Terapia szokowa

Terapia szokowa

Rozmowa z z JACKIEM DĘBSKIM, prezesem Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki
"Wprost": - Jak pan spędzi sobotni wieczór 5 września?
Jacek Dębski: - Przed telewizorem, oglądając mecz Bułgaria-Polska. O ile oczywiście transmisja z tego spotkania przekazywana będzie do Polski.
- A jeśli do tego meczu nie dojdzie, gdyż pana spór z PZPN i jego szefem Marianem Dziurowiczem doprowadzi wcześniej do wykluczenia Polski z wszelkich rozgrywek?
- Sądzę, że przed 5 września nie dojdzie do wykluczenia Polskiego Związku Piłki Nożnej z międzynarodowych organizacji piłkarskich i wyeliminowania naszych zespołów z rozgrywek europejskich, choć takie niebezpieczeństwo rzeczywiście istnieje. Komitet Wykonawczy FIFA musi jednak jeszcze raz przeanalizować swoje stanowisko. Tym bardziej że otrzymuję z PZPN sygnały, iż nie wszyscy zawieszeni przeze mnie członkowie zarządu chcą mówić tym samym głosem co Marian Dziurowicz.
- Namawia pan do "puczu" w związku?
- Nie. Istnieje szansa, że niektórzy dotychczasowi zwolennicy Dziurowicza przygotują w najbliższym czasie "rewolucję pałacową", odbiorą prezesowi prawo do wypowiadania się w ich imieniu i wpuszczą do siedziby związku kontrolę. W ten sposób zakończylibyśmy przedłużający się konflikt. Właśnie takiej postawy oczekiwałem, ponieważ nie rozumiem, dlaczego weksel wystawiony przez Mariana Dziurowicza i jego najbliższych zwolenników jest żyrowany przez osoby, które w rzeczywistości prezesa nie lubią i nie zgadzają się z nim w wielu kwestiach.
- Władze FIFA wydają się skłaniać do poparcia Dziurowicza, nie pana.
- Światowe władze futbolu będą musiały zdecydować, czy ważniejszy jest dla nich głos prezesa Dziurowicza, czy stanowisko grupy otwartej na prześwietlenie PZPN. Jeśli związek bezwarunkowo udostępni wszystkie dokumenty, jeżeli nastąpi jakieś otrzeźwienie i część działaczy przyzna, że podczas ostatnich zjazdów PZPN dokonywano oszustw wyborczych, gdy zwołany zostanie nadzwyczajny zjazd i przeprowadzi się ponowne głosowania według nowej ordynacji, wówczas działacze z Zurychu zobaczą, że PZPN nie jest wcale takim monolitem, jak dziś przedstawia się za granicą.
- Działacze piłkarskiej federacji wywierają presję na polski rząd, by ten pozwolił PZPN funkcjonować na starych zasadach. Kto ma w ręku więcej atutów w przeddzień podjęcia decyzji o ewentualnym wykluczeniu polskich drużyn z rozgrywek europejskich?
- Zdecydowanie więcej asów ma polski rząd, który w swych działaniach opiera się na naszym prawie. Statut Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej nie jest normą prawa międzynarodowego. FIFA myliła się m.in. w głośnej sprawie Bosmana i na oczach całej Europy przegrała poważną batalię z jednym, stosunkowo mało znanym zawodnikiem. Udało mu się zmienić funkcjonowanie futbolowego biznesu. Okazało się, że wbrew temu, co mówi FIFA, prawo krajów Unii Europejskiej wcale nie jest mniej ważne niż statut organizacji piłkarskiej - nawet najpotężniejszej. Jeśli więc jeden Bosman wygrał z tą futbolową machiną, udowadniając, że wolno mu wybrać pracodawcę po zakończeniu kontraktu, to tym bardziej polskie państwo ma instrumenty pozwalające zwyciężyć w tym sporze.
