Drugi plan Balcerowicza

Drugi plan Balcerowicza

Jeżeli w ciągu najbliższych kilku lat nie stworzymy 3-4 milionów nowych miejsc pracy w celu "zagospodarowania" wyżu demograficznego i zlikwidowania ukrytego bezrobocia na wsi, to zdetonowana zostanie bomba, która może zniszczyć dotychczasowe efekty transformacji polskiej gospodarki
Kierowane przez Leszka Balcerowicza Ministerstwo Finansów po raz kolejny usiłuje wystąpić w roli sapera.

Pod koniec 1998 r. było w Polsce zarejestrowanych 1,8 mln bezrobotnych, w tym 0,8 mln osób na terenach wiejskich; szacuje się jednak, że na tych obszarach ukryte bezrobocie to kolejne 0,9 mln osób. Do 2010 r. na rynku pracy będzie się pojawiać 500-600 tys. młodych ludzi rocznie. Ze wstępnych szacunków wynika, że utrzymanie liczby bezrobotnych na obecnym poziomie i likwidacja ukrytego bezrobocia wymaga stworzenia ok. 3 mln nowych miejsc pracy. Celem polityki gospodarczej jest wszakże zmniejszenie liczby bezrobotnych. Aby to osiągnąć, trzeba stworzyć kolejny milion stanowisk. Wymaga to jednak wprowadzenia wielu zmian w funkcjonowaniu rynku pracy, m.in. ograniczenia roli płacy minimalnej, zdecentralizowania negocjacji płacowych, redukcji kosztów ubezpieczeń społecznych, zaostrzenia warunków wypłacania zasiłków chorobowych.
Badania potwierdzają, że efektywność inwestowania w sektorze prywatnym jest o jedną czwartą większa niż w sektorze państwowym. Mimo to prywatyzacja wielu przedsiębiorstw odkładana jest na skutek politycznych nacisków. Czy w tej sytuacji uda się ministrowi finansów zrealizować plan zakładający, że w 2005 r. 90 proc. PKB pochodzić będzie z sektora prywatnego?
Podstawową kwestią jest odpowiedź na pytanie: czy przepaść gospodarczą i cywilizacyjną między Polską a Europą Zachodnią zasypywać chcemy przez lata, czy też przez wiele dziesięcioleci? Obecnie wartość PKB przypadającego na każdego Polaka, mierzona parytetem siły nabywczej pieniądza, stanowi zaledwie 35-40 proc. średniego wskaźnika w państwach Unii Europejskiej. Wielu polityków w obawie przed reakcją wyborców boi się stwierdzić publicznie, że jesteśmy biednym społeczeństwem, a państwa nie stać na powielanie fikcji "socjalnej gospodarki rynkowej". Z kolei próby poprawy sytuacji najuboższych poprzez zwiększanie redystrybucji dochodów i wydatków budżetowych prowadzą jedynie do dalszego "dzielenia biedy" i odraczania rozwiązywania najważniejszych problemów.
Ministerstwo Finansów opracowało trzy warianty dalszego rozwoju kraju do roku 2010. - Każdego rozsądnego polityka i ekonomistę cieszy fakt, że minister finansów myśli perspektywicznie - komentuje Grzegorz Kołodko, były minister finansów. - Założenia Balcerowicza trudno jednak nazwać planem bądź programem, to raczej trzy scenariusze rozwoju gospodarczego.
W tzw. wariancie ostrzegawczym produkt krajowy brutto zwiększałby się o 3-4 proc. rocznie. W wariancie pasywnym PKB przyrastałby co roku o 4-5 proc., zaś w aktywnym - o 7-8 proc. Tylko ten ostatni wariant daje szansę na skuteczną pogoń za krajami UE (zakładając, że tempo wzrostu będzie tam wynosić 2 proc. rocznie), a i tak może nam to zająć prawie 30 lat. Przyjęcie aktywnego wariantu rozwoju gospodarczego oznacza zmniejszenie wydatków z budżetu na cele konsumpcyjne, a zwiększenie finansowania takich funkcji państwa, jak obronność, bezpieczeństwo, edukacja, nauka, rozwój infrastruktury.
Czy jednak możliwe jest wprowadzenie wariantu aktywnego w chwili, gdy zdecydowanie spadło w Polsce tempo wzrostu gospodarczego? - Warunki, w jakich funkcjonuje polska gospodarka, stworzone dzięki reformom rynkowym, dają szansę szybkiego powrotu na ścieżkę wzrostu - uważa Grzegorz Wójtowicz, członek Rady Polityki Pieniężnej. Jego zdaniem, można oczekiwać, że w najbliższych latach polska gospodarka będzie się rozwijała w tempie 5-6 proc. rocznie. - Scenariusze przedstawione przez Ministerstwo Finansów odpowiadają na podstawowe wyzwanie przyszłości, jakim jest wyż demograficzny i związane z nim zmiany na rynku pracy - przyznaje Janusz Lewandowski, były minister przekształceń własnościowych. Stwierdza on jednak, że wariant aktywny, prowadzący do spadku bezrobocia i ograniczenia deficytu budżetowego, pozostanie na papierze, jeżeli nie dojdzie do politycznego konsensusu między Unią Wolności a Akcją Wyborczą Solidarność.
W ogóle warunkiem powodzenia przedsięwzięcia jest społeczna akceptacja nowego planu ministra finansów. W znacznym stopniu odpowiedź na pytanie, jak szybko będzie się rozwijała nasza gospodarka w najbliższych latach, zależy od tego, czy większość Polaków uwierzy w retorykę rozlicznych "przyjaciół ludu" z lewej i prawej strony sceny politycznej, czy też zechce i odważy się spojrzeć prawdzie w oczy.

Okładka tygodnika WPROST: 17/1999
Więcej możesz przeczytać w 17/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • hf IP
    I jak ocenić to po dziesięciu latach? Udało się?

    Czytaj także