Debata ta, pod auspicjami Austrii, trwa od kilku miesięcy. I właściwie nie ma w niej nic nowego. Nie ma dyskusji o przyszłości UE ani tego czym unia ma w końcu być. Chodzi o doraźny sukces przez co dyskusja sprowadza się do poziomu technicznego: jak tylnymi drzwiami wprowadzić starą konstytucję. W tym tygodniu odbędzie się nieformalne spotkanie ministrów spraw zagranicznych UE. W połowie czerwca na szczycie europejskim nastąpi oficjalna próba ożywienia traktatu. Jak do tego dojdzie? W grę wchodzą cztery scenariusze.
Pierwszym z nich jest Nicea plus. Walorem tego scenariusza jest fakt, że można byłoby zrezygnować z ponownego przeprowadzania referendów. Drugim jest odchudzona konstytucja, gdzie zrezygnowanoby z obszernej części dotyczącej opisu polityk unijnych. Także odchudzona konstytucja miałaby ten walor, że nie musiałaby być przyjmowana przez Francuzów i Holendrów w drodze referendum. Kolejnym scenariuszem jest dalsza ratyfikacja - 15 krajów przyjęło już konstytucję. Jeżeli będzie ich 20, co obecnie wydaje się możliwe, to rada szefów rządów może ponownie zająć się konstytucją i przedyskutować nowe opcje. Przewiduje to jedna z klauzul traktatu. I wreszcie last but not least czwarty scenariusz: tworzenie jąder integracji.
Najbardziej prawdopodobny z nich to trzeci, zakładający dalszą ratyfikację. Przywódcy europejscy przedłużą okres zadumy, a tymczasem konstytucja sama wejdzie tylnymi drzwiami. Siła faktów wywrze nacisk na pozostałe kraje. Czy pomoże to Europie? Nie sądzę.
Grzegorz Sadowski