Chrześcijanie dla lwów!

Chrześcijanie dla lwów!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przyznam bez bicia, nie jestem chrześcijaninem i nie pałam wielką miłością do polskiego kleru i bezmyślnej bigoterii. Znam jednak umiar. Wstyd, że nie znają go ci, którzy z pieśnią o przeróżnych wolnościach i tolerancjach dzielnie kroczą szlakiem rzekomo społecznej i nowoczesnej polityki.
Wolność słowa, wolność sumienia, walka z ksenofobią, homofobią i rasizmem, wolność wyznania, itd. - wszystko to piękne, o czym mówi dziś lewica, odważnie i romantycznie przykrywając nagą piersią wszystkich uciśnionych. I tylko szkoda, że lewicowy winkelriedyzm nie jest bez skazy, która ujawnia się w pewnym może i niezaskakującym, lecz wciąż trącącym hipokryzją wyjątku. Mianowicie, osłonimy przed wrogim ostrzem wszystkich, byleby nie byli katolikami. Tych najchętniej w imię poszanowania wszystkiego, co tylko można sobie wymyślić, rzucimy na rzymskiej arenie lwom na pożarcie.

Joanna Senyszyn, europosłanka SLD i osoba z belwederską profesurą, zniesmaczyła mnie ostatnio jak mało kto, gdy w wysoce nieelegancki - żeby nie użyć mocniejszych słów - sposób zaatakowała posła Johna Godsona i jego wiarę. A miało to miejsce w programie "Kropka nad i" Moniki Olejnik w TVN24 poświęconym warszawskim rekolekcjom duchownego z Ugandy, o. Johna Bashobory. Ksiądz ów deklaruje się jako uzdrowiciel, który potrafi nawet wskrzeszać ludzi, co ponoć zostało nawet udokumentowane. Ponad 50 tys. ludzi zakupiło za, jak mniemam, nie grosze, bilety na spotkanie z charyzmatykiem na Stadionie Narodowym w Warszawie, o którym od miesięcy dowiedzieć mógł się każdy mieszkaniec Warszawy przynajmniej raz korzystający z metra. Dobry PR? No ba. Dobra kasa? Też. No i co z tego?

Gdy Madonna w katolickie święto poświęcone oryginalnej Madonnie zagrała w Warszawie koncert, pisk polskich dewotów był wręcz nie do zniesienia. Jak my, nowocześni, tolerancyjni Polacy o otwartych umysłach odpowiadaliśmy im wówczas na ich "ciemnogrodzki" skowyt? "A co was to obchodzi. Nie chcecie koncertu, nie kupujcie biletu". Proste. Szkoda, że nie działamy tak i w drugą stronę. Bashobora uzdrawia czy nie? Wskrzesza czy nie? Chce pomóc ludziom, którzy rzeczywiście wierzą w jego moc i charyzmę, czy tylko zarobić trochę grosza na ufnych owieczkach? Nieważne. Czyli co - nie ufamy Bashoborze, nie kupujemy biletu i tyle? A skąd. Będziemy piszczeć, dziwić się, miotać i klepać po czole tak samo, jak ci, z których jeszcze niedawno tak kpiliśmy. Słucham i czytam mainstreamowe media i nie mogę się nadziwić nagonki na o. Bashoborę. Dla przykładu, jeden z popularniejszych serwisów internetowych wynalazł tuż przed stadionową imprezą "eksperta", jak głosi(ł) nagłówek nad wywiadem, który zręcznie zjechał afrykańskiego duchownego, cuda i wskrzeszenia aż dziennikarce było miło (przynajmniej tak mi się zdaje). To się nazywa tolerancja i wartości nowoczesnego i otwartego społeczeństwa.

A niech sobie uzdrawia lub nie uzdrawia o. Bashobora. Niech dziesiątki tysięcy ludzi lgną do niego na Stadionie Narodowym. Co mnie to obchodzi? Ano nic. Obchodzi mnie za to to, co nie za zamkniętymi drzwiami (względnie pod zamykającym się - jeśli wszystko działa i pani Krysia nie jest na urlopie - dachem), a co publiczne. Oto na antenie jednej z popularniejszych telewizji polityk z tytułem profesora uśmiechnięta od ucha do ucha drwi z posła Godsona i o. Bashobory, zapominając o jakiejkolwiek klasie i umiarze. "Quasi-cyrk", "wielkie oszustwo", "wcielenie Kaszpirowskie", "katolicyzm był zawsze fasadowy", "to takie przedstawienie", "nie cuda tylko cuda finansowe", itd. Średnio dwie drwiny na minutę. No ładnie. Aż poseł Godson musiał przypominać lewicowej (naprawdę lewicowej? a może za tym epitetem nie kryje się już nic?) polityk o WOLNOŚCI wyznania. "Smutno mi, że pani Senyszyn czuje się autorytetem, żeby mówić w co mam wierzyć, a w co nie. Pani poseł, to zadziwiające, że jako osoba niewierząca czuje się pani ekspertem od spraw wiary. Proszę szanować, nie ośmieszać" - trafił w samo sedno poseł Platformy Obywatelskiej i dodał, że nie chce oceniać księdza Bashobory, bo go nie zna.

Ja też nie znam księdza Bashobory. I szczerze wątpię żeby Joanna Senyszyn dobrze go znała. Szkoda tylko, że z naszej trójki to właśnie polityk lewicy wykazuje się tu najmniejszą tolerancją i brakiem szacunku.

Czytaj także

Czytaj także