzie, to w pewnym sensie pensje ministerialne też zostały obniżone.

PiS obsadza tysiące stanowisk rodzinami tych ministrów, więc tak bardzo bym się o nich nie martwił. Powtarzam: „Kowal zawinił, a Cygana powiesili”. Uważam, że bardzo wiele osób w PiS przystąpiło do sprawowania władzy z takim przekonaniem, że to jest ich ostatni raz. Dlatego postanowili podgarnąć pod siebie jak najwięcej pieniędzy i stanowisk. Dlatego obserwujemy zmiany związane z sądownictwem, ciągłe rotacje prezesów w spółkach Skarbu Państwa, a także wysokie pensje, premie i nagrody wypłacane nienależnie lub wbrew prawu.

Wojciech Jasiński, gdy został prezesem PKN Orlen, obniżył sobie pensję.

Owszem, to gest PR-owy, bo i tak jego pensja była niebywale wielka, ale jednocześnie w radach nadzorczych podniesiono wynagrodzenia do dwuipółkrotności średniej krajowej. A prezesi spółek Skarbu Państwa zasiadają w radach nadzorczych spółek córek. W ten sposób odbili sobie straty w pensjach, zysk spółki takiej, jak wspomniany Orlen, tymczasem topnieje. Co więcej, PiS podjął decyzję, że we wszystkich radach nadzorczych spółek córek musi być przedstawiciel Skarbu Państwa, i zniósł wymóg uprawnień dla tych ludzi. Żeby uzyskać prawo do zasiadania w radzie nadzorczej, musiano zdawać całodzienny,ciężki egzamin z finansów i księgowości. Oni już nie potrzebują uprawnień, a nawet wyższego wykształcenia. To jest esencja tego systemu. Żeby zostać dyrektorem instytutu badawczego, nie trzeba znać żadnego języka obcego. Żeby być w radzie naukowej instytutu badawczego, która przyznaje habilitacje, nie trzeba mieć habilitacji. Wszystko po to, żeby ulokować swoich, miernych, ale wiernych. Mnie jako państwowca to przeraża.

Ale ludzie uważają, że oni przynajmniej nie biorą wszystkiego dla siebie, bo jest 500 plus, wyprawki szkolne, szybsze emerytury. A wy myśleliście tylko o sobie.

To nieprawda. Myśleliśmy o przyszłych pokoleniach. Dlatego prowadziliśmy politykę prorodzinną, m.in. wprowadziliśmy ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych, darmowe podręczniki, roczny urlop rodzicielski, Kartę Dużej Rodziny, rozbudowaliśmy sieć przedszkoli na terenach wiejskich itd., ale byliśmy zmuszeni podwyższyć wiek emerytalny.

I straciliście przez to władzę.

Gdyż tej trudnej zmiany nie poprzedzono kampanią informacyjną, nie wytłumaczono Polakom istoty sprawy. Spieraliśmy się wówczas w tej sprawie z kancelarią premiera. Uważaliśmy, że zabrakło wcześniej co najmniej półrocznej kampanii informacyjnej. Należało ludziom wytłumaczyć, że ZUS może się rozsypać i wtedy będziemy musieli ciąć emerytury, tak jak w Grecji czy Estonii. Niestety, najpierw podwyższono wiek emerytalny, a potem wyemitowano klipy, bez wyrazu, wyjaśniające, dlaczego to zrobiono. A PiS to wszystko cofnął i przejada pieniądze z szybkością krokodyla, zamiast odkładać na przyszłość. Niedługo ZUS stanie na skraju bankructwa. Myślę, że premier Morawiecki to widzi, choć nic z tym nie robi.

Takie są oczekiwania wyborców. Ludzie zaciskali pasa przez prawie 30 lat i już dłużej nie chcą.

A za 20 lat będą mieli 300 zł emerytury, gdy na jednego pracującego będzie przypadało czterech emerytów.

Platforma za swoich rządów czterokrotnie ograbiła Fundusz Rezerwy Demograficznej i na koniec zlikwidowała OFE. A więc będzie to też i wasza wina.

Polska odczuwała skutki ciężkiego światowego kryzysu gospodarczego i dlatego podejmowaliśmy te bolesne decyzje. Zamroziliśmy też na kilka lat płace w budżetówce i w 2009 r. ścięliśmy o 20 proc. wydatki wszystkich resortów. PiS rządzi w czasie świetnej koniunktury gospodarczej. Jego obowiązkiem jest myśleć o przyszłości, a nie przejadać to, co im pozostawiliśmy. Dzięki naszym decyzjom Polska w trakcie tego kryzysu nadrabiała dystans ekonomiczny dzielący nas od Europy, a Polacy nie mieli problemów jak np. Grecy.

Czy tej jesieni w Gdańsku dojdzie do bratobójczej walki? Myślimy o tym, że wasz kandydat zetrze się z Pawłem Adamowiczem, do niedawna członkiem PO?

Zrobimy wszystko, żeby do tego nie doszło. Przekonujemy Adamowicza, żeby nie rozbijał opozycji i poparł naszego kandydata, prawdopodobnie Jarosława Wałęsę.

