Tajemnica przeznaczenia

Tajemnica przeznaczenia

Przez 50 lat, w każdych kolejnych wyborach, Włosi udowadniali, że nie chcą rządów komunistów. Dlaczego więc premierem najnowszego, pięćdziesiątego szóstego rządu republikańskiego został Massimo D'Alema, wykształcony w Moskwie były przewodniczący Włoskiej Federacji Młodych Komunistów, niegdysiejszy redaktor naczelny dziennika "L'Unita" i sekretarz postkomunistycznej Partii Lewicowych Demokratów?
Berlusconi i cały jego centroprawicowy Biegun Wolności twierdzą, że rząd D'Alemy jest "nielegalny". Podobnego zdania jest Watykan, który nie ingerował tak gwałtownie we włoską politykę od czasu referendum w sprawie rozwodów w 1974 r. Berlusconi i Watykan nie odmawiają D?Alemie prawa do rządów, uważają jednak, że powinien w tym celu wygrać wybory, a nie sprawować władzę na mocy "pałacowego spisku", wbrew woli wyborców.
Przeciwnicy D?Alemy przypominają, że od 1946 r. w piętnastu kolejnych wyborach, w tym i w ostatnich 21 kwietnia 1996 r., Włosi zawsze głosowali przeciwko komunistom. Ponadto D?Alema uzyskał zaufanie parlamentu wyłącznie dzięki głosom 31 posłów wybranych z list Berlusconiego, którzy opuścili go w imię ponownego zjednoczenia partii chadeckich. Nic więc dziwnego, że Berlusconi nazywa uciekinierów "złodziejami głosów".
W szczególnie delikatnej sytuacji znajduje się Watykan, ponieważ atakując D'Alemę, atakuje jednocześnie popierające go partie chadeckie kierowane przez ludzi, którzy jeszcze do niedawna mieli duży posłuch za Spiżową Bramą. Włoska Konferencja Episkopatu, a nawet i sam papież nie ukrywali, że chętnie widzieliby ponowne połączenie ugrupowań chadeckich (rozpadły się one po wybuchu afery "czyste ręce"). Dlatego też z watykańskim błogosławieństwem wkroczył na plac boju były prezydent Włoch Francesco Cossiga, wytrawny polityk, jeden z ostatnich przedstawicieli starej gwardii chadeckiej. Nie bez racji uważa on, że jest najsprawniejszym politykiem włoskim, choć z wielu stron wskazuje się, że pojmuje on politykę jako zdolność niedotrzymywania wszelkiego rodzaju paktów i gotowość do zdrady nawet najświętszych zobowiązań na drodze do raz wyznaczonego celu.
Zjednoczenie chadecji nie było łatwe, gdyż część dawnych działaczy znajdowała się w lewicowym obozie Drzewa Oliwnego, a część w centroprawicowym Biegunie Wolności, i - jak to bywa w rodzinie - chadecy serdecznie się nie znosili. Cossiga zaczął od powołania do życia Unii Demokratycznej na rzecz Republiki (UDR). Fakt, że nie miał ani posłów, ani wyborców, nie stanowił przeszkody - wystarczyło oderwać CDU od Bieguna Wolności Berlusconiego. I choć tak utworzone ugrupowanie ma zaledwie 31 posłów i senatorów w 945-osobowym parlamencie, choć sondaże wskazują, że UDR mógłby liczyć na poparcie 1,7 proc. wyborców, Cossiga stał się arbitrem włoskiej polityki, zwłaszcza po upadku premiera Romano Prodiego, zdradzonego przez Partię Odrodzenia Komunistycznego. Były prezydent, mimo że był świadom dezaprobaty Watykanu, wybrał współpracę z lewicą, która gotowa była dać mu wszystko, czego zażądał, byleby tylko nie dopuścić do nowych wyborów, gdyż oznaczałyby one odsunięcie jej od władzy (sondaże opinii publicznej dają dziesięciopunktową przewagę prawicowej opozycji).
D?Alema dotrzymał obietnicy danej Cossidze: chadekom przypadło aż 9 z 25 ministerstw i prawie połowa z 56 wiceministerstw. Dlatego we Włoszech rządzi dziś "nienaturalna" koalicja postkomunistów z chadekami. Może nawet mariaż D?Alemy z Cossigą (związek ten pobłogosławił chadecki prezydent Oscar Luigi Scalfaro) jest jeszcze dziwniejszy, zważywszy, że przez ostatnie ćwierćwiecze ten drugi był dla włoskiej lewicy symbolem wszystkiego, co wrogie. Przez ponad 50 lat swej działalności politycznej Cossiga nie miał innego celu, jak tylko zniszczyć komunistów.
Powstaje pytanie, dlaczego D?Alema, jeden z najzdolniejszych i najbardziej przebiegłych polityków europejskich młodego pokolenia, zgodził się na układ z Cossigą, świadom, że będzie nieustannie przezeń szantażowany? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w najnowszej historii Włoch. Minionego lata zakończyła się fiaskiem najpoważniejsza z dotychczasowych prób reformy konstytucyjnej państwa. Prezydenta nadal wybiera się nie w powszechnych wyborach, lecz w trakcie zakulisowych pertraktacji w parlamencie. Scalfaro kończy swą kadencję, gdyby więc doszło do wyborów i wygrał w nich obóz Berlusconiego, oznaczałoby to, że nowego szefa państwa wybierze lider prawicy. A ten prawdopodobnie zacząłby rozliczać komunistów z całego 50-lecia, w tym również i z roli, jaką odegrali w przewrocie w 1992 r. znanym pod nazwą "czyste ręce".


