Pierwsza dama tańczy sama

Pierwsza dama tańczy sama

Jolanta Kwaśniewska zerwała współpracę z feministkami. Z powodu urażonej dumy pierwszej damy, ale przede wszystkim, żeby nie firmować krytyki męża. Z Kongresu Kobiet wkrótce odejdzie też Henryka Krzywonos – dowiedział się „Wprost”. Czy najważniejszą kobiecą inicjatywę na polskiej scenie politycznej czeka kryzys?

Odejście najpopularniejszej współzałożycielki Kongresu, która dla wielu była jego twarzą, może oznaczać dla tej organizacji poważny kłopot. W decydującą fazę wchodzą przygotowania do V Kongresu Kobiet, który odbędzie się w czerwcu. W dodatku na scenie politycznej wyrósł ostatnio feministkom konkurent – tworzony przez Katarzynę Piekarską Sejmik Kobiet Lewicy. Jak ustalił „Wprost”, decyzję o rozstaniu z Kongresem podjęła już też legendarna działaczka „Solidarności” Henryka Krzywonos. – Ja również napiszę list. Jestem chora, nie mam czasu na spotkania w Warszawie. Na samolot mnie nie stać, a kilkugodzinne podróże pociągiem tylko po to, by uczestniczyć w 40-minutowym spotkaniu, są zbyt uciążliwe – tłumaczy. Nie ukrywa jednak, że jej decyzja ma także podłoże ideowe. – Z Kongresem mi już coraz bardziej nie po drodze – przyznaje Krzywonos.

Szczere rozmowy

Jak mówią nasze rozmówczynie z Kongresu Kobiet, rozstanie Kwaśniewskiej z ruchem dojrzewało od ponad dwóch lat. Pierwsza dama nie pojawiała się na kolejnych imprezach, nie angażowała się w działalność ruchu. Choć powierzono jej posadę szefowej dyplomacji w utworzonym przez Kongres gabinecie cieni (jest to „alternatywny rząd”, w którego skład wchodzą wyłącznie kobiety), w praktyce nie brała udziału w jego pracach. – Od jakiegoś czasu czułam pewien dystans, na ostatnim kongresie w ogóle się nie pojawiła – zauważa Danuta Waniek, ministra obrony w kongresowym gabinecie cieni. Także Magdalena Środa, szefowa Rady Programowej Kongresu, przyznaje, że szefowej fundacji Porozumienie bez Barier trudno było od jakiegoś czasu znaleźć czas na działalność w ruchu kobiecym. – Praktycznie nie brała udziału w posiedzeniach naszego gabinetu cieni, w którym była ministrem spraw zagranicznych. Dlatego same uznałyśmy za stosowne zapytać ją, czy chce w nim nadal zasiadać – dodaje Środa.

Misji wyjaśnienia sprawy podjęła się Barbara Labuda, która byłą pierwszą damę zna jeszcze z czasów swojej pracy w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego. Miesiąc temu osobiście poszła do warszawskiej siedziby fundacji Kwaśniewskiej, obie panie odbyły długą, szczerą rozmowę.– To była dobra, przyjazna rozmowa. Jola powiedziała, że odchodzi i napisze w tej sprawie list. Uważam zresztą, że to bardzo dobra forma – ocenia Labuda.

Kilkanaście dni później Kwaśniewska spotkała prof. Środę na wręczeniu przez Fundację im. Izabeli Jarugi-Nowackiej nagrody Okulary Równości. Powiedziała jej o swojej decyzji, choć sprawa nie przeciekła do mediów. Listu Kwaśniewskiej (z końca lutego) działaczki Kongresu długo nie nagłaśniały. „Z uwagi na wyzwania stojące przed prowadzoną przeze mnie fundacją postanowiłam wycofać się z aktywności w ramach Kongresu” – napisała Kwaśniewska. Dopiero gdy sprawa przedostała się do mediów, na list odpowiedziała Rada Programowa Kongresu. „Jesteśmy wzruszone i przejęte. Prosimy, zostań z nami i jeśli tylko czas pozwoli, dołącz do nas. Czekamy” – odpisały w imieniu władz ruchu prof. Magdalena Środa, Danuta Hübner i Henryka Bochniarz.

