Raj utracony

Raj utracony

Z polskiego systemu podatkowego legalnie wycieka za granicę nawet 3-4 mld dol. rocznie. Rząd chce to ukrócić. Ale czy oprócz wezwania do patriotyzmu podatkowego zaoferuje coś więcej?
Gabinet prezesa jednej z dużych spółek branży budowlanej. Na biurku gazeta ze zdjęciem ministra finansów Jana Rostowskiego, który zapowiada, że utrudni polskim przedsiębiorcom uciekanie z płaceniem podatków na  Cypr i do Luksemburga.

Prezes wzburzony: – Przez kilkanaście lat inwestowałem w firmę każdy zarobiony pieniądz. Nie korzystałem z żadnego wsparcia państwa, a wręcz użerałem się z urzędnikami, by pozwolili mi się rozwijać. Kiedy postanowiłem sprzedać część udziałów firmy, groziło mi, że zapłacę kilkadziesiąt milionów złotych podatku. Miałem zanieść te  pieniądze do skarbówki? O, nie!

Od kilku lat prezes kontroluje firmę za  pośrednictwem spółki zarejestrowanej na Cyprze. Dzięki temu oszczędza parę milionów złotych na podatku dochodowym, wypłaca sobie nieopodatkowane wynagrodzenie i prowadzi inwestycje – także bez podatkowego ryzyka. Wszystko w zgodzie z prawem, jednak sumy, o które bogatsi są właściciele firmy, to zarazem sumy, o które biedniejsze jest państwo. Rząd chce więc renegocjować umowy z Cyprem i Luksemburgiem, by  przestało się opłacać uciekanie z podatkami do tych krajów. Minister finansów najchętniej doprowadziłby do takiej burzy, jaka ponad rok temu przetoczyła się przez Niemcy. Na wieść o tym, że niemiecki fiskus zdobył informacje o obywatelach RFN ukrywających dochody w Liechtensteinie, Szwajcarii i Luksemburgu, kolejki skruszonych podatników zaczęły ustawiać się w urzędach podatkowych. Szansa, że Cypr i Luksemburg pójdą ministrowi Rostowskiemu na rękę, jest jednak niewielka.

– Oba państwa czerpią tak duże dochody z tytułu świadczonych przez ich podmioty usług finansowych i korporacyjnych, że ze strony tamtejszych administracji skarbowych nie należy oczekiwać entuzjazmu – mówi dr Janusz Fiszer, doradca podatkowy i partner w kancelarii prawnej White & Case. A nawet gdyby zgodziły się na zmianę umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, to  i tak nie zmniejszy to ich atrakcyjności podatkowej. Przecież nie  podniosą podatków na życzenie polskiego rządu! A poza tym w Europie nie  brakuje innych przyjaznych podatnikom systemów – jak choćby Malta, Holandia czy Irlandia albo nawet Portugalia z systemem zwolnień podatkowych na Maderze.

Cypryjski akcent na giełdzie

W listopadzie Zygmunt Solorz-Żak ogłosił, że sprzedaje Telewizję Polsat giełdowej spółce Cyfrowy Polsat. On i jego wspólnik Heronim Ruta otrzymają w gotówce 2,6 mld zł (cała transakcja opiewa na 3,75 mld zł). Gdyby Solorz miał interesy zarejestrowane w Polsce, musiałby zapłacić 400-500 mln zł. podatku. Jednak większość akcji Polsatu sprzedaje kontrolowana przez Solorza spółka Karswell, zarejestrowana na Cyprze, gdzie podobne transakcje są praktycznie wolne od podatku.

W akcjonariacie telekomunikacyjnej spółki Multimedia Polska pozycja numer jeden to spółka M2 Investments Limited, zależna od firmy zarejestrowanej w amerykańskim raju podatkowym, czyli w stanie Delaware. Dwaj kolejni akcjonariusze to spółki zarejestrowane na Cyprze, poprzez które członkowie rady nadzorczej Multimedia Polska SA – Ygal Ozechov oraz  Tomasz Ulatowski – kontrolują cały biznes. Ze spółek zarejestrowanych na  Cyprze, gdzie zyski kapitałowe objęte są symbolicznym podatkiem dochodowym, bez przeszkód można przekazywać zyski do Polski na mocy „unijnego paszportu".

Za pośrednictwem cypryjskiej spółki EHT częścią swego biznesu steruje także Józef Wojciechowski, współwłaściciel giełdowego dewelopera J.W. Construction, natomiast Dariusz Miłek, prezes obuwniczego giganta NG2, niedawno część swych akcji powierzył luksemburskiej spółce Luxprofi. Ale i tak płaci w Polsce niemało – w  2009 r. NG2 zasiliła budżet 185 mln zł (podatek od zysku, VAT, cło i  inne).

Mały może więcej

W języku doradców finansowych podatkowe ucieczki za granicę nazywają się elegancko „optymalizacją podatkową". Podatki „optymalizują” sobie coraz mniejsze firmy. – Po kryzysie finansowym koszty utworzenia i  najbezpieczniejszych prawnie rozwiązań antypodatkowych zmalały, czyniąc z międzynarodowej optymalizacji podatkowej narzędzie dostępne dla  większego grona „milionerów” – mówi Michał Tarka, partner firmy prawniczej T Legal.