- Premier Jerzy Buzek popierał dotychczas pańskie działania. Czy ten kredyt zaufania i polityczne poparcie dla poczynań UKFiT nie osłabnie, gdy rosnąć będą naciski FIFA oraz środowisk piłkarskich?
- Jeśli rząd stwierdzi, że nie można dłużej czekać, i cofnie udzielone mi poparcie - choćby ze względu na konieczność gry reprezentacji w eliminacjach do mistrzostw Europy oraz udział klubów w europejskich pucharach - będę miał dwa wyjścia: podporządkować się temu albo podać się do dymisji.
- Czy trzeba wszystko zburzyć, by w polskiej piłce zapanowała normalność?
- Na razie nie mamy jeszcze do czynienia nawet z przygotowaniem pola do działania, a jedynie z próbą zaprowadzenia porządku, ponieważ druga strona okopała się i twardo stoi na swoich pozycjach. Z dokumentów, które do mnie dotarły, wynika, że obracający milionami dolarów PZPN nie zatrudnia nawet głównej księgowej
- Jak pan wytłumaczy kibicom, trenerom, sponsorom, a wreszcie samym piłkarzom, że opłaca się wyeliminowanie z gry drużyny narodowej i najlepszych zespołów klubowych? - Ten konflikt nie zrodził się w mojej głowie. Sytuacja pogarszała się od lat: już w 1995 r., a więc zaraz po nielegalnym wyeliminowaniu z rywalizacji o władzę konkurentów Mariana Dziurowicza, na biurku poprzedniego ministra pojawił się wniosek o ustanowienie kuratora w PZPN. Być może trzeba zapłacić tak wysoką cenę za to, by w przyszłości powrócić na stadiony jako partner i godny rywal dla najlepszych w Europie. Poza tym nie czuję się osamotniony w swoich działaniach. Popierają sprawę kibice, nawet Janusz Wójcik, trener zagrożonej reprezentacji, a także niektórzy piłkarze z zespołów mających występować w europejskich pucharach, na przykład Grzegorz Lewandowski czy Grzegorz Wędzyński z warszawskiej Polonii. Wszystkim im dziękuję.
- Kibiców nie interesują jednak skomplikowane spory prawne. Chcą oglądać Marka Citkę walczącego przeciw Anglikom na Wembley teraz, a nie za kilka miesięcy czy lat. Ostatecznie kibice to licząca się grupa wyborców.
- Gdyby mi zależało na zbijaniu politycznego kapitału, to dziś - kilka dni przed upływem terminu, jaki w swoim ultimatum wyznaczyła FIFA - podniósłbym ręce do góry, "odwiesił" działaczy związku, pozwolił klubom i reprezentacji grać oraz natychmiast podał się do dymisji. Wybierając tak widowiskowy scenariusz, nie miałbym większych problemów z uzyskaniem mandatu w najbliższych wyborach parlamentarnych. Nie zamierzam jednak ustąpić, choć wiem, że wielu właśnie mnie będzie obarczać winą za to, co się może stać. Na razie jednak większa część opinii publicznej mnie popiera.
- A co się stanie, jeśli wykluczenie polskich zespołów spowoduje jeszcze większy kryzys w rodzimej piłce? Odejdą trenerzy, część zawodników wyjedzie za granicę, sponsorzy wycofają pieniądze.
- Taka groźba istnieje tylko w jednym wypadku: jeśli reforma nie zostanie zakończona, na kolejnym zjeździe piłkarskiego związku wygrają ci sami działacze, a delegaci chcący zmian będą nieliczni lub zbyt słabi.
- Na podstawie pańskich opinii można by pomyśleć, że PZPN nie jest żadnym związkiem sportowym, lecz nieomal strukturą mafijną. Jakie są główne grzechy piłkarskiej centrali?
