Ojcowie nie płacą

Ojcowie nie płacą

Milion dzieci czeka, aż rodzic zacznie sumiennie płacić zasądzone alimenty. Kolejne dwa miliony dostają pieniądze nieregularnie i w niepełnej wysokości.

Sto trzydzieści tysięcy złotych wynosi dług alimentacyjny byłego męża Joanny Łukaszewicz, który powinien łożyć na utrzymanie córki. – Nie płaci, bo w jeden dzień z zamożnego właściciela dużej firmy stał się bezrobotny i bez środków do życia. Jak to zrobił? Przepisał firmę na syna z poprzedniego małżeństwa, a sam ogłosił się prezesem i w zgodzie z literą prawa zrzekł się pobierania wynagrodzenia. Płaci raz na kilka miesięcy drobne kwoty rzędu 200 zł, choć sąd zasądził tysiąc złotych miesięcznie. Nieruchomości i ruchomości przepisał na rodzinę. Komornicy rozkładają ręce.

Są bezradni – opowiada Joanna Łukaszewicz, która od ośmiu lat walczy o pieniądze dla córki. Wstąpiła do Stowarzyszenia „Dla Naszych Dzieci” i głośno domaga się zmian. Są wprawdzie drogi mające doprowadzić do ściągnięcia długów, ale to tylko teoria. W praktyce państwu na tym nie zależy. Woliwydać 1,5 mln zł rocznie z kieszeni podatni- ków, czyli z Funduszu Alimentacyjnego, niż zmotywować dłużników do spłaty. – Fundusz Alimentacyjny to fikcja. W założeniu miała to być pożyczka, jaką państwo daje dziecku, a zwrot egzekwuje od dłużnika. W praktyce stała się to bezzwrotna zapomoga dla najuboższych matek – tłumaczy Łukaszewicz. Żeby starać się o środki z FA, samotnie wychowujący dziecko rodzic musi wykazać dochody nie wyższe niż 725 zł miesięcznie. Ten próg nie zmienił się od prawie dekady, choć średnia krajowa w tym czasie wzrosła ponad dwukrotnie. I tak w 2013 r. na świadczenia alimentacyjne mogło liczyć zaledwie 339 tys. dzieci. Średnio dostawały miesięcznie 324 zł. – Próg trzeba podnieść. Bo gdy samotne matki robią wszystko, by bez pomocy ojca zapewnić jak najwyższy poziom życia dziecku, państwo daje znak: dostaniesz pomoc, jeśli nie będziesz dawać rady – tłumaczy Łukaszewicz.

BEZRADNI KOMORNICY

Egzekucją długów, również na poczet uzupełnienia Funduszu Alimentacyjnego, na drodze sądowej zajmują się komornicy. Obecnie prowadzą ponad 600 tys. spraw. Co roku przybywa blisko 60 tys. nowych. Tymczasem ściągalność takich długów jest niska – ok. 20 proc. To najgorszy wynik w UE. Dla porównania we Włoszech, Wielkiej Brytanii i Niemczech ściągalność wynosi 80, 90 i 95 proc. Choć narzędzia i mechanizmy państw zachodnich są zbliżone do naszych, tam stawia się przede wszystkim na działania, które pozwalają ustalić i udowodnić realne zyski i zasoby dłużnika. Tak żeby ten nie miał szans zataić ani ukryć źródeł dochodów i majątku. W Polsce właśnie z tym jest największy problem. – Paradoksalnie polskie prawo gloryfikuje nieuczciwego dłużnika, a poniża dziecko – mówi Robert Damski, komornik sądowy w Lipnie. Bo choć komornicy mają prawo zająć 60 proc. dochodów dłużnika, na ogół okazuje się, że ten nie ma nic, co faktycznie można byłoby zabrać, zlicytować. – Najczęściej jeździ ekskluzywnym samochodem przyjaciółki, mieszka w domu rodziców, a na ćwierć etatu zarabia grosze – mówi Damski.

To jednak tylko punkt widzenia komorników. Faktem jest, że choć mają oni obowiązek raz na pół roku podjąć czynności egzekucyjne, to jednak na ogół kończy się to nieudolną próbą ustalenia miejsca zamieszkania i pobytu dłużnika. Komornikom po prostu nie opłaca się zajmować „alimenciarzami”, bo to na ogół sprawy trudne, czasochłonne i w większości bezskuteczne. Tu sprawdziłaby się praca prywatnych detektywów, jeśli – tak jak w innych krajach europejskich – ściśle współpracowaliby z organami ścigania. W Polsce jednak takiej współpracy nikt nie praktykuje. – Często udowadniamy, że dłużnik, choć zeznaje, że nie ma dochodów ani mienia, prowadzi nad wyraz wystawny tryb życia. Ustalamy prawdziwe miejsce pracy, źródło i wysokość dochodów. Ale to od dobrej woli sądów zależy, czy wezmą naszą pracę pod uwagę w wyroku – mówi Bartosz Weremczuk z agencji detektywistycznej Lampart. Korzystanie z usług detektywa na własną rękę na ogół mija się z celem, bo kosztuje więcej niż wysokość zasądzonych alimentów (np. samo ustalenie miejsca zamieszkania to średnio ok. 2 tys. zł).

BEZKARNOŚĆ RODZI BEZCZELNOŚĆ

– Nie można nikogo zmusić do kochania własnego dziecka, ale można by go zmusić do odpowiedzialności. Tymczasem bezkarność rodzi bezczelność – uważa Agnieszka Wilewska, autorka bloga Dzieci Spoza Kryterium, matka dwójki dzieci. Jej były partner ma kilka wyroków sądu, w tym karnych, i od każdego się uchyla. Dlatego wystąpiła o alimenty od dziadków, rodziców dłużnika. Ci płacą po 150 zł na wnuki, ale też kryją syna przed komornikami i sądem, choć dokładnie wiedzą, gdzie mieszka i pracuje.

