Alfabet Lejba Fogelmana

Alfabet Lejba Fogelmana

Są ludzie, których znają wszyscy. Są i tacy, którzy znają wszystkich, w każdym razie tych, których znać warto. Tak jak Lejb Fogelman, warszawski adwokat, polski Żyd, który po 1968 r. wyemigrował z Polski, a po 1989 do Polski wrócił. Oto alfabet Lejba Znam Wszystkich Fogelmana.
A jak Armstrong Louis

Nigdy go oczywiście nie spotkałem. Ale dziadek jeszcze przed wojną mieszkał w Memphis w stanie Tennessee. Miał tam „dziurę w ścianie", w  której naprawiał buty. No i Armstrong chodził do niego z butami. Z kolei drugi dziadek, który był miliarderem, też zresztą w Memphis, przyjaźnił się z Elvisem Presleyem. Co prawda nie znosił rock and rolla, ale  wspólnie organizowali akcje charytatywne.

B jak Bauman Zygmunt…

Trochę go znam, jest ojcem mojej koleżanki. Jako dzieciak jeździłem z  Anią Bauman na żydowskie obozy. Ale, przykro mi, mam go za łajdaka. Bo  tylko łajdak mógłby publicznie powiedzieć, że mur odgradzający Izrael od  Strefy Gazy jest „próbą prześcignięcia zleceniodawców muru wokół warszawskiego getta". Mur to tragiczna historia, ale nie chodzi przecież o izolację Strefy Gazy. Dzięki niemu można sprawdzać ludzi przekraczających granicę, aby nie wysadzali się potem w izraelskich autobusach i kawiarniach. W samolotach też się przecież ludzi sprawdza. Jak Żyd może to porównać do warszawskiego getta, w którym wymordowano 300 tys. ludzi? Taka relatywizacja Holocaustu jest dzisiaj szczególnie groźna. Widać to było na demonstracji w Warszawie 13 grudnia, gdzie niesiono transparent z napisem „Konzentration Lager Europa”. …i Bush, George W. Zdarzało nam się rozmawiać. Człowiek z Teksasu. Ale żaden z niego prymityw, jak wszyscy uważają. Skończył Yale i Harvard, bardzo inteligentny. Tyle że lubi grać prostaka. O Reaganie też gadano, że  kretyn, a dziś pomniki mu stawiają.

C jak Chyra Andrzej

Przyjaciel. Znalazłoby się kilka anegdot na jego temat, ale nie do  publikacji. 

D jak Dudziak Urszula

Dobra przyjaciółka. Zawsze chciałem ją bliżej poznać, bo znałem jej dawnego przyjaciela Jerzego Kosińskiego. Ale jakoś nigdy nie było okazji. I dopiero kiedy Kosiński umarł, nadarzyła się sposobność.

E jak Edelman

Marek Bywałem w domu Pauli i Mirka Sawickich, z którymi on był zaprzyjaźniony. Tam się spotkaliśmy, ale żałuję, że go poznałem. Chciałbym go czcić jako jednego z największych bohaterów żydowskiego narodu. Dla mnie powstanie w getcie to coś jak współczesna Bar-Kochba albo Masada. I niestety, spodziewałem się biblijnego bohatera, a zobaczyłem żywego człowieka z  ludzkimi wadami. Lepiej oglądać go z daleka, z perspektywy historycznej.

F jak Frydman Robert

Najlepszy przyjaciel, jeszcze z podwórka i potem już na całe życie. Razem wyjeżdżaliśmy z Polski po 1968 r. Wybitny ekonomista. Obecnie rozwala dominującą już od 50 lat teorię racjonalnych oczekiwań. Uważam, że czeka go za to Nagroda Nobla.

G jak Gross Jan

W latach 70. równocześnie robiliśmy na Columbii doktoraty. Dzięki niemu znów jestem w Polsce. Po 1989 r. namówił mnie, bym tu przyjechał, bo  trzeba pomóc zakładać banki dla „Solidarności". Janek jest zamknięty w  sobie, odludek, nie lubi rozgłosu, ubiera się byle jak. Ale ma  niesłychanie mocne poglądy i jeśli trzeba, to potrafi pójść na całego. Wtedy liczy się tylko jego prawda i żadna inna. Jest w tym podobny do  Michnika. Gutowski Gene Produkował filmy Romkowi Polańskiemu. Przyjaciel i niezrównany erotoman. Świetnie maluje. Po jego obrazach widać, że najlepiej się czuje w tym miejscu, gdzie spotykają się uda. Któregoś dnia sikał w publicznej ubikacji i podszedł do niego jakiś gość. „Czy pan Gutowski?” „Tak”. „To ja mam taką nietypową prośbę. Czy mogę panu dotknąć?”. Na to Gene: „Czy pan zwariował?”. „Ależ nie! Ja słyszałem, że to było w Brigitte Bardot, więc bardzo chciałbym tego dotknąć”. Ale Gene się nie zgodził.