Tajna historia Włoch

Przez całe powojenne półwiecze, Italia była jednym z najsłabszych ogniw NATO. Co trzeci Włoch głosował na największą na Zachodzie, liczącą 3 mln członków Włoską Partię Komunistyczną. Aż do inwazji na Czechosłowację w 1968 r. jednym z najgorętszych frontów zimnej wojny były właśnie Włochy. Stany Zjednoczone robiły, co w ich mocy, by nie dopuścić tam komunistów do władzy. Rosjanie zaś starali się włoskim towarzyszom pomóc. ZSRR łożył krocie na utrzymanie WPK, fundował jej gazety, rozgłośnie radiowe, szkoły, a nawet tajne, uzbrojone i doskonale wyszkolone siły zbrojne. Pieniądze przekazywał jeszcze w połowie lat 70. WPK prowadziła, również za pośrednictwem podporządkowanych sobie związków zawodowych, bezpardonową walkę z państwem demokratycznym. Strajki, manifestacje i indywidualny szantaż przez całe dziesięciolecia wpływały na włoską politykę i gospodarkę. Oparty na chadecji rząd włoski znajdował się w stanie oblężenia aż do połowy lat 70., kiedy z jednej strony chadek Aldo Moro, a z drugiej - komunista Enrico Berlinguer dali początek nieśmiałej współpracy dwóch zwalczających się dotychczas ugrupowań ("historyczny kompromis"). Formalnie obie partie pozostawały w przeciwnych obozach, ale począwszy od 1974 r., 95 proc. wszystkich ustaw włoskiego parlamentu uchwalono dzięki głosom WPK. Dlatego tak wiele niejasności jest w sprawie porwania i zabójstwa Aldo Moro. Do dziś nikt nie poważył się odpowiedzieć na pytanie, komu najbardziej zależało na niedopuszczeniu do zbliżenia chadeków z komunistami. Wiele niedomówień otacza też okoliczności, w jakich w 1992 r. doszło do akcji "czyste ręce". W ciągu kilku tygodni tropiące korupcję prokuratury aresztowały najważniejszych działaczy partii wchodzących w skład koalicji rządowej. Partia Socjalistyczna praktycznie zniknęła, a chadecja podzieliła się na trzy mniejsze ugrupowania. Kiedy wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by komuniści doszli wreszcie do władzy, na placu boju wystąpił popularny magnat telewizyjny Silvio Berlusconi i z założoną przez siebie partią Forza Italia wygrał wybory.
Okładka tygodnika WPROST: 44/1998
Więcej możesz przeczytać w 44/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także