Wyklucza pan, że Adamowicz może być waszym kandydatem?

Wykluczam, lecz nie moim zadaniem jest decydować o kandydatach w Gdańsku.

A z waszego kandydata na prezydenta Wrocławia, Kazimierza Michała Ujazdowskiego, do niedawna w PiS, jest pan zadowolony?

Uważam, że to ciekawa propozycja, interesująca politycznie. Na ile samorządowo mocna, pokażą wybory. We Wrocławiu elektorat konserwatywny jest silny, co pokazał wynik Mirosławy Stachowiak-Różeckiej z poprzednich wyborów. Ale nie jest antykonstytucyjny, więc nie wiadomo, na ile zechce poprzeć w tym roku kandydatkę PiS.

Tyle że Nowoczesna, SLD i Rafał Dutkiewicz poparli innego kandydata, Jacka Sutryka. Wszyscy przeciwko Platformie.

Dla nas ważne jest, że tak istotny polityk jak były minister kultury, przekroczył barierę przywiązania do PiS w sytuacji rażącego łamania przez tę partię prawa. A zrobił to w imię prowadzenia normalnej, europejskiej polityki.

Ujazdowski już raz odszedł od PiS, więc aż tak bardzo nie był przywiązany do tej partii.

Każdy, kto porzuca sekciarską i szkodliwą dla Polski politykę PiS, jest cenny dla odbudowy obywatelskiego państwa.

A co będzie, jeżeli wasz kandydat przegra, a wygra protegowany Dutkiewicza? Będzie to przegrana waszego lidera.

Wierzę, że wygramy z kandydatem Dutkiewicza. Ale najważniejsze dla wrocławian jest to, by nie wygrała kandydatka PiS.

Jak pan ocenia szanse waszego kandydata w Warszawie? Podobno Patryk Jaki zaczyna go ogrywać. A PiS ukuł hasło: Trzaskowski jak Komorowski.

Jestem pewien, że Rafał Trzaskowski wygra wybory na prezydenta stolicy. Patryk Jaki jest człowiekiem o nieodpowiednim formacie na Warszawę. Ale na pewno walka będzie zacięta, bo PiS rzuci do tej kampanii wszelkie swoje siły i środki. Jestem przekonany, że spółki Skarbu Państwa będą nielegalnie pomagały PiS-owcom.

Coś nam się wydaje, że waszym kandydatom będą pomagały spółki miejskie i wasi samorządowcy. W Warszawie już pojawiły się gazetki samorządowe wypełnione informacjami o Rafale Trzaskowskim.

Nie znam gazetek warszawskich, ale słyszałem, że na stronach urzędu Pragi-Północ, gdzie rządzi PiS, pokazywany jest Patryk Jaki. Uważam, że w Warszawie będziemy mieli odzwierciedlenie walki PiS – antyPiS i dlatego wszystko rozstrzygnie się w drugiej turze. Tym bardziej że pojawi się trochę kandydatów, którzy urwą głównym rywalom po 2-3 proc., np. Jan Śpiewak czy kandydat PSL. Szkoda, bo to jest bezproduktywne.

Co planuje wasz były lider Donald Tusk?

Myślę, że zastanawia się nad jakąś formą powrotu do polityki krajowej. Namawiamy go do startu na urząd prezydenta. Na razie musimy jeszcze poczekać na decyzję.

Co zrobi Grzegorz Schetyna, żeby utrzymać pozycję lidera, gdy Tusk wróci do krajowej polityki? Były lider może odebrać obecnemu władzę w partii. Podobno część PO na to czeka?

Nie sądzę, by do tego doszło. Po pierwsze oni przez wiele lat się przyjaźnili. Po drugie, panowie są w stałym kontakcie, a Grzegorz rozmawia z Tuskiem w czasie swoich pobytów w Brukseli. To są wyjazdy nie zawsze medialnie widoczne.

Czy Platforma może wygrać wybory pod przywództwem Schetyny, skoro tylko 7 proc. wyborców wierzy, że jest on w stanie poprowadzić partię do zwycięstwa?

Jestem przekonany, że tak. Grzegorz Schetyna przez wieloletni pobyt w pieczarze [potoczna nazwa jego sejmowego gabinetu – red.] był postrzegany jako polityk dość tajemniczy, kuluarowy. Powiem krótko i zdecydowanie: obecnie na scenie politycznej nie ma lepszego stratega. Bardzo dobrze przemyślał on wszystkie kroki. Nie rozpędzał się w pierwszej połowie kadencji, by za wszelką cenę dogonić PiS, tylko wybrał długi marsz. Zbyt łatwe sukcesy nietrudno roztrwonić, czego doświadczył Ryszard Petru, ale też wcześniej Janusz Palikot czy Roman Giertych, nie mówiąc o Millerze. Grzegorz przyjął bardzo mądrą strategię budowania poparcia dla partii poprzez aktywności lokalne, a nie królowanie w centralnych mediach. To są działania może mało widoczne z Warszawy, ale zjednujące nam sympatię w terenie. Dbamy o to, żeby ta fala rosła. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 22/2018
Więcej możesz przeczytać w 22/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0