Pierwsza kłótnia, tak jak w małżeństwie (choć trudno spotkać takich co się wcześniej nie kłócili - wierzę, że gdzieś są) to szok. Tuż przed dymisją Tymoszenko polityczne autorytety biadoliły o kruchej demokracji na Ukrainie. O rozpadzie, który spowoduje powrót starego. Demokracja jednak bez opozycji, tej efektywnej i silnej staje się wynaturzeniem. Polityczna zgoda wszystkich ze wszystkimi jest tak samo zgubna jak polityczna ekonomia, czyli prymat polityki nad matematyką.
Zatem przy założeniu, że podstawy demokracji zostaną utrzymane można powiedzieć, że na Ukrainie nic poważnego się nie stało. Zresztą obecny rząd musiał za granicami kraju wyglądać nieco dziwnie. Był miejscem gdzie skupiły się grupy ludzi zwykle siedzącą na dwóch oddzielnych końcach stołu. To tak jakby Miller dostał tekę w rządzie Kaczyńskiego.
Ukraina ten okres rządów jedności straciła. Przyczynił się do tego także system prezydencki, gdzie koterie i intrygi ustawiają szereg wokół prezydenta. Teraz, kiedy kraj będzie coraz bardziej zbliżał się do wyborów, dojdzie do ostrzejszej walki. A ta zapewne oczyści scenę polityczną. Będzie na pewno ciekawiej.
Grzegorz Sadowski