Książę zielonej wyspy

Książę zielonej wyspy

U siebie w Świętokrzyskim Adam Jarubas dzieli, rządzi, tańczy i śpiewa. Teraz chce wejść do politycznej ekstraklasy.

My nie mówimy o nim książę, tylko carewicz – żachnie się pierwszy z moich rozmówców, lokalny polityk. – Bo na cara jeszcze za młody. Złośliwi nazywają województwo świętokrzyskie „Jarubasowo”. Politycy z regionu jednak niechętnie wypowiadają się o marszałku pod swoim nazwiskiem. – Wie pani, on wróci po tych wyborach i trzeba będzie dalej funkcjonować. A Jarubas ma tutaj władzę absolutną. Chyba nie ma urzędu, szkoły czy szpitala, żeby nie było tam funkcyjnego z PSL – słyszę od lewa do prawa. Adam Jarubas tę władzę budował od lat. Spotykamy się w jego nowym sztabie, w centrum Warszawy, kilkaset metrów od Sejmu. Jest wcześnie rano, a kandydat zdążył już udzielić wywiadu w radiu i odbyć naradę ze współpracownikami. – Staramy się wykorzystać do maksimum ten pierwszy efekt w kampanii – przyznaje.

Na razie sondaże dają mu poparcie w granicach błędu statystycznego, ale on sam jest przekonany, że wraz z rozpoznawalnością będą rosły i słupki. Formalnie szefem jego sztabu jest Krzysztof Hetman, ale faktycznie prym wiedzie tu Arkadiusz Bąk, wiceminister gospodarki z województwa świętokrzyskiego. Przewodniczącym komitetu honorowego ma zostać Józef Zych. Jarubas to złote dziecko PSL, typowy działacz partyjnego aparatu. Karierę zaczyna jako asystent niewidomego posła Tadeusza Madzi, w ten sposób w 1996 r. trafia na Wiejską. Poznaje polityków i sejmowe klimaty typowe dla drugiej połowy lat 90. Chwilę później jest już radnym Buska-Zdroju, dostaje posadę wicedyrektora w kieleckim KRUS. Zamienia ją w 2004 r. na stanowisko wicedyrektora Powiatowego Centrum Usług Medycznych w Kielcach. Po wyborach samorządowych w 2006 r. zostaje najmłodszym marszałkiem województwa w Polsce. Od polityków PSL słyszymy, że Jarubas jest politycznym wychowankiem Andrzeja Pałysa – byłego posła, który zasłynął głównie z tego, że pod Sejmem usiłował wsiąść po pijaku do cudzego samochodu. Musiał po tym usunąć się w cień, ale marszałek Jarubas szybko wyciągnął do niego pomocną dłoń. Już kilka miesięcy po zakończeniu kadencji w 2011 r. Pałys dostał jedno z najlepszych stanowisk w instytucjach podległych urzędowi marszałkowskiemu – prezesa wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska. Lokalne media wcześniej opisywały też sprawę dotacji dla żony Pałysa na pralnię w Solcu. Projekt dostał z urzędu ponad 1 mln zł unijnego dofinansowania. Kiedy sprawa wyszła na jaw, Pałysowie wycofali się z budowy pralni. Dziś Jarubas dystansuje się od relacji z Pałysem, przekonując, że dał mu stanowisko ze względu na doświadczenie samorządowe. Woli podkreślać, że drzwi do wielkiej polityki otwierał mu inny poseł PSL, Alfred Domagalski.

