Rodzina rodzinie

Rodzina rodzinie

Rozmowa z LUDGARDĄ BUZEK założycielką Fundacji na rzecz Rodziny
Magdalena Jarco: - Idea filantropii i społecznikostwa - tak popularna w dwudziestoleciu międzywojennym - nabrała w czasach PRL negatywnych konotacji.
Ludgarda Buzek: - Niesłusznie. Niepopularność działań charytatywnych wynika z powszechnego w czasie komunizmu poglądu, że państwo załatwi wszystko. Trudno się zmagać z mentalnością ludzi. W okresie międzywojennym moja mama należała do Stowarzyszenia Pań im. Wincentego ť Paulo (tzw. wincentek). Wspominała, jak na balach charytatywnych sprzedawały kotyliony, domowe ciasta i napoje. Dzięki zebranym pieniądzom mogły wspierać biednych. Po wojnie, w innym ustroju, idea ta stała się bardzo niepopularna z dwóch powodów. Po pierwsze, peerelowski reżim udaremniał wszelkie inicjatywy - zarówno zawodowe, jak i społecznikowskie. Należało żyć wedle określonego szablonu. Po wtóre, była ona sprzeczna z propagandą społeczeństwa dobrobytu. Nagle ktoś miałby pokazywać, że są biedni, którym trzeba pomagać? Zwłaszcza upośledzeni i niepełnosprawni zamknięci byli w domach. Dziś się tego nie ukrywa. Wzorce przejmujemy z Zachodu, szczególnie dotyczące pomocy niepełnosprawnym. Społeczeństwo zaczyna rozumieć, że to tacy ludzie jak wszyscy, mający prawo do udziału w normalnym życiu. Taka zmiana mobilizuje.


Pomoc pierwszych dam

Coraz więcej polityków i ich żon zajmuje się działalnością społeczną. Szefują lub patronują fundacjom, instytucjom i akcjom charytatywnym. Najczęściej pomagają dzieciom i młodzieży oraz kobietom chorym na raka. Bernadette Chirac, pierwsza dama Francji, jest prezesem Fundacji Pont Neuf, współpracującej m.in. z warszawskim Zespołem Szkół Hotelarsko-Gastronomicznych. Dzięki temu co roku grupa uczniów wyjeżdża do szkoły hotelarskiej we Francji. Madame Chirac znana jest z tego, że często odwiedza instytucje, którym pomaga. Podczas jej wizyty w Polsce przed trzema laty głośno było o eksperymentach kulinarnych pierwszej damy Francji. Gdy wizytowała szkołę gastronomiczną w Warszawie, własnoręcznie przyrządziła na lekcji technologii żywienia sałatkę jarzynową.
Cherie Blair - żona premiera Wielkiej Brytanii Tony?ego Blaira - pracuje na rzecz Komitetu Opieki nad Kobietami z Rakiem Piersi, a także organizacji pomagających uchodźcom. Wspiera też działalność osób zajmujących się problemami maltretowanych kobiet i dzieci. W lipcu 1998 r. objęła patronat nad Fundacją Pomocy Dzieciom Chorym na Raka. Znana z działalności dobroczynnej jest również pierwsza dama Ameryki, Hillary Clinton, która w ubiegłym tygodniu przebywała z kolejną wizytą w Polsce.
Swoją fundację - Porozumienie bez Barier - powołała też Jolatna Kwaśniewska, żona prezydenta RP. Niedawno za pieniądze fundacji wyremontowano na przykład ośrodki dla dzieci niepełnosprawnych i upośledzonych w Długopolu i Bystrzycy Kłodzkiej. Na rzecz dzieci przekazano też pieniądze ze sprzedaży biletów na mecz reprezentacji polskich i włoskich artystów, zorganizowany przez Porozumienie bez Barier.
Dzieciom pomagają również królowe i prezydentowe dwunastu innych państw świata. Suzane Mubarak, żona prezydenta Arabskiej Republiki Egiptu, jest założycielką i prezesem m.in. Egipskiego Towarzystwa ds. Rozwoju Dzieci, a także Stowarzyszenia Przyjaciół Biblioteki Dziecięcej, którego celem jest tworzenie bibliotek dla dzieci i zaszczepianie młodzieży nawyku spędzania wolnego czasu z książką. Stworzenie młodym lepszych warunków rozwoju to jeden z głównych celów fundacji założonej przez królową Belgii Paolę. Małżonka prezydenta Portugalii, Maria Jose Ritta, wspiera działalność na rzecz najbardziej potrzebujących (m.in. młodzieży). Pracą społeczną i charytatywną zajmuje się też królowa Hiszpanii Zofia. Jest ona prezesem fundacji Reina Sofia, honorowym członkiem Zarządu Królewskiego na rzecz Edukacji i Opieki nad Osobami Niepełnosprawnymi oraz fundacji pomagającej narkomanom i ich rodzinom.