Nie da się bowiem ukryć, że odejście Jolanty Kwaśniewskiej to dla Kongresu wizerunkowy problem. Dla wielu kobiet była magnesem. – Miała swoje fanki, wiele pań przyjeżdżało w znacznej mierze po to, żeby ją spotkać. Dlatego ja na jej miejscu chyba bym się zastanowiła, czy mogę je zawieść. I nie rezygnowałabym – mówi Danuta Waniek.

Powód pierwszy: urażona duma damy

Co zraziło Jolantę Kwaśniewską do Kongresu Kobiet? – Być może Jolancie, przyzwyczajonej do dyplomatycznego protokołu byłej pierwszej damie, trudno się było odnaleźć w tak egalitarnej strukturze, jaką jest Kongres – zastanawia się Waniek. – Panuje tu siostrzana atmosfera, każdy jest równy – podkreśla.

Ale ludzie z otoczenia Jolanty Kwaśniewskiej mówią więcej. Wspominają, że w czerwcu 2011 r. była prezydentowa jeszcze uczestniczyła w Kongresie, ale poczuła, że przestała być już jego liderką. Wcześniej zadzwoniła do jej fundacji szeregowa pracownica biura Kongresu z pytaniem, czy prezydentowa wzięłaby udział w jednym z paneli. – Nawet nie o to, czy go poprowadzi! – mówi nasza informatorka. Czarę goryczy przelało potraktowanie pierwszej damy już podczas samych obrad. – Na sali czekało na nią krzesło chyba w piątym rzędzie, żadnego błysku fleszy. Była przekonana, że koleżanki jakoś szczególnie ją uhonorują, tymczasem nawet nie powitano jej imiennie ze sceny – dodaje osoba z otoczenia Kwaśniewskich. To punkt zwrotny w relacjach Kwaśniewskiej z paniami z Kongresu. – Ona ciągle mentalnie czuje się pierwszą damą. Chciała być twarzą inicjatywy, a okazało się, że jest jedną z wielu. Miała ogromne pretensje, że to Danucie Hübner, a nie jej zaproponowano funkcję premierki w gabinecie cieni – ocenia jedna z działaczek Kongresu.

– Zasadą Kongresu jest to, że wszystkie traktujemy się jednakowo. Nikomu nie składamy hołdów, mówimy do siebie po imieniu, niezależnie od tego, czy któraś jest lub była ministrą, czy nauczycielką – ripostuje Dorota Warakomska, rzeczniczka Kongresu Kobiet. – Być może ktoś z otoczenia pani prezydentowej to nasze równościowe podejście odebrał jako nietakt. O żadnym zamierzonym afroncie z całą pewnością jednak nie może być mowy! – dodaje. Podkreśla też, że wypowiada się czysto teoretycznie. – Bo nie kojarzę nawet sytuacji, w której mogłoby do czegoś takiego dojść – podkreśla. Z kolei Henryka Krzywonos deklaruje, że doskonale rozumie decyzję Kwaśniewskiej. – Jola jest jedną z założycielek Kongresu, to ona zrobiła największą robotę na pierwszym kongresie. Nie powinno być tak, że „murzyn zrobi swoje, murzyn może odejść” – dodaje.

Powód drugi: feministka z papamobilu

Nieoficjalnie wiadomo, że Jolancie Kwaśniewskiej coraz bardziej nie podobała się ewolucja ideowa Kongresu. W jego imieniu coraz częściej wypowiadały się radykalne (jak na polskie warunki) feministki: prof. Magdalena Środa i Kazimiera Szczuka. A część zaangażowanych działaczek (m.in. Agnieszka Graff) chciała, by ruch poszedł jeszcze bardziej na lewo. Tymczasem Kwaśniewska zawsze starała się prezentować jako osoba o umiarkowanych poglądach. W czasach prezydentury męża wielokrotnie deklarowała nawet swój katolicyzm, co wizerunkowo stanowiło swoistą przeciwwagę dla lewicowości Aleksandra Kwaśniewskiego. – W 2002 r. Jan Paweł II zaprosił ją nawet do papamobilu, co nie spotkało żadnej innej pierwszej damy. Trudno z takiego pojazdu przesiąść się do wozu z napisem „radykalny feminizm” – ironizuje jeden z polityków lewicy.

