Dyplom on line

Dyplom on line

Dodano: 
Czy można zdobyć tytuł magistra i ani razu nie być na uczelni?
W Stanach Zjednoczonych z możliwości studiowania na wirtualnych uniwersytetach korzysta coraz więcej młodych ludzi. Zamiast uczestniczyć w tradycyjnych wykładach, wysyłają swoje prace e-mailem, wypożyczają książki z elektronicznej biblioteki, a w sieciowych laboratoriach przeprowadzają doświadczenia. Od niedawna taką formę studiów proponują również uniwersytety europejskie, m.in. fernuni w Hadze.
Globalna nauka w sieci przestaje być tylko wizją - szkoły wyższe oraz średnie dochodzą do wniosku, że edukacja przez Internet to jeden z doskonalszych systemów nauczania, i chętnie eksperymentują z nowymi metodami. Proponują więc wymianę multimedialnych danych między wykładowcą a studentami, systemy wideokonferencyjne sprzężone z siecią komputerową, naukę z wykorzystaniem łączności satelitarnej oraz kursy dostępne w kanałach edukacyjnych telewizji kablowej. Do bardziej znanych wirtualnych uniwersytetów należą m.in. University of Maryland, Columbia University i Open University of the UK. W Niemczech pierwszy z ofertą edukacji on line wystartował fernuni w Hadze. - Od zimowego semestru 1999/2000 za pośrednictwem sieci oferujemy już 70 kursów, a do końca ubiegłego roku zgłosiło się do nas ok. 7 tys. studentów - mówi Birgit feldmann-Pempe, prowadząca haski Virtuelle Uni.
Wyjście poza tradycyjny budynek uczelni podoba się wszystkim, którzy nie mieli dotychczas możliwości połączenia pracy zawodowej ze studiami, a także młodym matkom, dla których narodziny dziecka często oznaczały przerwanie nauki. Tymczasem wirtualna edukacja pozwala lepiej zorganizować własny czas, pracować nawet na pełnym etacie, a jednocześnie zdobyć wykształcenie. Salę wykładową zastępuje własne biurko, odległość nie gra już żadnej roli, a z 'elektronicznym' kolegą można się spotkać w kafejce internetowej. Wszelkie zadania domowe, prace czy referaty wysyłane są e-mailem i w ten sam sposób omawiane z profesorem. Studenci spotykają się wyłącznie na egzaminach, a czasem także na seminariach. Nie bez znaczenia jest też łatwiejszy dostęp do wszelkich publikacji i prac naukowych skatalogowanych w multimedialnych serwisach sieciowych oraz korzystanie z wirtualnych laboratoriów.
Zdaniem Gerda Dappricha, rzecznika fernuni w Hadze, wirtualne studia wymagają od studentów nie tylko ogromnej samodyscypliny, ale przede wszystkim sporych nakładów finansowych. Opłata miesięczna za wybrany kurs (250-500 DM) jest zaledwie kroplą w porównaniu z kosztami zakupu odpowiedniego komputera, drukarki, podłączenia do sieci, uczestniczenia w telekonferencjach oraz korzystania z materiałów dydaktycznych. W Stanach Zjednoczonych edukacja w sieci jest dużo droższa niż tradycyjne studia. Na przykład uzyskanie jednego z bardziej pożądanych tytułów - MBA
(Master of Business and Administration) - kosztuje na Uniwersytecie Duke w Północnej Karolinie ok. 150 tys. DM. Ten sam dyplom zdobyty drogą elektroniczną - już 180 tys. DM. Nikt nie policzył jednak dodatkowych kosztów związanych chociażby z korzystaniem z sieci.
Wśród zachwytów nad studiami on line słychać też głosy sceptycyzmu. Zdaniem psychologów, większość osób stymulują do działania warunki zewnętrzne, a przede wszystkim osobisty kontakt z drugim człowiekiem. Wirtualny uniwersytet ogranicza personalne spotkania i niszczy wszystko, co kryje się pod hasłem 'życia studenckiego'. Birgit feldmann-Pempe uważa jednak, że sieciowy campus tak naprawdę jest o wiele bardziej osobisty od tradycyjnych studiów, gdzie kolegę z grupy poznaje się bliżej dopiero po trzech, czterech miesiącach. - 'Czas rozgrzewki' potrzebny do zapoznania nowej osoby jest tu o wiele krótszy, a wymiana korespondencji między studentami zaczyna się już w dniu pierwszego wykładu on line. Porównują wyniki pracy, wymieniają się doświadczeniami i szybko zaczynają dyskusje o własnych zainteresowaniach - przekonuje Birgit feldmann-Pempe. Studenci przyznają wszak, że czują się o wiele lepiej, kiedy raz na jakiś czas mogą się spotkać osobiście (na egzaminach czy seminariach). Rozmowy w chat-roomach i studiowanie tylko za pomocą kliknięcia myszą byłyby na dłuższą metę po prostu smutne.

Okładka tygodnika WPROST: 13/2000
Więcej możesz przeczytać w 13/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także