Mason ofiarny

Mason ofiarny

Mity na temat masonów przetrwały nienaruszone przez ostatnie 60 lat


Przemysław Waingertner
Doktor historii, pracownik Uniwersytetu Łódzkiego, autor książki "Wolnomularstwo Drugiej Rzeczypospolitej w oczach współczesnych" (1999 r.)

W lipcu 1938 r. Leon Kozłowski, były sanacyjny premier, opublikował artykuł "Parę uwag o masonerii w Polsce", w którym oskarżył wielu znanych polityków różnych orientacji (w tym Ignacego Paderewskiego i Władysława Sikorskiego) o przynależność do wolnomularstwa. Tekst wywołał burzę, posypały się protesty i zaprzeczenia. "Do loży Wielkiego Wschodu nie należę i nigdy nie należałem" - przekonywał na łamach prasy wymieniony w artykule były marszałek Sejmu, ludowiec Maciej Rataj. Równocześnie Rataj oskarżył samego Kozłowskiego o działanie na rzecz jednej z "niemasońskich lóż". "Trzeba poszukać owych swoistych lóż, zakonspirowanych zespołów i mafii, które tyle zaważyły i ważą jeszcze na losach Polski" - pisał Maciej Rataj.
Prezydent Gabriel Narutowicz, premierzy Walery Sławek i Kazimierz Bartel, minister spraw zagranicznych August Zaleski, przywódca ruchu ludowego Stanisław Thugutt, magnat prasowy i polityk Bogusław Miedziński, pisarz Andrzej Strug - to tylko wybrani przedstawiciele elity II RP, którzy należeli do masonerii. Paradoksalnie jednak wpływy wolnomularstwa były w Polsce międzywojennej przeceniane, co wynikało z uznawania każdego, komu zdarzyło się ubrać masoński fartuszek, za ślepe narzędzie w rękach tajnego bractwa. U kresu II RP ten mit wszechwładzy masonerii okazał się źródłem jej klęski. Tymczasem Polska byłaby znacznie bardziej nowoczesnym i demokratycznym krajem, gdyby w międzywojniu i w czasach PRL z taką zaciekłością nie zwalczano masonów. Bo masoni byli dobrze wykształceni, nowocześni, przywiązani do ideałów demokracji i mieli szerokie wpływy w Europie.

Mason, czyli wróg numer jeden
"Kosmopolici", "obcy agenci", "zdrajcy" - to najbardziej pospolite epitety, jakimi określano masonów. Roman Dmowski pisał o wolnomularstwie jako o "ideowej kolonizacji angielskiej", by z czasem uznać je za narzędzie w rękach żydowskich. Dla innego przywódcy obozu narodowego, Jędrzeja Giertycha (dziadka obecnego lidera LPR Romana Giertycha), loże były "judeomasonerią". Wpływowa "Gazeta Warszawska" podkreślała, że wolnomularstwo jest nastawione proniemiecko, a powiązany z polskim wywiadem "Merkuriusz Polski Ordynaryjny" oskarżał polskich masonów, iż współdziałają z czerwonym Kremlem, a zarazem służą międzynarodówce finansowej.
Długa była także lista rzekomych wolnomularskich ekspozytur - od Rotary, Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela po Adwentystów Dnia Siódmego, Stowarzyszenie Wolnomyślicieli, Badaczy Pisma Świętego czy Związek Esperantystów. To masoni mieli się przyczynić do upadku obyczajów - propagując cywilne śluby, świadome macierzyństwo, nocne lokale, koedukacyjne szkoły, równouprawnienie religijne czy pokazy mody.
W kampanie antymasońskie angażowali się najwyżsi hierarchowie Kościoła. Na Zjeździe Katolickim w Poznaniu w 1926 r. prymas August Hlond oskarżył wolnomularzy o "usuwanie Ducha Chrystusa z życia narodu" i wezwał rodaków, by "nie kładli karku w masońską pętlicę". Słynne "12 przykazań antymasońskich", które ogłaszano z ambon, czyniło podstawowym obowiązkiem katolika walkę z lożami, a "Modlitwę za ojczyznę" kończył zwrot: "Wybaw nas Matko Boża od masonii". W tej sytuacji na niewiele się zdało przedrukowanie przez część prasy fragmentów tradycyjnej masońskiej konstytucji, głoszącej, iż wolnomularzem "nie może być ateista, libertyn, bałwochwalca".

