Orzeł i tryzub

Orzeł i tryzub

Czy konflikt w sprawie Cmentarza Orląt Lwowskich zaważy na stosunkach polsko-ukraińskich?
Nikt nie policzył ani uścisków, jakie wymienili między sobą podczas częstych spotkań prezydenci Kwaśniewski i Kuczma, ani wspólnie wypitych toastów. Ale nawet gdyby ktoś to uczynił, nic by z tego nie wynikało: Polska i Ukraina od lat deklarują "strategiczne partnerstwo", lecz najczęściej nie wykracza ono poza najwyższe szczeble władzy. Najdobitniejszym tego przykładem jest konflikt w sprawie Cmentarza Orląt Lwowskich. Kto przeszkadza w pojednaniu naszych narodów? Czy my, Polacy, zbyt wielką wagę przywiązujemy do symboli przeszłości, czy też - po to, by utrzymać szczególny charakter naszych stosunków - idziemy na zbyt wielkie ustępstwa?
Wielu obserwatorów sceny ukraińskiej coraz częściej rozkłada bezradnie ręce, próbując zrozumieć zamieszanie wywołane kwestią odrestaurowania historycznych nagrobków. Jak należy traktować ostatnią uchwałę Rady Miejskiej Lwowa w sprawie Cmentarza Orląt? Jakie racje kierowały radnymi? Wydaje się, że te same, co poprzednio - cmentarz nie może być świadectwem chwały polskiego oręża. Przed kaplicą nie mogą stanąć lwy, mimo że są w herbie Lwowa. Na grobie nieznanego żołnierza nie może być słów "niepodległa Polska", najwyżej słowo "Polska". Przed katakumbami, których nie da się do końca odbudować, nie wolno stawiać pomników francuskim i amerykańskim lotnikom, którzy pomagali Polakom w walce o Lwów, gdyż - jak mówią galicyjscy "separatyści" - Amerykanie i Francuzi pomylili się wówczas i nie trzeba im o tym dzisiaj przypominać. Lwowscy radni nie chcą wyrazić zgody na odbudowę cmentarza w kształcie zbliżonym do stanu sprzed 1939 r., choć jest to miejsce pamięci i pomnik architektury.
W ubiegłym roku Wasyl Kujbida, mer Lwowa, miał pewno nadzieję, że problem ten zostanie rozwiązany metodą faktów dokonanych. Przed wizytą Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy, bez uzgodnienia z polską stroną i wbrew podpisanym wcześniej porozumieniom, "nieznani sprawcy" umieścili na Grobie Nieznanego Żołnierza płytę z napisem: "Wojakom polskim poległym w latach 1918-1920". Sądzono zapewne, że prezydenci, nie chcąc psuć stosunków między "strategicznymi partnerami", złożą pod tablicą kwiaty i tak już zostanie. Nie zostało: skończyło się politycznym skandalem i po proteście Warszawy tablica zniknęła.
Ostatnia uchwała Rady Miejskiej Lwowa jest powrotem do tamtego sposobu myślenia. Radni jednostronnie wprowadzili zmiany do wcześniejszych uzgodnień i oświadczyli, że ich stanowisko jest ostateczne. Żadnego pola do negocjacji, twarda sowiecka szkoła dyplomacji: "niet" i kropka. Poczynania radnych Lwowa sprawiają wrażenie, iż miotają się oni między naciskami lwowskich nacjonalistów a dyrektywami Kijowa.
W ubiegłym roku UNA-UNSO, skrajnie prawicowa organizacja, zastosowała w dyskusji nad słowami na Grobie Nieznanego Żołnierza młotki i dłuta, usuwając wcześniejszy napis. Czyżby więc Ukraina dopasowywała swoją politykę zagraniczną do wymagań ekstremalnej UNA-UNSO? To tak, jakby - porównują niektórzy - rząd polski dopasowywał swoją politykę zagraniczną do koncepcji Kazimierza Świtonia.
Sprawa cmentarza nie jest najważniejszym problemem w naszych dwustronnych stosunkach. Ale najbardziej delikatnym - dotyczy uczuć, symboli, historii. W 1998 r. to samo ugrupowanie zorganizowało przemarsz przez centrum Lwowa, po czym jego uczestnicy w świetle reflektorów deptali polską flagę.
Mirosław Popowicz, filozof, członek Ukraińskiej Akademii Nauk, zapytany, co przeszkadza w procesie polsko-ukraińskiego pojednania, powiedział: - Z naszej, ukraińskiej strony można wskazać dwa czynniki. Pierwszy to ciągłe oczekiwania skrajnej prawicy na powrót do władzy. Nacjonaliści, gdy odzyskiwaliśmy niepodległość, liczyli, że przejmą władzę. Tak się nie stało. Ale jeszcze długo będziemy mieli do czynienia z różnymi incydentami wywołanymi na fali historycznych rozliczeń. Pamięć o polskiej okupacji Lwowa nie jest dzisiaj silna, ale można się jeszcze do niej odwoływać. Jest to związane z drugim czynnikiem, nazwałbym go: nieokreśloną pozycją kierownictwa Ukrainy (mam na myśli prezydenta i parlament) wobec historii. Oni nie są dzisiaj zdolni jednoznacznie określić swojego stanowiska na przykład wobec UPA, a nawet Petlury. Dlatego też nie ma ze strony ukraińskiej jednoznacznego wyjaśnienia i potępienia mordów UPA na Wołyniu.