- Przede wszystkim toleruje przekupstwa sędziów, godzi się na pobieranie opłat od klubów piłkarskich w formie haraczu za każdy transfer zawodnika, stosuje przestarzałe metody szkolenia trenerów. Haracz zbiera się pod pretekstem gromadzenia funduszy na szkolenie młodzieży, jednak kluby młodzieżowe nie dostają z tych środków ani złotówki. Za to kilkudziesięcioosobowe grupy działaczy przychylnych prezesowi jeżdżą na zagraniczne wycieczki. Poważnym grzechem jest pewien woluntaryzm prawny panujący w związku: ten, kto jest bliżej Mariana Dziurowicza i ma z nim lepsze układy, szybciej i w większym zakresie uzyska coś dla siebie lub swojego klubu. Dzięki temu wybrani piłkarze otrzymują mniejszą karę za czerwoną kartkę, obserwator meczu przymyka oko na stronnicze sędziowanie, nakłada się symboliczne kary na kluby, których kibice toczyli walki na trybunach. Takich działań nie można tolerować.
- Słyszał pan o tym czy dysponuje pan dowodami?
- Mam dowody.
- Czy to prawda, że PZPN od kilku lat nie wywiązuje się z obowiązku płacenia podatku VAT?
- Takie mamy informacje, choć jeszcze nie wiemy, jakie straty poniósł z tego powodu skarb państwa. Mam nadzieję, że Ministerstwo Finansów wkrótce spełni naszą prośbę o dokonanie kontroli skarbowej w związku. Zbadane mają być dokumenty nie tylko PZPN, ale także okręgowych związków piłkarskich. .
- Skoro wie pan o tylu nieprawidłowościach, dlaczego nie złożył pan w prokuraturze zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa? Dlaczego dokumentami związku nie zainteresowała się NIK?
- Na życzenie posłów przygotowywana jest właśnie kontrola NIK, kompleksową inspekcję w związku przeprowadzi też Urząd Kontroli Skarbowej. Wcześniej nie prosiłem o interwencję tych organów, gdyż chciałem wykorzystać kompetencje przysługujące mojemu urzędowi i skoncentrować się na udowodnieniu nielegalności dwóch ostatnich zjazdów PZPN.
- Z kim chce pan uzdrawiać rodzimy futbol?
- Nie chcę podawać nazwisk, by nie tworzyć wrażenia, że mam jakichś swoich faworytów, których zamierzam promować w nowych strukturach. To muszą być osoby znające zasady funkcjonowania zawodowej piłki, wiedzące, na czym polega futbolowy biznes - byli piłkarze, sędziowie, profesjonalni działacze, którzy dotychczas nie mogli pracować dla piłki. .
- Jaki będzie efekt ich działań?
- Zreformowany związek powinien zatrudniać profesjonalnych menedżerów, organizować jawne przetargi dla dostawców sprzętu sportowego i firm zajmujących się sprzedażą praw do transmisji telewizyjnych. Nowoczesny związek powinien mieć niewielki zarząd, wyodrębnioną strukturę zajmującą się wyłącznie finansami, które raz do roku byłyby ujawniane.
- Działacze PZPN twierdzą, że zmierzają w tym kierunku.
- dokumentów, które do mnie dotarły, wynika, że obracający milionami dolarów PZPN nie zatrudnia nawet głównej księgowej. Prezes sprawujący władzę w związku prowadzi interesy w innych miejscach: obecnie Marian Dziurowicz jest szefem PZPN, udziałowcem GKS Katowice, który podlega związkowi, rządzi też w Okręgowym Związku Piłki Nożnej w Katowicach. Kontrola Urzędu Wojewódzkiego wykazała tam duże nieprawidłowości.
- Inne związki sportowe działają podobnie, a jednak nie słychać, by interesował się nimi pana urząd.
- Na te, które działają nieprawidłowo, przyjdzie czas.

Okładka tygodnika WPROST: 32/1998
Więcej możesz przeczytać w 32/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także