KOALICJA

KOALICJA

Kolejne "wojny na górze" zapobiegają "wojnom na dole"
Kandydat centroprawicy nie wygra walki o fotel prezydencki, jeśli wyborcy ocenią rządy koalicji AWS-UW jako złe i chaotyczne - przestrzega Aleksander Hall, jeden z liderów Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Sukces Mariana Krzaklewskiego, najbardziej prawdopodobnego kandydata centroprawicy na prezydenta, jest więc uzależniony od sukcesu gabinetu Jerzego Buzka i oceny współpracy koalicji. Tymczasem rządzący obóz może przekroczyć granicę wewnętrznych sporów, co przyczyni się do tego, że wybory wygra opozycja. Spory są jednak wpisane w definicję koalicji - gdyby koalicjanci w pełni się zgadzali, należeliby do jednej partii. Ponadto konflikty stanowią rdzeń demokracji - kolejne "wojny na górze" zapobiegają "wojnom na dole". Czy polskie konflikty wpisują się w tradycję rzeczypospolitej szlacheckiej i początków II Rzeczypospolitej i nie są niczym szczególnym na tle tego, co się dzieje w innych krajach współczesnej Europy?

We Włoszech przez kilkadziesiąt ostatnich lat kolejne rządy upadały w zgodzie z cyklem księżyca. Konflikty koalicyjne stały się normą w państwie, którym od 1946 r. rządziło 56 gabinetów. Ceną za otrzymanie kontraktu państwowego było wpłacenie dziesiątej części wartości przetargu na konto partii, której członkiem był decydujący o kontrakcie urzędnik. Dopóki jednak gospodarka się rozwijała, dopóty wyborcy tolerowali nieustanne przesilenia i degrengoladę życia publicznego. Akcja "Czyste ręce" przecięła wprawdzie jawną korupcję, a wyborcy zmietli starą scenę polityczną, ale targi w kolejnych rządach trwają. Na przykład w październiku 1997 r. rząd Romano Prodiego "kupił" głosy komunistów za ustawą budżetową w zamian za zgodę na skrócenie tygodnia pracy. Rok później rząd padł, bo komuniści podnieśli poprzeczkę i postawili żądania nie do spełnienia. Powstały w listopadzie 1998 r. gabinet Massimo D?Alemy zmuszony jest "kupować" - gwarantujące jego rządowi przetrwanie - głosy skrajnej prawicy. Kiedy gabinet stanął w obliczu kryzysu - natychmiast wymyślono wiele nowych stanowisk, by zadowolić polityków prawicy.
W Niemczech panuje zupełnie odmienna tradycja - koalicyjni politycy spierają się w ciszy gabinetów. I tak ostatnio Zieloni, pierwotnie żądający radykalnej podwyżki cen paliw, zgodzili się (w toku koalicyjnych rozmów prowadzonych z socjaldemokratami) na podwyżki jedynie o kilka fenigów za litr. Do największego kompromisu doszło w sprawie likwidacji energetyki jądrowej. Zieloni, od lat domagający się natychmiastowego zamknięcia niemieckich elektrowni jądrowych, podpisali porozumienie zakładające likwidację elektrowni w ciągu 20 lat. Niemieccy politycy wolą wzajemnie szanować swoje interesy i dogadywać się w cztery oczy. Czy Polsce bliżej do realizacji wariantu włoskiego czy niemieckiego?
Na razie przerabiamy "wariant polski" - władzą wymieniają się dwa historyczne, wewnętrznie zróżnicowane obozy. W latach 1990-1993 nie umiejący się jeszcze wczytywać w wyniki badań opinii publicznej politycy "Solidarności" tak zniechęcili wyborców bezustannymi kłótniami, że w rezultacie sami przygotowali oddanie władzy PRL-owskiej lewicy: SLD i PSL. Ta z kolei po czterech latach przegrała wybory, gdyż zwalczała się niemal równie zaciekle. Na kłótniach gorzej jednak wyszło PSL, które występowało w roli partii bardziej agresywnej i łapczywej na "konfitury".
- Tolerancja dla "iskrzenia" między politykami nie jest w Polsce duża. Bardzo szybko ludzie odczuwają zniecierpliwienie. Koalicja musi więc zachować równowagę, choć jest to jak stąpanie po linie - podkreśla dr Mirosława Grabowska z Instytutu Studiów Politycznych PAN. "Odradzają się struktury, które kiedyś nazywały się PZPR. To nie premier Buzek podejmuje decyzje zasadnicze dla funkcjonowania państwa. To robi biuro polityczne z Marianem Krzaklewskim na czele" - grzmiał na ostatnim posiedzeniu władz UW Władysław Frasyniuk. "Jak im się nie podoba, niech idą do SLD" - mówił wcześniej poseł AWS Andrzej Szkaradek.
