Kasiarze Rostowskiego

Kasiarze Rostowskiego

Od jednego podpisu ministra zyski prywatnych firm urosły nawet 37-krotnie. Kumulacja jak w totku pojawiła się u producentów kas fiskalnych.


Siedem lat prowadzę ten biznes, ale czegoś takiego nie widziałem. Tłum klientów, pięciokrotnie większe obroty niż zazwyczaj i towar, który ciągle schodził z półek – Dariusz Juszczyński, który w Warszawie prowadzi sklep z kasami fiskalnymi, relacjonuje boom na zakup tych urządzeń. Pod koniec zeszłego roku Ministerstwo Finansów wydało rozporządzenie, według którego od początku marca kasy muszą zainstalować wszyscy przedsiębiorcy prowadzący detaliczną sprzedaż towarów lub usług, których roczne przychody z tej sprzedaży przekraczają 20 tys. zł. Wszyscy szturmem rzucili się więc na blaszane pudełka z rolką papieru. Towaru brakowało na półkach, a firmy producenckie nie nadążały z zamówieniami. To im ta decyzja resortu opłacała się najbardziej.
Złotodajna kasa

Zabrzańska Elza, która kasy produkuje od kilkudziesięciu lat, tylko w pierwszym kwartale tego roku zarobiła na czysto 7,12 mln zł w porównaniu ze skromnymi 180 tys. zł zysku w roku ubiegłym (37-krotny wzrost). Rok temu firmę kupił za 37 mln zł warszawski COMP. Jego prezes Jacek Papaj już wie, że na tym zakupie zrobił interes życia.

Indeks notowanego na warszawskiej giełdzie COMP po pierwszym kwartale tego roku rozpalił się do czerwoności. Akcje poszybowały w górę, a inwestorzy już zacierają ręce na sutą wypłatę od rekordowego zysku. Jednak takie jednorazowe złote strzały to nie jest główne źródło przychodu dla firm produkujących kasy. Ten rynek rozwija się nieprzerwanie od reformy Balcerowicza z 1992 r., a jego największą część zasilają klienci, którzy zgodnie z ustawą muszą co pięć lat wymieniać stare kasy na nowe. Według Instytutu Rynku Elektronicznego takich może być nawet 180 tys. rocznie. Nie ma się jednak co oszukiwać. Ten biznes w dużej mierze jest uzależniony od jednego podpisu urzędnika. Razem z nim na konta producentów kas fiskalnych wpływają miliony złotych.

– Szczyty sprzedaży zaliczaliśmy w 1998 i 2003 r., kiedy kasy fiskalne miały znaleźć się w taksówkach. 50 tys. kas kupili lekarze i prawnicy, którzy począwszy od 2011 r., też muszą wystawiać klientom paragony. W tym roku przyszedł czas na szkoleniowców nauki jazdy i właścicieli szkół tańca – wylicza złote strzały Robert Tomaszewski, przewodniczący rady nadzorczej COMP. Wtóruje mu Robert Szmidt z firmy Posnet, jednego z czołowych sprzedawców kas fiskalnych w Polsce. – I kwartał 2013 r. był dla branży fiskalnej zaskakująco dobry. Zainteresowanie kasami było tak duże, że trzeba było ustawiać się po nie w kolejce – mówi. Kasa fiskalna kosztuje od tysiąca do nawet 3 tys. zł. W zakupie pierwszej pomoże Ministerstwo Finansów. Zwraca maksymalnie 700 zł. Później nie jest już tak kolorowo. Według przepisów co dwa lata kasę trzeba serwisować. Koszt: 250 zł. A średnio co pięć lat za dodatkowe 800 zł trzeba w niej wymienić pamięć (zazwyczaj przez ten czas zapełnia się danymi).

Inne boomy urzędowe

Dwa lata temu nieprawdopodobną hossę, również nakręconą decyzją urzędników, przeżyli dilerzy samochodów. Fiskus postanowił zabronić przedsiębiorcom odliczania VAT od samochodów z kratką. Z ostatniej szansy na tańsze auto postanowiły skorzystać tysiące klientów. – Wszystkie transporty z azjatyckich fabryk do Europy zapełniły się polskimi samochodami. Dilerzy sprzedali tysiące aut. A montaż kratki miał pierwszeństwo przed obsługą wymiany oleju czy drobnymi naprawami – mówi przedstawiciel jednej z popularnych japońskich marek. W ciągu czterech tygodni przed wejściem restrykcji dilerzy zarobili krocie, a przez kolejne kwartały sprzedawali dwa samochody na krzyż.

Pięć lat temu weszły w życie przepisy wymagające posiadania świadectwa energetycznego przy sprzedaży domu zbudowanego po 2009 r. W ten sposób urzędnicy Ministerstwa Infrastruktury dali pracę setkom ekspertów i rzeczoznawców żądających kilkuset, a nawet ponad tysiąca złotych za zadrukowaną kartkę papieru. W przypadku boomu na kasy fiskalne hossa nieprędko się skończy. Już jesienią wejdą nowe przepisy o tym, jakie informacje powinien zawierać paragon. Ma się na nim znaleźć NIP kontrahenta oraz dokładnie sprecyzowana nazwa sprzedawanego produktu i usługi. Prawdopodobnie część kas znowu będzie do wymiany.■

Okładka tygodnika WPROST: 22/2013
Więcej możesz przeczytać w 22/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0