Występują: Miro – zapalony golfista, który w momencie, gdy ktoś chce z nim porozmawiać o golfie traci głowę. W wolnych chwilach bywał ministrem sportu. Kocha Orliki, Polskę i dziczyznę; Policjant – policjant jaki jest każdy widzi; Dziennikarz – podła kreatura, podstępnie montująca nagrania kompromitujące prawdziwych patriotów. Jego motywacje są zawsze niskie, środki działania godne potępienia, nawet jego higiena osobista pozostawia wiele do życzenia.
Miejsce akcji: posterunek Policji
Miro: (wpada na komisariat z płaczem) Ratunku! Pomocy! Wrobili mnie.
Policjant: (podchodzi do Mira i czule go obejmuje ocierając łzy służbową chusteczką) No już dobrze, spokojnie. Proszę opowiedzieć jak to było: od początku i ze wszystkimi szczegółami.
Miro: (chlipie) Bo to było tak. Siedzę sobie przed swoim domem na Florydzie. Popijam herbatę ziołową i myślę o tym jak kocham Polskę i golfa. I wtedy pojawia się ta (wzdryga się z obrzydzeniem) kreatura.
Policjant: Jaka kreatura. Proszę być precyzyjnym.
Miro: (z odrazą) Dziennikarz. Tak się przedstawił. Kaprawe oczka, chytry uśmieszek. W ręku trzymał kamerę…
Policjant: I co było dalej?
Miro: I on mnie pyta czy o golfie bym z nim porozmawiał. Ja mówię, że o golfie chętnie, ale nie o sytuacji w moim kochanym kraju i nie o polityce bo ja kocham Polskę i kocham politykę a miłość to sprawa intymna i się o niej nie rozmawia. Na to on: to świetnie, bo ja chcę tylko o golfie. I mówi mi, że zrobimy tak. On będzie zadawał pytania a kamerę będzie włączał tylko by nagrać moje wypowiedzi. Dobrodusznie się zgodziłem, bo ja kocham również ludzi i mniemam, że każdy jest tak szlachetny jak ja (znów wybucha płaczem) .
Policjant: Proszę się uspokoić. Co było dalej?
Miro: No więc on mnie pyta czy nie uważam, że w Polsce jest za mało pól golfowych i czy pod tym względem Polska to nie jest dziki kraj. Ja się oburzyłem i mówię, tak przewrotnie żeby było ironicznie, że Polska to jest dziki kraj, bo żyją tu dziki. A on raz włącza kamerę raz wyłącza. Pytam czy ma jakiś problem, a on na to: nie, nie to kwestie techniczne, to się potem zmontuje. Gdybym wiedział, że ta kanalia już wtedy planowała swoją ohydną manipulację (wybucha płaczem) .
Policjant: Już jest pan bezpieczny. Proszę mówić dalej.
Miro: No więc on pyta, czy w środowisku golfistów nie uprawia się ostatnio zbyt często polityki – wie pan, że niby temu Woodsowi się kochanki wypomina. No więc ja odpowiadam, że gardzę polityką w sporcie. A on znów raz włącza, raz wyłącza kamerę. W końcu pyta mnie, czemu grywam w golfa tylko z amatorami. Zasugerował przy tym złośliwie, że nie umiem przegrywać i dlatego wybieram sobie tylko słabych przeciwników. Tu mnie trochę poniosło i odpowiedziałem: ja jestem Miro i mogę robić co będę chciał. I wara wszystkim od tego. On się uśmiechnął, podziękował za wywiad i poszedł. A ja potem włączam moją ukochaną stację Prawda24 i co widzę? Ta kanalia (unosi się) skleiła wypowiedzi i wyrzuciła wszystko o golfie. I wyszło z tego, że nie kocham Polski i że jestem bezczelny. A ja przecież chciałem tylko rozpropagować ten piękny sport wśród rodaków (wybucha spazmatycznym płaczem).
Policjant: (wstrząśnięty) No już dobrze, tu nic panu nie grozi. Dorwiemy tego drania. To oburzające. Żeby tak porządnego człowieka oczernić. O czasy, o obyczaje (sam zaczyna łkać).
Miro: (płacze coraz rzewniej).