PRAWIE MINISTER

Opowiada poseł z regionu: – Po śmierci Przemysława Gosiewskiego brakowało wyrazistych polityków ze Świętokrzyskiego, zarówno z PiS, jak i PO. A Jarubas był bardzo skuteczny, wszędzie go było pełno, stawał się coraz bardziej rozpoznawalny. Zyskiwał też wpływy w partyjnej centrali. I pewnie byłby już ministrem, gdyby nie niechęć Waldemara Pawlaka. Jarubas startował w ostatnich wyborach do Sejmu, w 2011 r. – Kilka miesięcy przed wyborami województwo zalały plakaty z podobizną marszałka, oczywiście w ramach kampanii za pieniądze unijne. Do tego kalendarze z jego zdjęciem, a nawet zeszyty dla dzieci – zżyma się jeden z posłów. Promocja w środku kampanii wzbudziła wątpliwości minister rozwoju regionalnego Elżbiety Bieńkowskiej. Poseł Twojego Ruchu Sławomir Kopyciński napisał wtedy skargę do PKW. Jarubas po tych interwencjach kampanię zawiesił. Zrobił bardzo dobry wynik, jednak z mandatu poselskiego zrezygnował. Dlaczego? – Bo miał wielkie ambicje i nic poniżej ministra go nie interesowało – mówi polityk z władz PSL. Tego jednak nie chciał mu dać Pawlak. – A Jarubas nie był zainteresowany tym, żeby być zwykłym posłem. Miał wielkie parcie na funkcję, naciskał na Pawlaka, żeby dostać Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, ale nie było takiej opcji w koalicji. Zawsze grał wysoko, stawiał warunki – opowiada polityk PSL. Resortu nie dostał, oddał więc mandat i wrócił do urzędu marszałkowskiego. Rok później miał okazję odegrać się na Pawlaku. Zbliżał się kongres PSL, Piechocińskiego nikt jeszcze nie traktował poważnie. – Jarubas niemal do ostatnich dni docierał do Pawlaka i oferował mu poparcie w zamian za spełnienie swoich warunków, na czele ze stanowiskiem szefa rady naczelnej PSL zamiast Jarosława Kalinowskiego – mówi jeden z ludowców. W końcu całe województwo świętokrzyskie poparło Piechocińskiego i Pawlak przegrał. Nowy prezes zgłosił Jarubasa na szefa rady naczelnej, ale polityk przegrał z Kalinowskim. Został za to wiceprezesem partii, jednym z „młodych”, obok Krzysztofa Hetmana i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Przy Piechocińskim pozycja Jarubasa ogromnie wzrosła. Podobnie jak i nabór kadr ze Świętokrzyskiego. Prawa ręka marszałka ze świętokrzyskiego urzędu, Arkadiusz Bąk, został szefem gabinetu Piechocińskiego. Po kilku miesiącach awansował na wiceministra.

KLAN JARUBASÓW

Ostatnie wybory samorządowe PSL wygrał w Świętokrzyskim z PiS. Jarubas po raz trzeci został marszałkiem. Jednak choć nie można odmówić mu skuteczności partyjnej, to krytycy zwracają uwagę, że nie przekłada się ona na rozwój województwa. Z ostatnich danych GUS wynika, że to jedyny region, który mimo strumienia pieniędzy z Unii się zwija: z ujemnym PKB, słabym wskaźnikiem atrakcyjności inwestycyjnej, najgłębszym spadkiem zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Jarubas tłumaczy to wrażliwością województwa na koniunkturę. Marszałek jest silnie skonfliktowany z prezydentem Kielc Wojciechem Lubawskim (popieranym przez PiS) i wojewodą Bożentyną Pałką-Korubą z PO. Nawzajem obrzucają się winą za problemy województwa. Oponenci ludowca wytykają np., że zamiast dużych inwestycji jego urząd dofinansowuje domy weselne. Prezydent Lubawski: – Fajny chłopak, przystojny, uprzejmy, wygadany, ale jest szefem partyjnych struktur i musi się wywiązywać z zobowiązań. Nie wiem, czy w urzędzie marszałkowskim pracuje choć jedna osoba bez partyjnej legitymacji PSL. Z poparciem Adama Jarubasa i wspólnymi plakatami w jesiennych wyborach samorządowych startował także jego brat, Krystian. Z ostatniego miejsca dostał się do sejmiku w Kielcach. Kandydat PSL nie widzi w tym nic dziwnego. – Są już znane polityczne klany: Olejniczaków, Kosiniaków-Kamyszów – tłumaczy.