Takie oszczędności podatkowe można sobie zorganizować już przy dochodach poniżej miliona złotych. Koszt to 95-110 tys. zł, z czego 15-25 tys. zł to stałe opłaty roczne, reszta to  płatność jednorazowa. Od 1,5 mln zł dochodu w Polsce trzeba zapłacić około 285 tys. zł podatku – a więc już w pierwszym roku można tym sposobem oszczędzić ok. 175 tys. zł.

Unijna zasada swobody przepływu kapitału ułatwia wybór kraju, w którym chcemy rozliczać podatki. Liechtenstein, Luksemburg, Szwajcaria, Cypr i Monako konkurują o  podatników z całej Europy. Na przykład w kantonie genewskim milionerzy z  całego świata mogą negocjować wysokość swoich podatków. W zamian za  roczny „abonament", rzędu 100-400 tys. franków, można uzyskać status szwajcarskiego rezydenta podatkowego. Pozostałe wymogi formalne to  pikuś. Należy wynająć mieszkanie, posiadać rachunki za media wystawione na własne nazwisko, wypełnić formalności meldunkowe oraz wynająć lub  kupić samochód. Z takiej oferty korzystali np. mistrz Formuły 1 Michael Schumacher, piosenkarz Phil Collins i tenisista Boris Becker. Między innymi z powodów podatkowych w Szwajcarii zamieszkała najbogatsza Polka Grażyna Kulczyk.

Podatkowi patrioci

– Wszystkie podatki płacę u siebie, w Gdyni – deklarował niedawno na  łamach „Wprost" Ryszard Krauze. Podobnie wypowiada się Zbigniew Jakubas – inwestor giełdowy i właściciel kilku spółek kolejowych. –  Niepłacenie podatków we własnym kraju jest podcinaniem gałęzi, na której wszyscy siedzimy – twierdzi Ryszard Florek, właściciel firmy Fakro z  Nowego Sącza (produkcja okien). – Od tego, ile naszych pieniędzy odprowadzanych w postaci podatków trafi do budżetu naszej ekonomicznej wspólnoty, zależy finansowa wydolność państwa: poziom szkolnictwa, służby zdrowia, infrastruktury, systemu emerytalnego czy bezpieczeństwo publiczne i obronność.

Bycie patriotą podatkowym to jednak ciężka robota. Statystyczny polski przedsiębiorca na sprawy związane z  płaceniem podatków poświęca rocznie prawie dwa tygodnie (325 godzin) –  wynika z raportu Paying Taxes przygotowanego przez firmę doradczą PwC i  Bank Światowy. Tymczasem np. w Luksemburgu podatki zaprzątają głowy biznesmenów przez 59 godzin w roku, a w Irlandii – przez 76.

– Problemem jest uciążliwość polskiego systemu podatkowego, jego częsta zmienność i  nieprzewidywalność, skrajne zbiurokratyzowanie aparatu skarbowego i  anachroniczność w szeregu obszarów – mówi dr Janusz Fiszer. Przykładem jest podatek od czynności cywilnoprawnych pobierany od kapitału spółki. Przed akcesją do Unii Europejskiej jego stawka wynosiła w przybliżeniu 0,1 proc., po akcesji – zupełnie nie wiadomo czemu – podwyższono go do  0,5 proc. Wiele państw zniosło ten podatek – m.in. Cypr i Holandia.

Do tego nasz system nie oferuje żadnych (poza strefami ekonomicznymi) rozwiązań umożliwiających korzystniejsze zasady opodatkowania nowych inwestycji, małych i prężnie rozwijających się firm, mile widzianych nowych gałęzi przemysłu (np. odnawialne źródła energii). Dlatego rzeka legalnie wyciekających z Polski pieniędzy będzie przybierać z roku na  rok. – Straty z tytułu ucieczki kapitału przed opodatkowaniem mogą wynosić nawet 3-4 mld dol. rocznie – mówi Andrzej Malinowski, prezes organizacji Pracodawcy RP.

Płaćcie i płaczcie

W Niemczech firmy i przedsiębiorcy płacący podatki w kraju mogą liczyć na wsparcie rządu w interesach. Gdy latem ubiegłego roku Angela Merkel ruszyła w podróż do Rosji, Chin i Kazachstanu, zmobilizowano aż dwa rządowe airbusy, bo towarzyszyli jej przedstawiciele niemieckich koncernów zainteresowanych kontraktami na Wschodzie – m.in. Siemensa, Volkswagena, BASF, Metra oraz Commerzbanku.

W Polsce takie gesty to  rzadkość. Częściej zdarzają się takie kwiatki jak podczas (niedokończonej) prywatyzacji Enei. Ministerstwo Skarbu w pewnym momencie za najlepszą uznało ofertę Jana Kulczyka. Ludzie z otoczenia miliardera twierdzą jednak, że urzędnicy postanowili go „przeczołgać", dając mu ledwie trzy dni na uzgodnienie szczegółów transakcji wartej 11 mld zł. Pomimo parafowanej już wstępnie umowy do jej finalizacji nie  doszło. Za to niedawno branżę obiegła wiadomość, że do gry o  energetyczną spółkę wrócili Francuzi z EdF. Czy można się dziwić, że  Kulczyk woli płacić podatki w Luksemburgu, Wielkiej Brytanii i  Szwajcarii? Ale z kolei czy polskie państwo winne jest lojalność zagranicznemu rezydentowi podatkowemu?

Okładka tygodnika WPROST: 3/2011
Więcej możesz przeczytać w 3/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Wasylewski   IP
    Wydaje się, że kwota ta jest znacznie wyższa i aby tak było powołano na Urząd Ministra Rostowskiego - inaczej tego wytłumaczyć nie można.