Policjant: (płacze niemal tak samo żywiołowo)
Kurtyna: (płacze ze śmiechu i zapomina opaść)
Wszystkie podobieństwa do prawdziwych bohaterów polskiej sceny politycznej są oczywiście zupełnie przypadkowe.
Miro: (wpada na komisariat z płaczem) Ratunku! Pomocy! Wrobili mnie.
Policjant: (podchodzi do Mira i czule go obejmuje ocierając łzy służbową chusteczką) No już dobrze, spokojnie. Proszę opowiedzieć jak to było: od początku i ze wszystkimi szczegółami.
Miro: (chlipie) Bo to było tak. Siedzę sobie przed swoim domem na Florydzie. Popijam herbatę ziołową i myślę o tym jak kocham Polskę i golfa. I wtedy pojawia się ta (wzdryga się z obrzydzeniem) kreatura.
Policjant: Jaka kreatura. Proszę być precyzyjnym.
Miro: (z odrazą) Dziennikarz. Tak się przedstawił. Kaprawe oczka, chytry uśmieszek. W ręku trzymał kamerę…
Policjant: I co było dalej?
Miro: I on mnie pyta czy o golfie bym z nim porozmawiał. Ja mówię, że o golfie chętnie, ale nie o sytuacji w moim kochanym kraju i nie o polityce bo ja kocham Polskę i kocham politykę a miłość to sprawa intymna i się o niej nie rozmawia. Na to on: to świetnie, bo ja chcę tylko o golfie. I mówi mi, że zrobimy tak. On będzie zadawał pytania a kamerę będzie włączał tylko by nagrać moje wypowiedzi. Dobrodusznie się zgodziłem, bo ja kocham również ludzi i mniemam, że każdy jest tak szlachetny jak ja (znów wybucha płaczem) .
Policjant: Proszę się uspokoić. Co było dalej?
Miro: No więc on mnie pyta czy nie uważam, że w Polsce jest za mało pól golfowych i czy pod tym względem Polska to nie jest dziki kraj. Ja się oburzyłem i mówię, tak przewrotnie żeby było ironicznie, że Polska to jest dziki kraj, bo żyją tu dziki. A on raz włącza kamerę raz wyłącza. Pytam czy ma jakiś problem, a on na to: nie, nie to kwestie techniczne, to się potem zmontuje. Gdybym wiedział, że ta kanalia już wtedy planowała swoją ohydną manipulację (wybucha płaczem) .
Policjant: Już jest pan bezpieczny. Proszę mówić dalej.
Miro: No więc on pyta, czy w środowisku golfistów nie uprawia się ostatnio zbyt często polityki – wie pan, że niby temu Woodsowi się kochanki wypomina. No więc ja odpowiadam, że gardzę polityką w sporcie. A on znów raz włącza, raz wyłącza kamerę. W końcu pyta mnie, czemu grywam w golfa tylko z amatorami. Zasugerował przy tym złośliwie, że nie umiem przegrywać i dlatego wybieram sobie tylko słabych przeciwników. Tu mnie trochę poniosło i odpowiedziałem: ja jestem Miro i mogę robić co będę chciał. I wara wszystkim od tego. On się uśmiechnął, podziękował za wywiad i poszedł. A ja potem włączam moją ukochaną stację Prawda24 i co widzę? Ta kanalia (unosi się) skleiła wypowiedzi i wyrzuciła wszystko o golfie. I wyszło z tego, że nie kocham Polski i że jestem bezczelny. A ja przecież chciałem tylko rozpropagować ten piękny sport wśród rodaków (wybucha spazmatycznym płaczem).
Policjant: (wstrząśnięty) No już dobrze, tu nic panu nie grozi. Dorwiemy tego drania. To oburzające. Żeby tak porządnego człowieka oczernić. O czasy, o obyczaje (sam zaczyna łkać).
Miro: (płacze coraz rzewniej).
Policjant: (płacze niemal tak samo żywiołowo)
Kurtyna: (płacze ze śmiechu i zapomina opaść)
Wszystkie podobieństwa do prawdziwych bohaterów polskiej sceny politycznej są oczywiście zupełnie przypadkowe.