H jak Hendrix Jimi

Mój pierwszy dzień w Nowym Jorku. Frydman zabiera mnie do klubu w  Greenwich Village. Napiliśmy się, najaraliśmy. Idziemy do kibla, a tam wpada jakiś Murzyn i wrzeszczy: „Ręce do góry!". Wszyscy więc podnoszą, robiąc sobie na buty. Gość krzyczy: „A teraz dam wam swoje pieniądze!”. Patrzę, a to Hendrix. Podekscytowany mówię coś Frydmanowi. Wskazując na  mnie, Hendrix pyta Roberta, co to za język. Robert tłumaczy, że jestem z  Polski i że to mój pierwszy dzień w Ameryce. Wtedy Hendrix pyta mnie, co  najbardziej mi się podoba. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, więc powiedziałem, że sernik. Bo na górze stał taki ogromny sernik, miał chyba z milion kalorii. Hendrix się obśmiał, a potem, jak wróciłem na  górę, to podszedł do mnie kelner z tym sernikiem. Od kogo to? Od  Jimiego. Rozglądam się i widzę, jak Hendrix do mnie macha.

J jak Jackson Michael

Był klientem mojej firmy. Parę razy go widziałem. Straszny oszołom. Jolie Angelina Jest taka niesamowita pustelnia w Kenii, trzy pokoje wydłubane w grotach skalnych. Strasznie ciężko tam dotrzeć. I kiedyś jak tam pojechaliśmy, Angelina właśnie wyjeżdżała. Zamieniliśmy parę słów, a potem dostałem po  niej pokój. Od tamtej pory opowiadam, że spałem w łóżku Angeliny Jolie. Tyle że jej tam akurat nie było.

K jak Kaczyński

Lech Przyjaciel z dzieciństwa i młodości. Jarka aż tak dobrze nie znałem, ale  z Leszkiem byliśmy kumplami. Robiłem mu zawsze jakieś numery. Na  szkoleniu wojskowym musieliśmy nosić mundury dywizji kościuszkowskiej, które dla Kaczyńskich były za wielkie i płaszczami szorowali po ziemi. Przydeptywałem więc płaszcz Leszka, lekko go popychałem i on robił efektowny pad na ziemię. Robiłem mu też mukę i tak już potem zostało. Gdy był prezydentem, borowcy bardzo się z tego powodu burzyli.

L jak Lityński Jan

Przyjaciel od lat. Świetnie się zna na muzyce i teologii, którą i ja się fascynuję.

M jak Majewski

Szymon Kumpel. Kiedyś parodiował w swoim programie Szewacha Weissa i  Macierewicza. Pierwszy żydłaczył, a drugi na koniec przyznał, że też jest Żydem. Jaja z Macierewicza i tyle. A Szewach się nadął i w prasie nazwał Szymka antysemitą. Szymka, który był u mojej córki z okazji jej bar micwy! Niedługo potem tak się złożyło, że lecieliśmy z Weissem jednym samolotem do Izraela. Zrobiłem mu przy wyjściu z samolotu awanturę, a kiedy ktoś z  obsługi zaczął interweniować, powiedziałem: „Spokojnie, to tylko dwóch Żydów się kłóci. W Izraelu – mają prawo". Macierewicz Antoni Chodziliśmy do liceum i pamiętam, jak biegał za pannami. A jak już były Żydówki, to dosłownie wariował. Po 40 latach uparł się, żeby mnie wkręcić w aferę Orlenu. Spotkaliśmy się na komisji śledczej i udawał, że  się nie znamy.

N jak Netanjahu Beniamin

Kilka razy go widziałem. Gdybym był obywatelem Izraela, głosowałbym na  niego.

O jak Obama Barack

Przyjaźni się z moją bliską kumpelą jeszcze od czasów Harvardu. Jest jednym z nas, absolwentów tej uczelni. Inteligentny gość, ale znacznie bardziej na lewo ode mnie, więc na niego nie głosuję. Gdy mnie pytają o  tę jego charyzmę, to trochę nie wiem, co powiedzieć. Bo on ją najpierw miał, a potem ona się wytarła i dziś jej nie ma. Szczęściarz, bo trafił w czas, gdy Ameryka potrzebowała mesjasza. I ja to rozumiem, bo Żydzi też wyczekują od wieków mesjasza. On był genialnym materiałem na zbawcę, ale musiało nadejść rozczarowanie. Czar minął i okazało się, że Obama to  po prostu polityk. Też cyniczny, skumany z Wall Street, pragmatyk.