- Wiele osób rezygnuje z działalności społecznej, gdyż przytłacza je nadmiar obowiązków. A co dla pani jest największą przeszkodą w pracy charytatywnej?
- Brak czasu. Pracuję zawodowo w pełnym wymiarze godzin w Instytucie Inżynierii Chemicznej PAN w Gliwicach. Do tego dochodzą obowiązki żony premiera: oficjalne wizyty i uroczystości. Otrzymuję także zaproszenia - zwłaszcza do odwiedzenia centrów rehabilitacyjnych, ośrodków dla osób niepełnosprawnych i upośledzonych dzieci itp. Patronatem objęłam tylko warszawskie Hospicjum dla Dzieci i Narodową Koalicję do Walki z Rakiem Piersi. Postanowiłam, że nie będę figurantem. Gdybym patronowała wszystkim akcjom i ośrodkom, które mnie o to proszą, moja pomoc sprowadzałaby się do sporadycznego odwiedzania tych miejsc.
- Czy trudno jest nakłonić Polaków do wspierania akcji charytatywnych? Powstaje przecież coraz więcej pozarządowych organizacji pomocowych - działa ich już 3,5 tys.
- Wydłuża się nie tylko lista organizacji charytatywnych, ale i potrzebujących. W miarę rozwoju i bogacenia się społeczeństwa przybywa osób zawsze skłonnych do pomocy. Nie jest to wciąż ta sama mała grupa sponsorów. Wraz z rozwojem rynku i powstawaniem nowych firm będzie ich - mam nadzieję - coraz więcej. By tak się stało, musimy wykształcić w sobie wewnętrzną potrzebę dzielenia się tym, co mamy. Przyzwyczajenie to wynosi się z domu, dlatego trzeba je zaszczepiać dzieciom. Nie wolno mówić maluchowi w piaskownicy: "Nie pozwól, by inne dziecko wzięło twoją zabawkę, bo ci ją zepsuje", ale: "Daj się innym pobawić". Tylko tak wychowani ludzie pomagają później najbardziej potrzebującym. Nabierają nawyku systematycznego wpłacania na konto fundacji dobroczynnych choćby drobnych datków.
- A więc w Polsce powstaje już klasa donatorów? Na Zachodzie jedną z najprężniejszych grup wspierających działalność dobroczynną są prywatni biznesmeni i szefowie koncernów.
- Mam wrażenie, że tak. Każda ważna impreza charytatywna ma już głównego sponsora, którego logo widnieje na plakatach czy ulotkach z nią związanych. Do takich akcji najczęściej włączają się dziś duże, bogate przedsiębiorstwa: zakłady energetyczne, fundusze emerytalne i ubezpieczeniowe, firmy telekomunikacyjne. Takimi działaniami interesuje się też coraz więcej małych i średnich firm. Daje im to satysfakcję, a nie tylko materialne korzyści.
- Narodziny tak powszechnego na Zachodzie, a do niedawna piętnowanego w Polsce marketingu charytatywnego?
- Trudno mieć za złe sponsorom akcji dobroczynnych, że przy okazji wspomina się, iż na dany cel przeznaczyli określoną kwotę, i publicznie się im za to dziękuje. Jeśli firma wspiera dobry cel i jest dzięki temu bardziej znana czy sprzedaje więcej wyrobów, stanowi to obopólną korzyść. Zawsze to lepiej, niż gdyby nic nie dawała, zatrzymując zyski dla siebie. Uważam, że nie należy mieć nikomu za złe, iż jest tak interesowny, że czyni dobrze.