Na forach dyskusyjnych tatusiowie bez żenady wymieniają się radami, jak unikać komorników, co robić, by wykazywać małe dochody czy „oszczędzić” nieruchomości. – W społeczeństwie wciąż pokutuje stereotyp, że to złe i zachłanne kobiety chcą położyć łapę na życiowym dorobku niewinnego mężczyzny. Zapomina się, że alimenty to pieniądze na utrzymanie dziecka na takim poziomie, na jakim żyło przed rozstaniem rodziców – tłumaczy Iwona Janeczek, liderka Stowarzyszenia „Dla Naszych Dzieci”. Sama od trzech lat walczy o alimenty w wysokości 1400 zł na trójkę dzieci, a dług ojca wzrósł już do 30 tys. – Przez pół roku korzystałam z Funduszu Alimentacyjnego – tysiąc złotych na całą trójkę. Teraz mi się nie należy. Eks też nie płaci. Tylko czasem da dzieciom do ręki stówę lub dwie – tłumaczy. Dlatego złożyła do prokuratury powiadomienie o przestępstwie alimentacyjnym. Ale postawa dłużnika nie wyczerpywała znamion zapisanych w Kodeksie karnym, dlatego organy umorzyły postępowanie. Bo tu także prawo stoi po stronie dłużnika. Zgodnie z art. 209 par. 1 kk kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

– Wystarczy, że dłużnik będzie płacić cokolwiek, choćby kilkanaście złotych co jakiś czas, a nie wyczerpuje znamion uporczywości,czyli nie wykazuje złej woli w postępowaniu. Zostaje więc bezkarny – mówi Katarzyna Przyborowska, radca prawny. Do tego dochodzi przepis, który mówi, że niepłacenie alimentów jest przestępstwem, gdy naraża się osobę uprawnioną do nich na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. Czyli według dowolnej interpretacji, jeśli dziecko nie żyje w skrajnym ubóstwie, ma co jeść i gdzie mieszkać, to nie ma podstaw, aby ścigać dłużnika.

POZORNE ZMIANY

Od 1 lipca dane dłużników alimentacyjnych trafiają do wszystkich biur informacji gospodarczej, tak zwanych BIG-ów (wcześniej trafiały tylko, jeśli rodzic sprawujący opiekę lub urzędnik złożył taką dyspozycję). Ma to skutkować utrudnionym dostępem do kredytów czy umów z operatorami komórkowymi. Tyle że dłużnicy, ukrywając się przed komornikiem, rzadko korzystają z takich usług. Poza tym na listy z automatu będą wpisani tylko ci, którzy mają dług wobec państwa, czyli osoby, których dzieci korzystają z pomocy Funduszu Alimentacyjnego.

Zmienić się ma też orzecznictwo sądów wobec przestępstw alimentacyjnych. Zamiast karać pozbawieniem lub ograniczeniem wolności, będą zasądzać większe grzywny. Jednak szansa, że dłużnik, który zeznaje, że nie ma z czego zapłacić alimentów, znajdzie środki na spłatę kary, jest raczej niewielka.

***

TAK SOBIE RADZĄ INNE KRAJE

W Niemczech sprawy alimentacyj ne są rozpatrywane na poziomie administracyjnym. Jeśli rodzic nie płaci (choć blisko 80 proc. robi to sumiennie), dziecku do 12. roku życia pomaga fundusz alimentacyjny. Bez względu na dochody rodzica wypłaca się całą wysokość alimentów. Potem dziecko korzysta z pomocy socjalnej. Jeśli rodzic uchyla się uporczywie od płacenia, można go skazać na trzy lata więzienia. Wielka Brytania postawiła na rządową Agencję Alimentacyjną (Child Support Agency), która wylicza wysokość alimentów tygodniowych, a nie miesięcznych. Jeśli rodzic zalega z płatnościami, CSA zapewnia dziecku spłatę jego zaległości. Aby wyegzekwować dług, agencja może zająć mienie lub zarobki, wystąpić do sądu o pozbawienie wolności lub zabrać prawo jazdy. Nakłada też karę do 25 proc. sumy tygodniowych alimentów. Jest ona naliczana za każdy dzień zwłoki w płatności. W Szwecji działa niezależny bank alimentacyjny. Popularny jest też podział opieki między oboje rodziców – każdy ponosi ustalone koszty na naukę, opiekę lekarską, zajęcia pozalekcyjne. W Hiszpanii organy administracyjne potrącają dług z nadpłaty podatku. Na Litwie, jeśli dłużnik nie pracuje i nie ma innych źródeł dochodów, egzekucja świadczenia następuje z jego aktywów, np. z OFE lub zakładu ubezpieczeń społecznych. W USA nawet przedsiębiorcy postanowili społecznie piętnować zjawisko unikania płacenia alimentów. Powstała akcja „Alimenciarze na pizzy”. Niektóre pizzerie, współpracujące z Agencją Alimentacyjną, na każdym kartonie pizzy drukują zdjęcia osób niepłacących alimentów – z nazwiskiem i ostatnim znanym adresem zamieszkania oraz numerem telefonu, pod który każdy, kto zna tę osobę, może donieść o jej miejscu pobytu.

Okładka tygodnika WPROST: 28/2015
Więcej możesz przeczytać w 28/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Pogonic lenia IP
    Wreszcie ktoś napisał całą prawdę jak to jest ze ściągalnością alimentów w Polsce. Dziękuje w imieniu swoich dzieci i miliona innych. Stop pobłażaniu dłużnikom alimentacyjnym przez państwo polskie! Matka polska ma już dość!

    Czytaj także