P jak Pfeiffer Michelle

Kiedy byłem młodym prawnikiem, pracowałem w jednym pokoju z Davidem Kellym. Zdolny chłopak, pisał na boku scenariusze. Szło mu świetnie i  potem pracował już nad topowymi serialami. Nasze drogi się rozeszły, ja pojechałem do Polski, on do Hollywood. I kiedyś wysłał mi zaproszenie na  ślub. Nie chciało mi się jechać, więc odpisałem, że nie mogę, wciskając jakiś kit. Pewnego dnia on jednak dzwoni i ubolewa, że mnie nie będzie. Bo tyle opowiadał o mnie Michelle i ona bardzo chciała mnie poznać. Zapaliła mi się lampka: „Jaka Michelle?". „No, Pfeiffer”. Ależ ja potem się nakląłem, że taka impreza przeszła mi koło nosa. Potem się poznaliśmy, ale do dziś żałuję tego ślubu. Polański Roman Jest parę anegdot na jego temat, ale nie mogę ich opowiedzieć. Grałem u  niego epizod w „Pianiście”. Zawsze kiedy jestem w Paryżu, chodzimy do  jego ulubionej knajpy L’Avenue. Ma tam swój stolik. Palikot Janusz Dobry znajomy. Ostatnio dyskutowałem o Izraelu z synem jakiegoś oenerowca i puściły mi nerwy, a Janusz uspokajał mnie, mówiąc: „Nie krzycz na niego, my tu, w Polsce mamy inną kulturę polityczną”. Zbaraniałem i powiedziałem mu: „Ty mnie uczysz kultury politycznej? Chyba zwariowałeś”. On jest zawodowy obrazoburca, ale za wysoko na tym nie zajedzie. Co najwyżej ministrem zostanie.

R jak Romney Mitt

Kumpel z Harvardu, próbował kiedyś wciągnąć mnie do pracy w funduszu Bain Capital, którego Romney jest pryncypałem. Byłem u niego na  rozmowie, ale się nie zdecydowałem. On jest mormonem, a ja z wieloma mormonami się przyjaźnię. W prawyborach Partii Republikańskiej będę na  niego głosował. Uważam, że może wygrać z Obamą.

S jak Szyc Borys

Bliski kumpel. Ale to, co byłoby o nim ciekawe, to nie do publikacji. Można powiedzieć, że jestem jego mentorem, chociaż nie zawsze nam się ta  relacja udaje. Soros George Bliski kumpel Romka Frydmana. Ja go nie lubię, bo nie cenię Żydów, którzy odcinają się od żydostwa. Selassje Hajle Przyjechał kiedyś do Polski, więc potrzebne były dzieci, aby wręczyć kwiaty przywódcy narodu etiopskiego. A że moja ciotka znała się z  Ochabową, to mnie przypadła ta fucha. Okazało się, że on był tak samo niski jak ja. Miał mundur jak portier z Bristolu i pieska. Na koniec pogłaskał mnie po głowie. Lata minęły i w 1972 r. byłem na Jamajce. W  Negrilu nie było wtedy jeszcze żadnych budynków, wszędzie tylko wisiały hamaki. Siedzimy ujarani, nawet nie paląc, bo miejscowi palili ogniska z marihuany, wznosząc przy okazji rastafariańskie modły do Hajle Selassie. Powiedziałem im, że znam człowieka. A oni chcieli mnie roznieść jako obrazoburcę. Udało mi się jednak ich przekonać, że to  żadne jaja, tylko naprawdę wręczałem kwiaty Selassie. Nazajutrz z całej okolicy zaczęły się schodzić wycieczki, aby mnie oglądać. Młode dziewczyny gotowe były się oddawać. W końcu musiałem się ewakuować.