Także Danuta Waniek nie wyklucza, że była prezydentowa nie do końca się odnajdywała w środowisku działaczek kobiecych. – Dla większości z nas ruch feministyczny to coś więcej niż polityczna działalność. To część tożsamości, pewien sposób postrzegania rzeczywistości. Być może pani Jolanta nie do końca zdawała sobie z tego sprawę – ocenia Waniek. Jej zdaniem Kwaśniewskiej mógł się nie podobać zbytni radykalizm niektórych działaczek. – Zdobyła olbrzymią popularność za prezydentury męża, ale sama nigdy nie deklarowała, że jest feministką – dodaje.

Powód trzeci: w imię męża

Czarę goryczy przelała jednak krytyka, jaką działaczki Kongresu Kobiet zaserwowały Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, gdy ten zgodził się być patronem nowej politycznej inicjatywy Europa Plus. Centrolewicowa formacja tworzona przez Janusza Palikota i Marka Siwca liczyła na to, że kongresowe działaczki ją poprą. Tymczasem plany te pokrzyżował atak Palikota na Wandę Nowicką, który najpierw bezskutecznie próbował ją pozbawić fotela wicemarszałkini Sejmu, a później jej zachowanie nazwał „politycznym kurewstwem”. To wywołało wściekłość feministek. Profesor Środa nazwała nawet nową formację Kwaśniewskiego „arką męskiego przymierza dla nieco zmęczonych politycznych wyjadaczy, którzy chcą pokazać światu, że stać ich jeszcze na europejskie pensje”. Parafrazowała też nazwę ugrupowania na Europę Minus. I sugerowała, że Aleksander Kwaśniewski zmarnował szansę na zorganizowanie na politycznej scenie „czegoś poważnego”. „Skończy się przeprowadzką do Brukseli lewicowych oldbojów” – skwitowała.

– Być może prezydentowa chciała uprzedzić potencjalny konflikt interesów, który mógłby nastąpić, gdyby inicjatywa jej męża głosiła postulaty sprzeczne z naszymi założeniami – zastanawia się Dorota Warakomska, rzeczniczka Kongresu.

– Kwaśniewska nie mogła znieść sytuacji, w której jej koleżanki z Kongresu wyśmiewały się z pomysłów jej męża – przyznaje nasz informator. Jego zdaniem pierwsza dama na niewiele rzeczy reaguje tak nerwowo jak na krytykę byłego prezydenta.

Dowód? Kiedy w połowie marca SLD organizował Sejmik Kobiet Lewicy, Kwaśniewska miała na nim wystąpić. Przyjęła nawet zaproszenie, zapewniała, że inicjatywę poprze. Nagle jednak wycofała się z udziału w imprezie. – Nie ukrywała, że powód był jeden: ostre wypowiedzi sekretarza generalnego SLD Krzysztofa Gawkowskiego, który zarzucił Aleksandrowi Kwaśniewskiemu „stosowanie emocjonalnego szantażu”.

Pojawiły się nawet spekulacje, że być może Kwaśniewska sama zaangażuje się teraz w tworzony przez męża ruch Europa Plus. Zdaniem osób z jej otoczenia to jednak mało prawdopodobne. – W przeszłości miała już od SLD propozycję startu w wyborach do Senatu lub do Sejmu z pierwszego miejsca w Warszawie – mówi nasz informator. Nie skorzystała. Nigdy też nic nie wyszło z powracających jak bumerang pomysłów na to, by startować w wyścigu o fotel prezydencki. Józef Oleksy, były premier, przypuszcza, że i tym razem będzie podobnie.

