Łączenie przez podział

Łączenie przez podział

Krótki przewodnik po polskiej prawicy

Podczas gdy Leszek Miller zdobywa popularność, zapowiadając, że jeśli SLD obieca gruszki na wierzbie, to one tam wyrosną, politycy prawicy mnożą wierzby.
 

Czy jednak wyborcy powinni się niepokoić faktem, że dzień po kongresie programowym AWS szeregi akcji opuściło Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe? Czy powinni się irytować z powodu mnożenia partii? Nie powinni, gdyż partie przybierają nowe oblicza i walczą z sobą w imię jednoczenia prawicy, jej odnowy, oczyszczenia, uzdrowienia i wzmocnienia. Takie cele kreślą choćby twórcy Przymierza Prawicy - partii, która powstaje w AWS. Podobnie jak działacze ugrupowania Prawda i Sprawiedliwość, zakładanego przez Jarosława Kaczyńskiego w porozumieniu z bratem Lechem, ministrem sprawiedliwości. A ponieważ nie są to jedyni sprawiedliwi, prawica może się dynamicznie rozwijać.

Pełzające jednoczenie
Politycy już zrozumieli logikę łączenia przez podział, teraz chodzi tylko o to, by zrozumieli ją wyborcy. I zaakceptowali. Pomóc im w tym powinna retrospekcja: obecna prawica wzbogaca wszak polityczną tradycję pełzającego jednoczenia prawicy w całym okresie istnienia III RP. Od przeszło jedenastu lat prawica nie robi przecież nic innego, tylko się jednoczy. Wytrawnym znawcą tej tradycji jest Kazimierz Michał Ujazdowski, prezes powstałego kilka dni temu Przymierza Prawicy, minister kultury i dziedzictwa narodowego. Działając w Ruchu Młodej Polski, Ujazdowski opuścił Stronnictwo Demokratyczne, które właśnie zrywało więzy z PZPR. Wkrótce działał już w Unii Demokratycznej, tworząc w niej - wraz z Aleksandrem Hallem - Frakcję Prawicy Demokratycznej. W 1992 r. frakcja Halla i Ujazdowskiego opuściła UD, tworząc Partię Konserwatywną. W dziele tym brali też udział m.in. Mirosław Styczeń, Wiesław Walendziak i Maciej Płażyński. Dwa lata później Ujazdowski opuścił jednak Partię Konserwatywną i założył Koalicję Konserwatywną. Partia ta w szczytowym momencie ekspansji liczyła około 1300 osób. Po czym rozpłynęła się w Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym, w którym również działali Mirosław Styczeń, Aleksander Hall, Wiesław Walendziak, a do tego Jan Maria Rokita. Gdy SKL z Hallem i Rokitą przeszło do Platformy Obywatelskiej, Ujazdowski opuścił stronnictwo i został prezesem Przymierza Prawicy. Czyli prezesem Stycznia i Walendziaka. A ponadto prezesem Stefana Niesiołowskiego i Mariana Piłki, którzy opuścili ZChN. Piłka głównie dlatego, że przegrał ze Stanisławem Zającem walkę o fotel prezesa zjednoczenia.
Jednoczenie zapewne zakończy się sukcesem, skoro Ujazdowski czyni to z Mirosławem Styczniem, który niejedno już w życiu zjednoczył. Ma on za sobą działalność w Forum Prawicy Demokratycznej, Koalicji Republikańskiej, Partii Konserwatywnej, Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym (tu był przez jedną kadencję prezesem), Akcji Wyborczej Solidarność (gdzie z kolei był przez pewien czas wiceprzewodniczącym). Dewiza Mirosława Stycznia brzmi: "Prawica silna, zjednoczona, realizująca konserwatywne wartości". Wcześniejsze prawice firmowane przez Stycznia również miały być "silne, zjednoczone, realizujące konserwatywne wartości".

Jednoczenie przez redukcję
Te dwa modelowe szkice politycznych biografii obrazują skalę trudności, z jakimi borykają się politycy prawicy. A przecież przykłady można mnożyć. Warto choćby prześledzić "szlak bojowy" Jana Olszewskiego: najpierw przewodniczącego Ruchu dla Rzeczypospolitej (z kilkoma mutacjami po drodze), potem Ruchu Odbudowy Polski. Nie gorszą kartą może się poszczycić Romuald Szeremietiew, wiceminister obrony, dla którego ukoronowaniem kariery było przewodniczenie Ruchowi dla Rzeczypospolitej - Obóz Patriotyczny. Jacek Kurski, lider stowarzyszenia Ruch Odbudowy Polski Razem dla Prawicy, bez problemów wskoczył na stołek wiceprezesa ZChN. Dla porządku prawicowy wyborca powinien jeszcze poznać twórców i szefów już trzech Konfederacji Polski Niepodległej, zaznajomić się z działalnością minimum trzech działaczy Ruchu III Rzeczypospolitej, a wreszcie - przypomnieć sobie liderów dwudziestu dwóch ugrupowań, które pięć lat temu podpisały deklarację AWS.
AWS, jednocząca przed wyborami parlamentarnymi około czterdziestu organizacji, teraz z trudem skupia cztery, pięć, a może siedem - chwilowo dokładnie nie wiadomo. Widać więc ewidentny postęp w jednoczeniu - tym razem przez redukcję. W wyniku tych procesów w akcji można dziś wyróżnić cztery główne siły (bo są i mniejsze): Ruch Społeczny AWS, Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Porozumienie Polskich Chrześcijańskich Demokratów i Przymierze Prawicy. Szefem AWS nie jest już Marian Krzaklewski, lecz premier Jerzy Buzek, choć niektórzy wyborcy w to nie wierzą.

