Z jakiej planety pochodzi Lech Wałęsa?

Z jakiej planety pochodzi Lech Wałęsa?

W kalendarzach zima, za oknami wrzesień, a ja w samotny, szary wieczór w naszej smutnej betonowej i rozkopanej stolicy sięgam po jedną z moich ulubionych rozrywek dla jednego gracza. Niektórzy dla pokrzepienia serca oglądają dziesiąty raz tę samą łzawą komedię romantyczną, inni wolą zajadać się dwoma paczkami chipsów naraz i radośnie wycierać w spodnie tłuste ręce. Ja natomiast rozsiadam się wygodnie w miękkim fotelu, z namaszczeniem otwieram butelkę dobrego pszeniczniaka, odpalam wywiady z Lechem Wałęsą i już czuję się jak na innej planecie.
Gdybym tylko miał odpowiedni sprzęt, nagrywałbym wypowiedzi Lecha Wałęsy na płyty winylowe. Gramofon - oczywiście Berliner, stary i z obowiązkową tubą. Może przy odsłuchiwaniu Wałęsy z winyla wymieniłbym też piwo na jakiś bardziej elegancki trunek - jak whiskey - chociaż nie znoszę jej smaku z całego serca. Ceremoniał jednak zobowiązuje. Z szacunku. Wszak to Lech Wałęsa - a więc znaczny ktoś. Legenda polskiej erystyki (ba, europejskiej!), autor celnych bon motów i znamienitych sentencji, najwybitniejszy słowotwórca od czasów Leśmiana, ostatni artysta odtwarzający jeszcze skecze Monty Pythona, jedyny po Heglu człowiek, którego nie rozumie nikt poza nim samym. A do tego prezydent i ikona "Solidarności". Pokłony bić! Winyl, Berliner i whiskey!

Z Lechem Wałęsa nie wywiady-rzeki, lecz wywiady-oceany robić można. Dziennikarz prędzej dożyłby późnej starości i wyzionął ducha, nim zadałby wszystkie pytania, na które Lech Wałęsa zna odpowiedzi. Dlatego właśnie wymyślono podział doby na dzień i noc, a w mediach wprowadzono czas antenowy. Trzeba było po prostu elegancko wytłumaczyć Lechowi Wałęsie, dlaczego rozmowę trzeba skończyć zaledwie po 30 minutach (no no, jak to tak, no miły panie...). Bo Lech Wałęsa swoją wszechwiedzą dzieli się chętnie i robi to w sposób nieograniczony ani czasem, ani przestrzenią. Tunezja? Egipt? Lech Wałęsa może pomóc budować tam nowy ład (pomóc to eufemizm - on im sam cały ten nowy ład zbuduje!) i oczekuje zaproszenia. Wsparcie przy rozstrzyganiu polskiego sporu o prym na lewicy i prawicy? Król Salomon z wąsem jest za, a nawet przeciw.

- Czekam na paru ludzi mądrych, którzy powiedzą, że lewica to na przykład nie wierzę w Boga, własność państwowa, prawica wierzę w Boga, własność prywatna, siły umiarkowane, siły populistyczne, to znaczy u kogoś pracują i siły radykalne, po lewej stronie, po prawej. No niech ktoś pociągnie ten pomysł - nawoływał niedawno w Radiu ZET nasz Mistrz. Bo wy tu, siostry, niezły burdel macie w tym Sejmie. Miller na krzyże, Rozbraty i marsze walczy z Palikotem o najlewicowszą lewicowość. Ziobro próbuje Kaczyńskiego wyrzucić z prawicy. Czyja racja jest racją najmojszą? Nie wiedzą wyborcy, ani nawet sondaże. Rozwiązanie podpowiada Mistrz: - Przyspieszmy pisanie programów, byśmy się kłócili nie na ulicach, tylko siadamy do komputera i mówimy, proszę, proszę i komputer nam podpowiada kto tu ma rację, jak należy to zrobić - radzi Wałęsa. I już wiemy co i jak.

Zidentyfikować się jako prawica lub lewica - w rozumieniu Wałęsy - nie stara się niestety PO. Wierzę w Boga, nie wierzę w Boga? Ciężka sprawa z takim podziałem, Wałęsa to wszak awangarda politologii, prostych prac domowych nie zadaje. Platforma wybiera więc centrum - czyli, cytując Wałęsę, "i tak, i nie". Własność państwowa czy własność prywatna? Prezydent kiedyś pozywał Kaczyńskiego za oskarżenia (sic!) o plany prywatyzacji szpitali, a premier mówił z kolei, że on to rychtyk liberał. Ale dziś jest nowy dzień, a przecież głupio tak te same poglądy codziennie, prawda? Co radzi Lech Wałęsa? - Wybierajmy lepiej, wybierajmy mądrzej - mówi Mistrz i dodaje, że jest zły na demokrację. Plusy dodatnie i ujemne po upływie 20 lat od rozpoczęcia transformacji trafił w końcu szlag. Teraz zostały nam tylko minusy dodatnie i minusy ujemne.

Napisał kiedyś pewien polski poeta: "Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie, chcieliście Polski, no to ją macie". Czasem jest mi nawet sił brak by cokolwiek do tych słów dodać. Lech Wałęsa nie należy do zakonu marianów, nie dostanie więc nigdy zakazu wypowiadania się w mediach. A niech sobie mówi. Na zimowe wieczory jest jak znalazł. Zwłaszcza, że prawdziwych kabaretów już nie ma, jak to śpiewała Rodowicz, czy może inaczej to było? Nieważne.

Drodzy czytelnicy - to ostatnie słowo jest kluczowe. Nie-waż-ne! Nieważne czy ten czy tamtej ustrój, czy demokracja sehr gut i sine qua non czy tylko po churchillowsku najgorszy system prócz wszystkich innych, które wypróbowano. Nieważne czy Tusk się okrzyknie liberałem, czy Palikot mesjaszem lewicy i czy za pięć lat obaj nie wymienią się łatkami. W polityce jest zawsze to samo. Dlaczego? Bo Lech Wałęsa nie jest z innej planety, on jest z Ziemi. Z Ziemi są też Beata Kempa, Piotr Gadzinowski i (prawdopodobnie) Waldemar Pawlak. Posłowie, prezydenci, premierzy, komisarze, królowie, cesarzowie, faraonowie - oni wszyscy byli (przerażające!) tacy, jak my. Póki nie skonstruujemy wałęsowskich komputerów, które przyznają racje i obalają konkurencyjne tezy - jesteśmy niestety na ludzi skazani. Chcieliście rządu? No to go macie.

Skumbrie w tomacie pstrąg.

Czytaj także