Gdzie przebiega granica, po której przekroczeniu cała koalicja może stracić poparcie społeczne? Leszek Balcerowicz, wicepremier i minister finansów, forsował zmianę podatków, której nie chcieli zaakceptować politycy AWS. O wiele długości prześcignęli go jednak ministrowie akcji, wbrew rządowi głosujący za zwiększeniem kompetencji Prokuratorii Generalnej, co może wstrzymać prywatyzację. W najbliższych tygodniach kolejna batalia rozegra się wokół forsowanego przez część AWS projektu powszechnego uwłaszczenia. Zdaniem unitów, jest to pomysł równie realny, jak lansowana przed laty przez Lecha Wałęsę idea rozdania wszystkim po 100 mln zł. Następna odsłona sporów szykowana jest przy okazji negocjacji nad reformą podatkową.
- Inne są struktury elektoratów Unii Wolności i AWS. Konflikt interesów jest więc oczywisty - twierdzi Jan Maria Jackowski, poseł AWS. - Konflikt jest nieunikniony, bo posłowie AWS przywiązali się do trzech zaklęć: polityka prorodzinna, powszechne uwłaszczenie, Prokuratoria Generalna. Tymczasem te zaklęcia są ważne jedynie dla cząstki ich elektoratu - ripostuje poseł Unii Wolności Paweł Piskorski, a sekretarz generalny UW Mirosław Czech zarzuca politykom akcji, że poddają się żądaniom grup nacisku, zamiast tłumaczyć, iż czasem dla przyszłych korzyści trzeba zrezygnować z niektórych roszczeń.
Przyczyną zaostrzania się konfliktów jest często podział sił i brak mechanizmów uzgadniania wspólnych decyzji między rządem, AWS i UW. Przy okazji każdego koalicyjnego sporu wraca zarzut, że pozycja premiera Jerzego Buzka jest słaba, a decyzje są podejmowane poza rządem - w gronie Mariana Krzaklewskiego. "Ważne decyzje polityczne są podejmowane z ťtylnego siedzeniaŤ" - stwiedził na ostatnim posiedzeniu Rady Krajowej UW Leszek Balcerowicz, dodając, że godzący się na rolę wypełniających takie dyspozycje "źle służą państwu". - Pozbawionemu zaplecza politycznego premierowi przypadła rola mediatora, nie decydenta. Sytuacja byłaby inna, gdyby odpowiedzialność za rząd wziął Krzaklewski - powtarza Mirosław Czech. Natomiast Mirosława Grabowska uważa, że pozostawanie Krzaklewskiego poza układem rządowym być może wydłuża proces decyzyjny, ale lider akcji nie mógł objąć funkcji premiera, będąc odpowiedzialnym za spójność AWS. - Gdyby został premierem, AWS mogłaby przestać istnieć. A bez zaplecza politycznego nie ma rządu - podkreśla.
Zaplecze polityczne to zakres wpływów - również w gospodarce. W koalicji trwa spór wokół wakatu na stanowisku szefa Nafty Polskiej oraz zmian w zarządzie KGHM Polska Miedź. Według kuluarowych wiadomości, narasta też konflikt między popieranym przez Unię Wolności prezesem a oddelegowanym przez AWS wiceprezesem Telekomunikacji Polskiej SA. Politycy UW coraz głośniej zarzucają koalicjantowi, że mianowani przez ministra zdrowia (z AWS) szefowie regionalnych kas chorych zostali wybrani według klucza partyjnego, nie zaś kompetencyjnego. - W odpowiedzi na taki argument słyszymy: kasy są w gestii Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej. Oddajcie nam część podległych ministrowi finansów izb skarbowych i urzędów kontroli skarbowej, to podyskutujemy - twierdzi polityk UW.
Przesilenie ostatnich dni zaowocowało wreszcie propozycją porozumienia. Po raz pierwszy od dawna wyszła ona z szeregów AWS. - Teraz akcja głosi, że trzeba załatwiać sprawy w ciszy gabinetów. Ale wcześniej nikt nas nie słuchał. Dyskusja nabiera tempa dopiero wtedy, gdy się zwrócimy do opinii publicznej - skarży się Andrzej Potocki, rzecznik Klubu Parlamentarnego UW. - Czasami różnice zdań pojawiają się podczas prac w Sejmie i nie ma w tym nic złego, bo każdą ustawę można znowelizować - uspokaja Kazimierz Janiak, poseł AWS. Podkreśla, że unici byli o większości zamiarów akcji informowani.