Józef Piłsudski - patron masonerii
Istotną rolę w międzywojennych dziejach masonerii nad Wisłą odegrał Józef Piłsudski, który wprawdzie nigdy nie był masonem, ale roztoczył nad polskim wolnomularstwem dyskretny protektorat. U zarania II RP, jeszcze jako naczelnik państwa, Piłsudski zachęcał swych współpracowników, by wstępowali do lóż, wierząc, iż mogą one zintegrować życie polityczne odradzającej się Polski. Liczył również na wykorzystanie zagranicznych kontaktów masonerii do wzmocnienia międzynarodowej pozycji młodego państwa. Nadzieje te nie były bezpodstawne. W 1919 r. podczas paryskiej konferencji pokojowej polscy wolnomularze zabiegali u wpływowych lóż francuskich o pomoc w przeforsowaniu postulatów terytorialnych Rzeczypospolitej. Dwa lata później, w przeddzień wizyty Piłsudskiego w Paryżu, w trakcie której zawarto polsko-francuski sojusz wojskowy, polscy masoni pisali do swych braci z Wielkiego Wschodu Francji: "Dla Polski Piłsudski to tryumf i ugruntowanie się demokracji. (...) Dlatego odwołujemy się do Was, abyście wpływami swoimi poparli poczynania Piłsudskiego".
Polskim wolnomularzom - w większości liberałom i demokratom - Piłsudski wydawał się atrakcyjną alternatywą wobec rządów endecji dominującej na rodzimej scenie politycznej. Jednakże po przewrocie majowym w 1926 r. był już tylko "mniejszym złem", hamującym postępy nacjonalizmu. Część masonów nigdy nie wybaczyła mu pogwałcenia demokracji. Masoni ostro krytykowali potem rządy sanacji. Z lóż wystąpili wówczas lub zostali z nich usunięci piłsudczycy, którym wolnomularze zarzucali sprzeniewierzenie się podstawowym ideom tolerancji i poszanowania praw obywatelskich. W konsekwencji masoneria straciła praktycznie wpływ na obóz rządzący, który uznał wolnomularzy za jeszcze jedną siłę opozycyjną.

Zakonspirowana mafia
W latach trzydziestych przez Polskę przetoczyła się fala antymasońskich kampanii propagandowych, a "złowrogie knowania wolnomularzy" stały się dyżurnym tematem prasy, wieców, kazań, a nawet obrad parlamentarnych. Posądzenie o przynależność do loży stało się metodą eliminowania kolejnych osób z życia publicznego. Po śmierci Piłsudskiego o masoństwo oskarżały się wzajemnie rywalizujące o władzę frakcje sanacyjne, skupione wokół prezydenta Ignacego Mościckiego, Edwarda Śmigłego-Rydza oraz Walerego Sławka. W tej atmosferze jeden z piłsudczykowskich posłów ostrzegał premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego, iż "rządzi Polską zakonspirowana mafia", a prezydent Mościcki uznał za konieczne wydanie w 1938 r. dekretu rozwiązującego organizacje wolnomularskie.

