Co do wyborów do izby niższej to doprawdy można o nich śmiało powiedzieć, że jest z nimi jak z czeskim filmem, czyli nikt nic nie wie, nie wiadomo o co chodzi. Liczba potencjalnych scenariuszy zawęża się systematycznie, ale daleko jeszcze do gry w otwarte karty. Można już dziś przyjąć pewne hipotetyczne warianty za pewniki, a inne za obarczone sporą dozą prawdopodobieństwa. Zatem: karty na stół.
Uważam za pewnik, że Koalicja Obywatelska pójdzie na jednej liście wyborczej z PSL. Uzupełni nią niemal na pewno jakieś polityczne sieroty po opozycji wobec Szymona Hołowni w Polsce 2050 (Partia Centrum czy jakoś tak). Może też i pojedyncze sztuki poselskie z obecnej, skomprymowanej do połowy drużyny nieudanego eksmarszałka. A co z lewicą? Dla koalicji 13 grudnia najlepiej, żeby znów poszła razem jak przed trzema laty. Ale po wyborach prezydenckich w Krakowie i znacznie lepszym wyniku Partii Razem niż Nowej Lewicy oraz ostrych antagonizmach między oboma ugrupowaniami, to scenariusz mniej prawdopodobny. Ponoć Donald Tusk naciska na Włodzimierza Czarzastego, aby mimo wszelkim obustronnym złośliwościom między nim a Adrianem Zandbergiem do takiego, nawet taktycznego i chwilowego, tylko na wybory, lewicowego, sojuszu doszło. W ten sposób obecna koalicja rządowa poszłaby w dwóch blokach,a nie trzech, jak w roku 2023.
A co po stronie opozycyjnej? Pluralizm kwitnie. Szeroko rozumiana prawica pójdzie do wyborów na co najmniej trzech listach. Co najmniej, bo jeśli formacja Mateusza Morawieckiego nie wróci – znowu tylko taktycznie, na czas elekcji – do partii-matki, czyli do PiS, to w październiku lub listopadzie 2027 do urn zgłoszą się cztery ugrupowania: Prawo i Sprawiedliwość Jarosława Kaczyńskiego, Rozwój Plus (ma nie być jednak partią, czym Morawiecki zaskoczył obserwatorów i konkurentów), Konfederacja Mentzena i Konfederacja Korony Polskiej Brauna. Zatem albo będą trzy listy (w ostatnich wyborach były dwie: PiS i Konfederacja), albo cztery. Jeśli będą trzy, a ten wariant uważam wciąż za absolutnie możliwy, to będzie to odzwierciedlenie zwycięskiej konstrukcji koalicji liberalno-lewicowej z Anno Domini 2023. Jeśli będą cztery, a to możliwe przy poparciu na poziomie co najmniej 8 proc. dla Rozwój Plus, to zwycięstwo prawicy też jest możliwe, choć ordynacja d'Hondta nie sprzyja mniejszym formacjom.
Po wyborach prezydenckich wydawało się, że prawica jest na autostradzie do zwycięstwa. Teraz jest na drodze krajowej, ale z szansami na dojechanie na pierwszej pozycji. Rzecz w tym, że obok, z podobnymi szansami, jedzie samochód rządowy...
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.