Marszałek wspierał też w kampanii posła Jarosława Górczyńskiego kandydującego na prezydenta Ostrowca Świętokrzyskiego. Górczyński kilka tygodni po wygranych wyborach powołał Jarubasa do rady nadzorczej podległej mu spółki Miejska Energetyka Cieplna (z dietą 3,5 tys. zł miesięcznie). Kiedy sprawa wyszła na jaw, Jarubas tłumaczył jednak, że nie wziął i nie weźmie ani złotówki z tej rady, bo pieniądze mają służyć powołaniu specjalnego funduszu stypendialnego dla uczniów. Jeszcze przed wyborami lokalne media opisywały, że żona Górczyńskiego dostała kilkaset tysięcy złotych unijnej dotacji na pensjonat. Jarubas zachęcał wówczas krytyków, by „uczynili podobnie i tworzyli miejsca pracy”. Żona samego Jarubasa, Mariola, pracuje z kolei w Urzędzie Gminy Miedziana Góra. Wójtem w poprzedniej kadencji był tam Maciej Lubecki, popierany przez marszałka także w ostatniej kampanii. Przegrał jednak wybory ze Zdzisławem Wrzałką z PO. Mariola Jarubas jest koordynatorem projektów unijnych.

– Czy to znaczy, że pana żona występuje o pieniądze do urzędu marszałkowskiego? Koordynuje projekty, na które urząd przyznaje dofinansowanie? – dopytuję Jarubasa. – Tak – przyznaje kandydat, choć zaznacza: – Ale moja żona zajmowała się funduszamijuż na długo przed tym, zanim ja zostałem marszałkiem. To ona mnie tego uczyła.

NAMASZCZONY

Janusz Piechociński przeforsował kandydaturę Jarubasa, bo sam bardzo nie chciał startować w wyborach prezydenckich – co do tego wszyscy moi rozmówcy z PSL są zgodni. Część partyjnej wierchuszki była jednak za udzieleniem poparcia Bronisławowi Komorowskiemu. – Piechociński postawił na szali swoje przywództwo i wygrał – przyznaje polityk z władz partii. Dzień po tej decyzji ludowców do Jarubasa zadzwonił Pawlak i zaproponował pomoc. Teraz rusza machina, która ma wypromować kandydata PSL, zbudować jego rozpoznawalność. A co potem? – Adam będzie umiał to wykorzystać, jest inteligentny, ma ogromną determinację i ciąg na władzę. Dlatego wcześniej czy później będzie prezesem PSL – przekonuje jeden z moich rozmówców.

Na razie kandydat nie waha się porównywać do Johna F. Kennedy’ego. Za swojego głównego konkurenta w wyborach uznaje kandydata PiS Andrzeja Dudę. Tym bardziej że reprezentant PSL ma konserwatywne poglądy, w młodości był ministrantem, grywał w zespołach oazowych. Jego matka w wywiadzie dla jednej z gazet przyznała, że miał zostać księdzem. Problemem ludowców jest brak dużych pieniędzy na kampanię, dlatego Jarubas zamierza się przebijać w debatach z innymi młodymi kandydatami. Liczy też na poparcie samorządowców (z Warszawską Wspólnotą Samorządową na czele). – A czym pan przyjechał na nasze spotkanie? – pytam kandydata. Lokalne media zwracały uwagę, że w czasie ostatnich kampanii – do Sejmu, europarlamentu (był wtedy szefem sztabu) czy samorządu – Adam Jarubas jeździł po województwie samochodem służbowym i nie brał urlopu. Niedawno się okazało, że zamiast urlopów marszałek i jego najbliżsi współpracownicy wypłacali sobie po kilkadziesiąt tysięcy złotych ekwiwalentu (z czego Jarubas 30 tys. zł za 52 dni). – Wyciągam wnioski: teraz biorę urlop na kampanię. A od wczoraj mam już wypożyczony na ten czas samochód. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 7/2015
Więcej możesz przeczytać w 7/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także