Masoni patrioci
Po klęsce wrześniowej w 1939 r. wielu masonów zaangażowało się w działalność konspiracyjną. Na znanych sobie wolnomularzach oparł początkowo strukturę Służby Zwycięstwu Polski (zalążka późniejszej AK) gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski. Potajemne spotkania masonów odbywały się w Warszawie do 1944 r., kiedy przerwał je wybuch powstania. W PRL w konspiracji powstała w stolicy (1961 r.) loża "Kopernik", do której należeli m.in. Jan Józef Lipski oraz Jan Olszewski. Jej istnienie zostało "docenione" przez komunistyczną SB - powołano specjalną komórkę zajmującą się inwigilacją i zwalczaniem wolnomularstwa.
Bernard Singer, głośny publicysta międzywojnia (brat znanego pisarza Issaca Bashevisa Singera) nazwał opowieści o nadzwyczajnych wpływach wolnomularstwa "bajką o żelaznym wilku". Z kolei prestiżowe "Wiadomości Literackie" oceniały, iż rzeczywistość polskiego wolnomularstwa zestawiona z legendami na jego temat jest po prostu rozczarowująca. Fakty te nie przeszkodziły w wykreowaniu demonicznego wizerunku masonerii w Polsce międzywojennej. Analizując liczne publikacje na temat wolnomularstwa w III RP, nietrudno zauważyć, że mity na temat masonów przetrwały nienaruszone przez ostatnie 60 lat.


Wolnomularze znad Wisły
Masoni zaczęli działać w Polsce w pierwszej połowie XVIII wieku. Wielkie triumfy święcili w czasach oświecenia i Księstwa Warszawskiego, kiedy do lóż należeli m.in. król Stanisław August Poniatowski, marszałek Sejmu Wielkiego Stanisław Małachowski, twórca Teatru Narodowego Wojciech Bogusławski czy dowódca legionów gen. Jan Henryk Dąbrowski. Prześladowane pod zaborami wolnomularstwo odrodziło się na ziemiach polskich dopiero w początkach XX stulecia, gdy w Warszawie i Wilnie powstały loże powiązane z masonerią francuską. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ukonstytuowała się niezależna od zagranicy, suwerenna Wielka Loża Narodowa Rytu Szkockiego. Kierowała najbardziej znaczącym w II RP odłamem wolnomularstwa, sprawując zwierzchność nad kilkunastoma lożami prowincjonalnymi w Warszawie, Wilnie, Krakowie, Lwowie, Łodzi i Sosnowcu, skupiającymi kilkuset wolnomularzy. Obok "Szkotów" działali w Polsce międzywojennej nieliczni masoni związani z Wielkim Wschodem Francji, a także Zakon Mieszany Prawo Człowieka (mogły doń należeć kobiety), aktywne były też wolnomularskie obrządki okultystyczne.


Sztuka królewska
Wolnomularstwo powstało w wiekach XVII i XVIII, nawiązując do elitarnych związków budowniczych średniowiecznych katedr. Z czasem stało się domeną ludzi nauki i kultury, traktujących je jako forum swobodnej wymiany myśli. Masoneria głosiła hasła moralnego doskonalenia, filantropii i tolerancji. Propagowana przez masonów postawa akceptacji różnych światopoglądów stała się przyczyną konfliktu z Kościołem katolickim, a głoszona przez loże tolerancja narodowościowa wywoływała ataki ze strony ruchów nacjonalistycznych. Masoneria zawsze deklarowała apolityczność, choć należeli i należą do niej także politycy. Dzieli się na struktury narodowe, ryty (obrządki) oraz zakony. Wolnomularze nazywają się braćmi. Elementami ich stroju są rękawiczki i fartuszek, podkreślające pracę lóż dla dobra ogółu.
Okładka tygodnika WPROST: 42/2002
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 42/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 5
  • Wojtek IP
    Wiele źródeł jednak podaje że Józef Piłsudski był masonem
    • scept IP
      A Kościół to gorsza mafia?
      • zaniepokojony obywatel IP
        autor postawił ołtarzyk szatanskiej masonerii i bije pokłony. Niech uważa by nie skończył jak sanacja w trzydziestym dziewiątym.
        • guardian IP
          masoneria to kościół szatana, ubiera się w dobroczynne szatki miłości i pomocy a ma de facto tylko jeden cel- zniszczenie Kościoła Chrystusa, są mega skuteczni, ten artykuł to również ich \'dzieło\' i to na pewno grzech ciężki.
          • tomlec IP
            Sprawa masonów to trudny temat. Kościół katolicki za przynależność do masonerii nakłada konieczność spowiedzi jak za grzech ciężki.

            Czytaj także