Żywa telewizja

Żywa telewizja

Maksymalna szczerość, prawda i naturalność - to telewizja "na żywo", której udało się wyjść poza peerelowski schemat telewizji studia i stać się telewizją widza.
Prawda miejsca, czasu i akcji to zasada, którą najwcześniej wprowadziło radio RMF. Przede wszystkim dzięki swoim możliwościom technicznym było w stanie pojawić się tam, gdzie działo się coś ważnego. Ta formuła wydawała się niemożliwa do zrealizowania w telewizji, gdzie każdy program "na żywo" był realizowany w studiu, a wszystkie materiały ze zdarzeń musiały być nagrywane wcześniej. Do urzeczywistnienia koncepcji "żywej" telewizji przyczyniły się zarówno możliwości techniczne, jak i sami dziennikarze. Dzięki wozom transmisyjnym telewizja stała się mobilna i obecnie nie ma najmniejszego problemu, aby w ciągu paru godzin dotrzeć tam, gdzie dzieje się coś ważnego, i bezpośrednio przekazywać relację na antenie.
Tworzenie takiego programu jak "Pod napięciem" stało się możliwe również dzięki zmianie świadomości ludzi pracujących w telewizji. Zniknął problem sterylności miejsca. W telewizji publicznej takie programy powstawały najczęściej w uporządkowanym i oczyszczonym z osób postronnych terenie. To całkowicie niweczyło autentyczność przekazu. W wypadku programu "Pod napięciem" wszystko, co nie jest sterylne, jest atutem. Jeżeli ludzie reagują gwałtownie, zgodnie ze swoimi odczuciami, to jest właśnie to, co "żywa" telewizja ma pokazywać. Potwierdza to przykład programu nadawanego ze Słupska, a dotyczącego granicy obrony własnej. Występował w nim chłopak, który twierdził, że użył noża w obronie własnej i dlatego zabił jednego napastnika, a drugiego ciężko ranił. Doszło do tak silnej konfrontacji poglądów, że zgromadzone wokół planu osoby zaczęły się bić. Świat pokazywany tu i teraz z jego wszystkimi emocjami - to istota mediów elektronicznych. Podobnie było w wypadku nadawanego z Gdańska programu o przestępczości wśród policjantów. W grupie osób, które obserwowały program, znaleźli się koledzy policjantów i w pewnym momencie w stronę ekipy telewizyjnej poleciały jajka.


Telewizja w nowej formule nie boi się spontaniczności

Telewizja w nowej formule przestaje się bać tego, co jest poza kontrolą. Nie można przecież zaplanować reakcji, emocji bohaterów. Podczas prowadzenia takiego programu nie daje się przewidzieć czegoś, co jest oparte głównie na wrażeniach danej chwili. Siłą programu powinna być jego autentyczność. Ważna jest obecność w miejscu, do którego często inni dziennikarze nie docierają. Przykładem było zdarzenie we wsi Cetuń koło Koszalina, gdzie kobieta, matka dwanaściorga dzieci, zabiła swoje nowo narodzone bliźnięta. Na miejsce tragedii nikt nie chciał przyjechać, bo taką Polskę rzadko chce się pokazywać. Po programie kilku wpływowych ludzi zaczęło protestować, że na antenie prezentujemy coś, co nie jest wizytówką Polski. To prawda, że nie jest to wizytówka Polski, ale taki też jest nasz kraj i tę rzeczywistość trzeba pokazywać. Bardzo często na miejscu zdarzenia mówi się nam, byśmy nie zajmowali się danym tematem: "Podarujcie sobie ten temat, wyjeżdżajcie stąd, bo może się wam coś przydarzyć". Tak było w wypadku poświęconego mafii programy z granicy w Zgorzelcu. Podobne "przestrogi" słyszeliśmy w Bezledach, skąd nadawaliśmy materiał dotyczący przemytu i głębokiej korupcji wszystkich pracujących tam służb.
Program nie powinien powstawać dla komfortu dziennikarzy. Reporter musi być przede wszystkim przekazicielem informacji, atmosfery, kontekstu zdarzenia. Zależy nam, aby zakorzeniła się u telewidzów świadomość, że "Pod napięciem" to prawdziwa Polska w Polsce. Że jest to program, który dzięki swojej formule stara się "otworzyć" ludzi, zachęcić ich do rozwiązywania problemów.
Reporterzy "Pod napięciem" bardzo rzadko goszczą w dużych miastach. Jeżeli tak się dzieje, to tylko dlatego, że wydarzyło się tam coś, co jest przykładem zjawiska charakterystycznego dla całego kraju. Tak było w wypadku programu o molestowaniu seksualnym w rodzinie - zjawisku bardzo częstym, lecz wstydliwie skrywanym przed otoczeniem. 


Okładka tygodnika WPROST: 43/1999
Więcej możesz przeczytać w 43/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0