Na potępienie akcji "Wisła" zdecydował się natomiast w 1990 r. Senat RP. Mimo wysiłków, nie udało się jednak uchwalić w Sejmie statusu osób represjonowanych dla kilkuset żyjących jeszcze ukraińskich więźniów z dawnego obozu w Jaworznie. Ale mówiąc o trudnym pojednaniu czy "chłodnym pograniczu", nie należy - jak zauważa ukraińska pisarka Oksana Zabużko - personifikować przeszkód: - Często mówi się o UNA-UNSO, lecz myślę, że nikt ich nie traktuje poważnie. Z naszej strony jest nie przewietrzona pamięć historyczna. Szczególnie na zachodniej Ukrainie, gdzie w tradycji rodzinnej przetrwał obraz nieprzyjaznej Polski, obraz ucisku, pacyfikacji. W czasach sowieckich nie mogliśmy o tym rozmawiać, pamięć została zakonserwowana. Po roku 1990 nie pojawił się w świadomości Ukraińców obraz współczesnej Polski.
Mimo wszystko optymistycznie na rozwój stosunków polsko-ukraińskich spogląda Bogumiła Berdychowska, ekspert sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych: - Lwów spacza perspektywę, gdyż poważnych problemów nie ma w innych regionach Ukrainy, gdzie mieszkają Polacy, na przykład w Stanisławowie czy Tarnopolu. Lwów rzuca cień. Cmentarz to temat dyżurny dla dziennikarzy i miejscowej ekstremy, która wykorzystuje go do realizacji swoich politycznych interesów. Tymczasem coraz bardziej dają o sobie znać oddolne ruchy społeczne. Jeszcze nigdy między naszymi narodami nie było tak aktywnej współpracy, nie działało tyle organizacji pozarządowych i fundacji. To są setki ludzi i to będzie procentować.
Na razie jednak najtrudniejsze wydaje się pokonanie historycznych uprzedzeń. Przewodniczący polskiej delegacji, poseł Marcin Libicki, zapowiedział, że złoży w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy skargę na Ukrainę o łamanie praw mniejszości polskiej. Mało prawdopodobne, by nacisk tej instytucji pomógł rozwiązać tę delikatną kwestię. Dziennikarz zachodniego pisma, zajmujący się tematyką Polski i Ukrainy, dziwi się, że sprawa przeszłości przysłania nam teraźniejszość, zwłaszcza jeśli traktujemy tego sąsiada "strategicznie". Wielu Polaków jest jednak rozgoryczonych postępowaniem Ukraińców, szczególnie że Polska zrezygnowała z intratnej propozycji i zadeklarowała, iż nie zgodzi się na przesyłanie rosyjskiej ropy przez swoje terytorium z pominięciem Ukrainy.
W Kijowie tymczasem prezydent Kuczma wydaje polecenia, by jak najszybszej realizować uzgodnienia w sprawie cmentarza, ministrowie podpisują kolejne porozumienia i wysyłają pisma do Lwowa. Mało tego, jeżdżą tam sami, by - jak twierdzą - przekonać radnych. I nic. Polska nie jest jedyną ofiarą wewnętrznego braku zgody pomiędzy ukraińskimi politykami. Nasz sąsiad prowadzi różne polityki wobec Stanów Zjednoczonych, Rosji, Europy, NATO, MFW. Nie tylko w Polsce pojawia się pytanie: "O co Ukraińcom właściwie chodzi?".
"Czy jesteś za zmianą uchwały Rady Miejskiej Lwowa w sprawie polskich mogił wojskowych na Cmentarzu Łyczakowskim, poniżającej godność Ukraińców?" - to jedno z czterech pytań referendum, które organizuje we Lwowie grupa inicjatywna złożona z przedstawicieli siedmiu skrajnie prawicowych partii. Pozostałe trzy pytania dotyczą ograniczenia pełnomocnictw mera miasta i rady oraz anulowania podwyżek cen za usługi komunalne. Inicjatorzy referendum uważają, że rada, zgadzając się z niektórymi postulatami strony polskiej w sprawie odbudowy cmentarza, poniżyła narodowe uczucia Ukraińców. Sprawa cen za usługi komunalne nie ma związku z postulatami politycznymi, ma jedynie pomóc zwiększyć frekwencję podczas głosowania.
Obecnie mamy zatem kilka stanowisk w konflikcie o Cmentarz Orląt: rządu polskiego, który chce odbudować nekropolię w kształcie zbliżonym do stanu sprzed 1939 r.; rządu ukraińskiego, który w zasadzie zgadza się z polskimi postulatami i chce do tego przekonać Lwów; oraz Rady Miejskiej Lwowa, która ulega skrajnej prawicy. Ta zaś z kolei będzie zadowolona tylko wówczas, gdy na cmentarzu zostaną same mogiły. Nie wiadomo, jakie będzie rozwiązanie tej, zdawałoby się, patowej sytuacji. Dzisiaj można powiedzieć jedno: trudno odmówić lwowskiej prawicy skuteczności. Przez ponad dwa lata z powodzeniem torpeduje ona postanowienia dwóch rządów deklarujących "strategiczne partnerstwo" i "wspólną drogę do Europy". 



Okładka tygodnika WPROST: 40/2000
Więcej możesz przeczytać w 40/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0