V jak Vargas, Mario Llosa

Jak robiłem doktorat na Columbii, często chodziłem na siłownię. Wielka sala, zbieraliśmy się tam w grupie, na przemian ćwiczyliśmy i  dyskutowaliśmy. Vargas co prawda już wykładał, ale też przychodził. Był znany, choć jeszcze nie tak sławny jak dziś. Wspaniały czas, wspaniałe rozmowy. W jak Wysocki Władimir W 1977 r. pojechałem do Moskwy na stypendium Fullbrighta. Przesiadywałem w Bibliotece Lenina, gdzie widywałem Mołotowa piszącego pamiętniki. A na mieście poznałem jazzmana Aloszę Zubowa, który z kolei poznał mnie z  Wysockim. On wtedy się zaszył – nie mógł pić, więc przeszedł na narkotyki. W 60. rocznicę rewolucji byłem w pięknym mieszkaniu Wysockiego nad samą Moskwą, wybuchały fajerwerki i nagle w tym świetle ujrzałem nieprawdopodobnie piękną kobietę. Wkrótce została moją żoną. Mam więc prawo mówić, że to Wysocki nas wyswatał. Kiedyś wychodzimy z  Taganki. Na podwórzu stał ogromny biały mercedes Wysockiego, którego dostał od Mariny Vlady. W oponach nie ma powietrza. On wściekły, a z kąta nagle wychodzi pięciu brodatych w szubach. Wyglądali jak bojarzy. Padają na kolana i mówią, że są poetami z Riazania. Chcieli go w ten sposób zatrzymać, aby usłyszał, jak recytują swoje wiersze. Zrobili prawdziwe czołobicie, głowami po chodniku. Wysocki wnerwiony pompował koła, a każdy z nich po kolei czytał te wiersze i od razu buch na  ziemię. Jak z obrazu Riepina. Wysocki był w Moskwie więcej niż Bogiem. Największym poetą rosyjskim, bardem, aktorem teatralnym i filmowym, dysydentem i jeszcze mężem wielkiej gwiazdy z Zachodu. Co jeszcze mógłby sobie wymarzyć? Wojewódzki Kuba Przyjaciel. Zupełnie inny człowiek niż w telewizji. Aspiruje do bycia intelektualistą, co mi się w nim bardzo podoba. Lubię robić lunche, na  które najczęściej zapraszam Janusza Głowackiego, Krzysia Krauzego, oczywiście Romka Frydmana – o ile jest akurat w Polsce. I tak jak Wojewódzkiego ciężko jest ściągnąć na przyjęcie, to na spotkanie w takim gronie przychodzi zawsze. Bo w tym swoim TV show błaznuje, rozpłaszczając się, a u mnie odzyskuje intelektualny kształt. A intelekt ma nie od parady.

Z jak Zamachowski Zbigniew

„Załatwiłem" mu rolę w „Pianiście”. Pierwotnie miałem grać swoją scenę razem z Lwem Rywinem. Ale Rywin przyszedł na plan spóźniony. Wyjaśnił, że  był na rybach z premierem, coś jeszcze przygadał Gutowskiemu. I to już było dla Polańskiego za dużo. Wygarnął Rywinowi, że jego opalenizna nie  pasuje do roli. Rywin na to, że przecież gra bogatego Żyda. Więc ja mu powiedziałem, że może być gruby, ale nie opalony, bo ludzie w gettcie się nie opalali. I wywalili go z planu, a rolę dostał Zbyszek. Potem Polański wkurzał się na mnie, bo grając ze Zbyszkiem, cały czas doradzałem mu, jak on ma grać. „Pan go nie słucha, on się nie zna” –  wrzeszczał Romek na Zbyszka. Ale jakoś to zagraliśmy. Teraz z  Zamachowskim jesteśmy kumplami. Zappa Frank Mój przyjaciel robił doktorat z muzykologii i był jednym z pierwszych ludzi na świecie, którzy na początku lat 70. tworzyli muzykę elektroniczną. Zappa czasem przyjeżdżał na nasz kampus i oni razem pracowali. Raz przyjechał ze swoim zespołem Mothers of Invention. Mieli zagrać, a wcześniej była impreza. My zrobiliśmy straszną banię. Na  koniec wlazłem na scenę i tam padłem. Potem Mothers of Invention grali, potykając się o mnie. A Zappa w ramach przerywników miał długie monologi, w których snuł jakieś nieprawdopodobne opowieści, wtrącając co  jakiś czas: „Lonia, nic się nie martw”. Ja sobie tymczasem chrapałem. Wysłuchał Rafał Kalukin

Okładka tygodnika WPROST: 51-52/2011
Więcej możesz przeczytać w 51-52/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 6
  • StańczykMazurski IP
    Nie maluczkim oceniać bywalców olimpu... i nie im rozumieć mechanizmy władzy.
    • andrzej IP
      Paremia wiochmena: Co tam Harvard co tam Oxford w każdym z nas jest pan i wszech-lord.
      • andrzej IP
        cd. Oto zasada (anty)moralna
        • Bywalec IP
          Najgorsze jest to, że taki Siwiec z Ungierem traktowali Fogelmana poważnie.. Pogratulować Kwaśniewskimu doradców.
          • kałdyż IP
            Kiepski bufon - wszystkich znał. Adama i Ewę, tych z raju, tyż.