- Czy popularne dziś metody pozyskiwania ofiarodawców, polegające na odpisach od pensji, organizowaniu prestiżowych koncertów, aukcji, licytacji czy kreowaniu wydarzeń sportowych, nie są coraz mniej efektywne?
- Sposoby te są tak stare jak i sama działalność charytatywna. Nie przeżyją się jednak, bo związane są z działalnością kulturalną czy sportową, która zawsze ludzi interesowała i będzie interesować. Ale powinny to być ciekawe wydarzenia, przyciągające jak najwięcej osób. Podstawą każdego sukcesu jest jednak człowiek. Od jego rzutkości, daru przekonywania, zaangażowania, pomysłowości zależy to, jak dana fundacja działa. Czy społecznikiem trzeba się urodzić? Większy lub mniejszy egoizm wynosi się z domu. Mniejszy pomaga w posmakowaniu idei społecznikowskiej, działającej jak narkotyk. Ludzie, którzy poznali smak takich przedsięwzięć i odczuli satysfakcję, nie potrafią z nich zrezygnować. W wielu ośrodkach działających na rzecz dzieci ubogich i niepełnosprawnych miałam okazję spotkać się ze społecznikami. Emanuje z nich niespotykana radość, gdyż pomagają ubogim, niepełnosprawnym i upośledzonym, stwarzają im warunki, w których czują się bezpiecznie.
- Czy poznanie właśnie takich osób skłoniło panią do założenia Fundacji na rzecz Rodziny?
- Tak. Tacy ludzie pracują też ze mną w fundacji. Szukają sponsorów, rozliczają koncerty, załatwiają dziesiątki formalności związanych z każdą akcją. Z powodu braku czasu nie biorę w tym, niestety, bezpośrednio udziału. Bez współpracowników - tworzących pięcioosobową radę i czteroosobowy zarząd - niewiele mogłabym zdziałać. Na przykład członkowie rady rozpatrują wnioski o udzielenie pomocy składane przez domy dziecka, domy samotnych matek czy fundacje działające na rzecz dzieci z rodzin patologicznych. Nie finansujemy w całości projektów prorodzinnych, ale dokładamy swój grosz. Wcześniej zbieramy oczywiście informacje o danej instytucji i jej programie. W tym roku na przykład częściowo opłaciliśmy pobyt rodzin na obozie rehabilitacyjnym dla dzieci słabo widzących, niewidomych i upośledzonych umysłowo. Współfinansowaliśmy też dwa transporty z pomocą humanitarną dla Kosowa i wiele inicjatyw na rzecz rodziny. Pieniądze zbieramy podczas organizowanych przez fundację pikników, aukcji i koncertów - ostatnio grał dla nas w Zabrzu Krystian Zimerman ze swoją Polską Orkiestrą Festiwalową. W planie mamy charytatywny bal karnawałowy. Szukamy właśnie odpowiedniego lokalu w Gliwicach - w tym mieście bowiem chcemy powitać
Okładka tygodnika WPROST: 42/1999
Więcej możesz przeczytać w 42/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • [email protected] IP
    jestem matką samotnie wychowującą 4 dzieci,od lutego mieszkam w Warszawie wynajmuję mieszkanie na które idzie cała moja wypłata,mieszkam bez zameldowania,pochodzę z okolic Ciechanowa,nie mam dokąd wracać bo nie mam nic oprócz dzieci,chciała bym starać się o mieszkanie komunalne,nie wiem od czego zacząć i do kogo się zwrócić o pomoc.proszę o pomoc ,,tel .0604737195

    Czytaj także