Patrzę pacjentom w oczy

Patrzę pacjentom w oczy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pacjentowi trzeba powiedzieć prawdę: że ma raka i że jest to choroba nieuleczalna. Ale nie wolno chwilę potem dodawać, że zostało mu kilka miesięcy życia – mówi prof. Cezary Szczylik, jeden z najwybitniejszych onkologów w Polsce, przez lata lekarz Krzysztofa Kolbergera.
RENATA KIM: Czy przyzwyczaił się pan już do tego, że pacjenci odchodzą?

PROF. CEZARY SZCZYLIK: I tak, i nie. Śmierć za każdym razem jest śmiercią, ale po ponad 30 latach praktyki przeżywam ją inaczej niż za  pierwszym razem. Teraz już nie jest aż tak wielkim wstrząsem jak za  pierwszym razem, ale nadal mam poczucie bezsilności i chwila, gdy pacjent umiera, jest dla mnie nadal trudna.

Pamięta pan jeszcze tego pierwszego pacjenta?

Pamiętam, to był chory z rakiem trzustki. Kiedy umarł, byłem w szoku, byłem odrętwiały, miałem poczucie porażki. Byłem też wystraszony, czułem się odpowiedzialny za to, co się stało. Tamte emocje do tej pory są we  mnie bardzo żywe.

Ale przecież jako lekarz musiał pan wiedzieć, że szanse wyleczenia pacjenta z rakiem trzustki są minimalne.

Może liczyłem na łut szczęścia? Może miałem nadzieję, że w tym wypadku uda się coś więcej wygrać? Albo chociaż odsunąć moment śmierci pacjenta? Jako młodzi lekarze bardzo często idealizujemy możliwości medycyny i  własne. Jeżeli jeszcze na to się nałoży entuzjazm, który ma większość młodych lekarzy, wówczas śmierć pierwszego pacjenta jest ogromnym przeżyciem. Dla mnie była wstrząsem. Wskazaniem miejsca w szeregu i  nauką pokory. Chociaż pokory uczymy się przy każdym ciężko chorym pacjencie. W Polsce szanse na wyleczenie ma tylko około 30 proc. chorych. Zupełnie inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie te szanse rosną do 50 proc. Dlatego lekarze w Polsce częściej widzą pacjentów z  dużym zaawansowaniem choroby i częściej stawiane im są pytania trudne –  o nieuchronność śmierci, o szanse na zatrzymanie choroby.

Czy zdarza się panu zaprzyjaźnić z pacjentem?

Oczywiście. Najlepszym przykładem jest Krzysztof Kolberger, którego poznałem w trudnych dla niego chwilach. Wcześniej spotykaliśmy się sporadycznie, aż do chwili, gdy trafił do mnie jako pacjent. Spędzaliśmy razem dużo czasu, rozmawiając o tym, jak przebiega choroba, o małych zwycięstwach i porażkach. Te rozmowy były długie, trudne i szczere. I po jakimś czasie okazało się, że jesteśmy sobie bliscy. 

Więcej możesz przeczytać w 51-52/2011 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także