Wierna rzeka

Wierna rzeka

Rozmowa z EDYTĄ GEPPERT
Monika Paluszkiewicz: - Repertuar dobiera pani bardzo starannie. Teksty pisały dla pani największe sławy: Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski, Jeremi Przybora, Magda Czapińska, Jerzy Ficowski. Śpiewa pani piosenki ze słowami Marka Grechuty, Jana Wołka?
Edyta Geppert: - Dodałabym bardzo mi bliskiego w widzeniu i odczuwania świata Marka Dagnana. Rzeczywiście, miałam i mam to szczęście, że piszą dla mnie i ofiarowują mi swoje teksty najbardziej znani i uznani. Zdarza mi się jednak również współpracować z autorami zupełnie nieznanymi, którzy napisali dotychczas tylko jeden tekst, ten zaś mi się spodobał.
- Czy na polskim rynku muzycznym jest dziś miejsce dla indywidualności?
- Rynek muzyczny w naszym kraju zdominowany został przez wielkie wytwórnie. To one działają w imieniu wykonawców, decydują o ich wizerunku w mediach. Dotyczy to zwłaszcza ludzi stojących na początku artystycznej drogi. Debiutant zazwyczaj zgadza się na postawione mu warunki, bo chce w ogóle zaistnieć. Chce być choć przez chwilę zauważony. Niestety, jest to najczęściej początek końca. Natomiast indywidualność stawia warunki, ośmiela się wymagać, a to nie jest mile widziane, bo zmusza do rezygnowania z działań stereotypowych. Pamiętajmy, że żyjemy w kraju, w którym w minionych latach wszelka indywidualność była tępiona ze względów ideologicznych. Skąd więc dziś brać opiekunów i poszukiwaczy indywidualności?
- Aby osiągnąć sukces komercyjny, wielu artystów schlebia popularnym gustom. Wokaliści jazzowi nagrywają na przykład płyty popowe. Pani pozostała wierna jednemu nurtowi.
- Pozostałam wierna sobie. Za najbardziej niebezpieczne w sztuce uważam pogoń za modą, chęć przypodobania się za wszelką cenę, a przecież nic nie starzeje się szybciej niż moda. Dlatego śpiewam to, co lubię, i tak, jak lubię. W życiu prywatnym jestem osobą bardzo nieśmiałą - to też jest dziś niemodne. Śpiewanie piosenek to mój sposób na kontaktowanie się z innymi ludźmi. Tylko w ten sposób potrafię głośno i publicznie powiedzieć, co mnie boli, co wzrusza, co bawi. To przecież nie ma nic wspólnego z gatunkiem muzycznym towarzyszącym tekstowi. Dla mnie najważniejszy jest tekst - muzyka jest wyłącznie jego dopełnieniem.
- Nie uczestniczy pani w festiwalach, których transmisje telewizyjne mają jeden z najwyższych wskaźników oglądalności. Wypromować "nazwisko" są w stanie na przykład kolorowe pisma kobiece, rzadko udziela pani również wywiadów poważnym mediom.
- To mój świadomy wybór. Wydaje mi się, że pewne proporcje zostały zachwiane. O wartości artysty powinny mówić jego dokonania bądź publiczność, a nie on sam. Żenuje mnie publiczne mówienie o sobie dobrze, a mówić źle nie mam powodu. Przyznaję, że kontakt z mediami jest przypisany do zawodu, który uprawiam. Nie uważam jednak, by był jego istotą.
- Dziś popularność zdobywają rzesze wokalistek zatrudniających specjalistów od kształtowania wizerunku. Mimo to nie potrafią wypracować indywidualnego stylu.
- Bo styl to człowiek. Nikt przecież na dłuższą metę nie czuje się dobrze w obcej skórze. Człowiek, któremu zaufałam i ufam do dziś, już w czasie zajęć w szkole muzycznej - około roku 1980 - twierdził z uporem, że na estradzie powinnam być taka, jaka jestem w życiu, bo właśnie to mam ludziom do zaoferowania. Pozostali doradcy, fachowcy i specjaliści z tzw. branży chcieli mnie na siłę zmieniać.
- Na początku swojej kariery przebywała pani na stypendium we Francji, gdzie uczyła się pani tańca i śpiewu.
- Na zajęciach wokalno-interpretacyjnych w prywatnej, najbardziej wtedy znanej szkółce paryskiej byłam tylko raz. Wzbudziłam taką sensację, że profesorowie zaczęli mnie pytać, jak postrzegam ten czy inny problem związany z wykonywaniem piosenki. Ta zamiana ról mi nie odpowiadała. Za lekcje musiałam przecież płacić sama, ze swojego skromnego stypendium. Natomiast z wielkim zapałem chodziłam na zajęcia taneczno-ruchowe do słynnego Paris Centre, prowadzonego przez wybitnych pedagogów z całego świata, m.in. z Broadwayu. Nie do końca okazały się przydatne w mojej późniejszej pracy, ale były fascynujące.
- Czy można dziś mówić o rynku piosenki poetyckiej?
- Nie wiem. Ja nie śpiewam piosenek poetyckich. Śpiewam po prostu piosenki. Tyle że dobrze napisane po polsku. I otrzymuję wiele dowodów na to, że są bliskie nie tylko mnie.

Edyta Geppert w maju 1983 r. otrzymała dyplom na Wydziale Piosenki Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. W marcu 1984 r. wokalistka zdobyła pierwszą nagrodę na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, a zaledwie trzy miesiące później wywalczyła Grand Prix XXI Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Artystka zdobyła również uznanie jurorów takich przeglądów, jak Ogólnopolskie Targi Estradowe OSET w Rzeszowie (1985 r., pierwsza nagroda), Międzynarodowy Festiwal Piosenki "La Valetta" na Malcie (1985 r., Grand Prix i nagroda FIDOF ), Międzynarodowy Festiwal Piosenki "Bratysławska Lira" (1985 r., Grand Prix), XXIII Festiwal Piosenki w Opolu (1986 r., Grand Prix). Edyta Geppert dwukrotnie (1987 r. i 1988 r.) otrzymała Wiktora - nagrodę dla najpopularniejszej i najbardziej cenionej osobowości telewizyjnej. Narodziny syna Mieczysława w sierpniu 1988 r. na dwa lata przerwały jej artystyczną działalność. Powróciła na estradę we wrześniu 1990 r., od razu zdobywając nagrodę dziennikarzy na Holland Casino Scheveningen Festival. W czerwcu 1995 r. Edyta Geppert po raz trzeci - jedyna wśród polskich artystów - zdobyła Grand Prix XXXII Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu za wykonanie piosenki "Idź swoją drogą" (słowa: Jonasz Kofta, muzyka: Edward Dębicki). W tym roku Edyta Geppert obchodzi piętnastolecie działalności artystycznej. Z tej okazji 22 stycznia w warszawskim Teatrze Studio Buffo odbyła się premiera najnowszego recitalu. Nagranie zarejestrowane na jubileuszowym albumie ma się ukazać 8 marca 1999 r. Ważniejsze albumy: "Edyta Geppert - recital live z Teatru Stu" (1986 r.), "Och, życie kocham cię nad życie" (1986 r.), "Historie prawdziwe" (1991 r.), "Follow the Call" (1992 r.), "Śpiewajmy" (1994 r.), "Pytania do księżyca" (1997 r.), "Pamiętnik, czyli kocham cię nad życie" (1998 r.) i "Debiut" (8 marca 1999 r.). 
Okładka tygodnika WPROST: 9/1999
Więcej możesz przeczytać w 9/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także