Walka wszystkich ze wszystkimi
W poszczególnych ugrupowaniach wszystko jest po staremu, czyli wszyscy walczą ze wszystkimi. W RS AWS ścierają się poplecznicy Mariana Krzaklewskiego, przewodniczącego związku "Solidarność", ze zwolennikami Janusza Tomaszewskiego, byłego wicepremiera i byłego sekretarza generalnego ruchu. Sprzymierzeńcem Krzaklewskiego był Jerzy Buzek. Po opuszczeniu AWS przez SKL Krzaklewski zażądał jednak dymisji ministrów rekomendowanych przez to ostatnie ugrupowanie. Premier się nie zgodził. Nie ugiął się nawet pod groźbą wycofania "Solidarności" z AWS. Premier może się zresztą sprzeciwiać do woli, gdyż w Polsce wymyślono patent, jaki nie miałby szans chyba nigdzie na świecie, czyli rząd, który w praktyce jest nie do odwołania, mimo że jest bardzo mniejszościowy. Mało tego - im bardziej rząd Buzka jest mniejszościowy, tym trudniej go odwołać!
Spokojnie jest w PPChD, o którym wiadomo, że jest chadeckie i że niewątpliwie istnieje, co potwierdza obecność w rządzie - jako wicepremiera i ministra gospodarki - Janusza Steinhoffa. Niespokojnie jest natomiast w ZChN, z którego do Przymierza Prawicy przeszła grupa Piłki i Niesiołowskiego. Nie wiadomo, czy PP pozostanie w AWS, gdyż - wedle słów Mariusza Kamińskiego, współzałożyciela przymierza, lidera Ligi Republikańskiej i posła AWS, PP pragnie prawicy uczciwej i wolnej od ciemnych powiązań ze światem gospodarki. Te przymioty charakteryzują ponoć ugrupowanie Prawo i Sprawiedliwość, tworzone przez braci Kaczyńskich przy współudziale trzech sił: Porozumienia Centrum, stowarzyszenia Nowe Państwo oraz tajemniczego Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju. Albo PC, NP, SZR zjednoczą się z PP, albo będą z sobą ostro konkurować.

Wyborca na rozdrożu
Na tym komplikacje po prawej stronie się nie kończą. Bo oprócz wspomnianych ugrupowań na głosy prawicowych wyborców liczą jeszcze ROP Jana Olszewskiego, Porozumienie Polskie Jana Łopuszańskiego (uwaga wyborcy! - skrót "PP" może oznaczać zarówno Przymierze Prawicy, jak i Porozumienie Polskie), Koalicja dla Polski Dariusza Grabowskiego i Ruch Katolicko-Narodowy Antoniego Macierewicza.
Wyborca prawicy musi też koniecznie wiedzieć, że jej liberalno-konserwatywną twarz prezentuje Platforma Obywatelska - od kilkunastu dni w sojuszu z SKL. Sojusz ten zawarto, podpisując najdziwniejszą w historii III RP umowę o współpracy: SKL pozostało odrębną partią i nie rozpłynęło się w platformie, choć z jej list ma startować w wyborach grupa działaczy stronnictwa. Kogo będą reprezentować w razie zwycięstwa - nie wiadomo. Wyborca musi również wiedzieć, że SKL ma swoich ministrów w rządzie AWS, choć platforma, z którą się sprzymierzył, zalicza się do opozycji. Ponadto SKL utworzyło własny klub parlamentarny, do którego nie przystąpili posłowie platformy. I już tylko na marginesie warto zauważyć, że w SKL panuje cicha niezgoda między Aleksandrem Hallem a Janem M. Rokitą. Oznacza to, że zjednoczeniowy wirus prawicy dotknął również platformy, która w zamyśle miała stworzyć nową jakość na politycznej scenie.
Kiedy wyborca już się zorientuje w zjednoczeniowych procesach prawicy, będzie mógł w dowód szacunku i uznania oddać na nią głos. W ten sposób nie przyłączy się do 49 proc. obywateli, którzy - wedle badań CBOS - nie dostrzegają partii sobie bliskiej, jak też do 61 proc. osób zdecydowanie nie dopuszczających myśli o poparciu AWS. Może natomiast się przyłączyć do 17 proc. zwolenników prawicy chcących w Polsce systemu jednopartyjnego. Przy czym zaskakuje, że właśnie w elektoracie AWS jest najwięcej osób pragnących takiego rozwiązania. Niektórzy prawicowi wyborcy są najwyraźniej zmęczeni rozpasanym pluralizmem.

Okładka tygodnika WPROST: 14/2001
Więcej możesz przeczytać w 14/2001 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0