– Dlatego myślę, że jej odejście z Kongresu to bardziej konflikt pań niż plan zaangażowania się w nowy projekt – ocenia. Zawsze jednak była lojalna wobec męża. Gdyby więc Kwaśniewski zdecydował się na start w wyborach do europarlamentu, zapewne i ona pojawiłaby się u jego boku w kampanii. – Aleksander Kwaśniewski wystartuje i otworzy listę Europy Plus – jest przekonany rzecznik Ruchu Palikota Andrzej Rozenek. Zaraz po świętach Kwaśniewski ma być „bardziej aktywny medialnie”, a po wakacjach ruszyć w Polskę. Europa Plus już myśli o tym, by kampanię zainaugurować właśnie w jednym z bliskich Kwaśniewskiemu miejsc – Kielcach (tam rozpoczynał kampanię prezydencką) czy rodzinnym Białogardzie.

Pierwsza dama milczy

Powrót męża do czynnej polityki nie wzbudza jednak jej entuzjazmu. Nasi rozmówcy z otoczenia Kwaśniewskich przyznają, że żona byłego prezydenta z dużą rezerwą przyjęła jego decyzję. Dlaczego? – Jej się bardzo nie podoba, że media zaczynają znowu krytycznie pisać o interesach i zarobkach jej męża, a także zajmować się jej fundacją – przyznaje jeden ze znajomych.

Przykład? „Wprost” kilka tygodni temu ujawnił, że Kwaśniewska od 2007 r. zasiadała w radzie głównej fundacji żony egipskiego dyktatora Hosniego Mubaraka. Czy brała za to pieniądze? Była prezydentowa nie odpowiedziała wówczas na pytania redakcji. Teraz też nie zgodziła się na rozmowę. Szefowa biura jej fundacji zasłoniła się nawałem obowiązków. Sama także nie odpowiedziała na nasze pytania zadane e-mailem. Niezależnie od tego, w jakie projekty polityczne i społeczne się angażuje, jedno się nie zmienia: była pierwsza dama nie przepada za niewygodnymi dla niej pytaniami. Zdecydowanie woli opowieści w pismach kobiecych. O ślubie córki, marzeniach o wnukach, a ostatnio także o zięciu. Na przykład o tym, że zdaniem jej koleżanek Kuba Badach „jest taki do schrupania”.

Okładka tygodnika WPROST: 14/2013
Więcej możesz przeczytać w 14/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 12
  • Leonard Piotrowski IP
    Dobry wieczór
    Odejscie pani Kwaśniewskiej jest informacją dla licznych zastępów feministek.
    Drogie orzeł depce góry, a kogut kury.
    Dlatego drogie panie feministki nawet gdybyście zdjęły majtki przez głowę nie poradzicie.
    I to jest prawdziwa sztuka, nie mówiąc nic, powiedzieć wszystko.
    Barwo pani Jolanto.
    PS.
    Zgadzam sie z Panią Krzywonos - szkoda czasu i pieniędzy.
    Panienki feministki chca się za darmo fotografować z Pania Tramwajarką. Nie dla piesa kiełbaska, hasła to zbyt mało trzeba pracować .
    • misiek IP
      Ani ona pierwsza, ani tym bardziej dama...
      • Lilith-Feministka IP
        Nareszcie, krzyż na drogę. Poza tym, to chyba krolowaprezydentowa dostała propozycję nie do odrzucenia(takie mam wrażenie po wypowiedzi pani Szczuki), skoro nie interesowała się swoją robotą w Kongresie. No i ta obraza, że traktowały ją jak zwykłą kobietę, śmiech na sali po prostu.
        • konfi IP
          ....a to się porobiło , no,no.. taka strata dla prawdziwych POlek ,a już się bałem ,że jedna z nich rezygnuje bo będzie startować do wyborów na prezydentkę , buachacha , jak miło tak rano wstać , słoneczko swieci nam ....
          • miś.ko IP
            ex-pierwsza dama chce może pomóc ex-prezydentowi w walce z chorobą filipińską? przy okazji: czy kasiory (coś około 1,5 mln dolców) od pińczuka tj. ex-prezydenya ukrainy (i prawdopodobnego zleceniodawcy zabójstwa dziennikarza gongadze) dla "fundacji" kwaśniewskiego już nie wystarcza i trzeba się pchać do brukselskiego koryta?

            Czytaj także