Dlaczego nie czekam na Oscary?

Dlaczego nie czekam na Oscary?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie tylko dlatego, że ważniejsze są informacje o kolejnych grupach „nieoznakowanych żołnierzy” na Krymie i Flocie Czarnomorskiej blokującej ukraińskie bazy wojskowe. Chyba po raz pierwszy tak mało przeżywam Oscary.
W najważniejszej kategorii rywalizuje dziewięć bardzo dobrych filmów, każdy z pięciu nominowanych aktorów stworzył kreację godną statuetki, wśród kobiet o nagrodę walczą m.in.: Judi Dench, Meryl Streep, Cate Blanchett. Trudno o lepszy zestaw. A jednak, mam poczucie, że coś się w Oscarowej konwencji przejadło.

Od lat mówi się, że Nagrody Amerykańskiej Akademii to święto marketingu, a nie sztuki. Ale też wciąż nagrody te pozostawały najważniejszym laurem i marzeniem każdego filmowca. Ale czy tak jest dalej? Nie sądzę, żeby permanentnie pomijany przez akademików Leonardo Di Caprio potrzebował tej statuetki. Jest mi obojętne czy głosujący docenią Matthew McConaughey'a, który schudł 30 kilo do roli czy Christiana Bale'a, który 15 przytył. Może najbliższy memu sercu jest Chiwetel Ejiofor ze „Zniewolonego. 12 Years a Slave”. Bo jako jedyny zaskakuje. I tak jest w każdej kategorii.

Nominowane filmy przeszły już przez dziesiątki festiwali, dostały po drodze multum wyróżnień. Poziom jest wysoki, a ogólny wydźwięk gorzki. Są tu wszystkie grzechy Ameryki: korupcja i chciwość („American Hustle”, „Wilk z Wall Street”), imperializm („Kapitan Philips”), niewolnictwo („Zniewolony...”), odchodzenie od dawnych wartości („Nebraska”) i błędy systemów ochrony zdrowia i sprawiedliwości („Witaj w klubie”). A jednocześnie żaden z tych obrazów nie wyznacza trendów, nie wybija się ponad inne, nie pozostawia kontrkandydatów w cieniu. Nie wyprzedza swoich czasów jak „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Coen i „Aż poleje się krew” Paula Thomasa Andersona w 2008 roku.

Może zmieniła się atmosfera? Kryzys przyniósł niechęć do pełnej blichtru ceremonii? Bliższe są mi Europejskie Nagrody Filmowe, którym towarzyszy poważna dyskusja o europejskim kinie. A z Oscarów? Kategoria „film dokumentalny”. „Scena zbrodni” Joshuy Oppenheimera o cieszących się społecznym szacunkiem przywódcach indonezyjskich szwadronów śmierci, „Plac” Jehane Noujaim - niedopuszczony do dystrybucji w Egipcie film o arabskiej rewolucji, zrealizowany z punktu widzenia kobiety, demaskatorskie „Brudne wojny” Ricka Rowleya. To w tej - często pomijanej przez media - kategorii dzieje się dzisiaj coś istotnego.

Czytaj także

Czytaj także