START i META
Prof. Lena Kolarska-Bobińska, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych: - W 1994 r. społeczeństwo nie otrząsnęło się jeszcze z szoku spowodowanego przemianami. Konflikty polityczne i zmiany wywoływały niepokój przed destabilizacją. Dziś ludzie wiedzą, że kolejne zawirowania nie szkodzą bezpośrednio ich interesom i nie powodują katastrofy państwa. Przestaliśmy też przywiązywać nadmierną wagę do konfliktów między koalicjantami. Stały się one polityczną codziennością. Współpraca SLD i PSL była źle oceniana na starcie, ponieważ ludzie zauważali wiele programowych różnic między tymi ugrupowaniami. Niejasna była również umowa koalicyjna, nie wiedziano, na jakich zasadach ma się rozwijać współpraca. Spójność obecnej rządzącej koalicji była na początku znacznie lepiej oceniana. AWS i UW postrzegano jako partie zbliżone programowo, a ich współpraca zaczęła się od długich negocjacji nad jawną umową koalicyjną. Po roku sprawowania władzy oceny współpracy między AWS i UW zasadniczo się pogorszyły. Realne konflikty i napięcia nie pozostają nie zauważone przez wyborców trzeźwo oceniających sytuację. Mogą one wywołać pewien niepokój, ponieważ dzieją się w okresie wprowadzania zasadniczych zmian dotykających osobiście wiele osób.

Tymczasem część unitów sądzi, że skoro budżet jest już uchwalony i nie ma wielkiego zagrożenia dla państwa, to nadszedł dobry moment, by wyjść z koalicji i dać AWS porządzić w układzie mniejszościowym. - Nie jest to grupa dominująca, ale właśnie ona wywołuje co jakiś czas antyawuesowską histerię - zauważa wysoki działacz unii. O tym, że niektórzy działacze UW marzą o historycznym przymierzu z SLD, mówił też niedawno Marian Krzaklewski. - Gdyby dziś doszło do zerwania koalicji, unii pozostanie tylko przymierze z SLD. Nie ma już alternatywy - przestrzega Paweł Piskorski. Ponadto - chłodzą nastroje pragmatycy unii - nowe wybory, być może nawet przyspieszone w wyniku konfliktów wokół lustracji, wymuszą zmianę ordynacji, a ta byłaby korzystna tylko dla dużych formacji - AWS i SLD. Przed rozpadem koalicji będzie się również bronić AWS, gdyż rządzenie w gabinecie mniejszościowym niechybnie zakończyłoby się dla niej polityczną klęską i to w przeddzień wyborów prezydenckich. Największym zagrożeniem dla koalicji nie jest jej rozpad, lecz trwanie w pogłębiającym się paraliżu, uniemożliwiającym dalsze reformowanie kraju. To zaś oznaczałoby realizację wariantu włoskiego lub - jak kto woli - powielenie fatalnej tradycji rzeczypospolitej szlacheckiej. No i oddanie władzy w następnych wyborach na wiele lat w ręce SLD.

Okładka tygodnika WPROST: 4/1999
Więcej możesz przeczytać w 4/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0