Ekonomia w teorii i praktyce

Ekonomia w teorii i praktyce

Dodano:   /  Zmieniono: 
Występują: Minister – przedstawiciel resortu finansów. Cech charakterystycznych brak, gdyż jest on zbiorczą inkarnacją wszystkich kierowników tego resortu; Dziennikarz – inkarnacja wszystkich dziennikarzy usiłujących odpytywać ministrów finansów.
Miejsce akcji: dowolne miejsce gdzie dziennikarze rozmawiają z ministrami. Dowolność miejsca ma dodatkowo podkreślić uniwersalizm całej sytuacji.

Dziennikarz: Dzień dobry państwu. Dług państwa rośnie i zaczynamy poważnie martwić się o wypłacalność naszego państwa. Co pan na to?

Minister: To bardzo ciekawe pytanie. Ale ja bym zapytał raczej o to w jaki sposób mimo rosnącego deficytu tak doskonale sobie radzimy. To jest według mnie ciekawsze pytanie, więc pozwoli pan, że aby zachować wysoką jakość merytoryczną dyskusji, odpowiem właśnie na nie. Otóż radzimy sobie świetnie, bo ja jestem świetny, a niektórzy moi koledzy są również niczego sobie. Tak więc, reasumując, to dzięki nam – żeby nie zanudzać widzów specjalistyczną terminologią.

Dziennikarz: Ale dziura budżetowa…

Minister: A wie pan, że w tym sezonie dziury są modne? Mój syn na przykład przyszedł ostatnio w dziurawych spodniach i ja już go chciałem pogonić, że syn ministra nie będzie w dziurawych portkach biegał, ale on mi wytłumaczył: „Tata, nie kumasz bazy”. Ale rozumiem, że pan redaktor nie ma syna, więc wybaczam panu nie kumanie bazy i uchylam pytanie.

Dziennikarz: (z rosnącą rozpaczą w głosie): Przyzna pan jednak, że dług…

Minister: Ależ panie redaktorze nie zanudzajmy słuchaczy zbyt specjalistycznym słownictwem, które w dodatku jest przez pana używane w złym znaczeniu. Dług to będzie wtedy jak ja panu pożyczę 200 złotych. Państwo nie ma długów, tylko ma deficyt. Słyszy pan tę przyjemną różnicę: dług (krzywi się) , deficyt (uśmiecha się od ucha do ucha) . Dług (krzywi się) , deficyt (znów się uśmiecha) .

Dziennikarz: (coraz bardziej zrozpaczony) Ale…

Minister: Nie, nie musi mnie pan przepraszać (poklepuje dziennikarza po ramieniu)

Dziennikarz: (zrywa się z krzesła, zaczyna mówić bardzo szybko, tak żeby minister nie zdążył mu przerwać) Ale przecież czy dług (minister się krzywi) , czy deficyt (minister się uśmiecha) to i tak skończy się tak samo. W końcu przestaną nam pożyczać!

Minister: (zdziwiony) A to pan o tym. No teoretycznie ma pan rację, ale praktycznie to mogę pana zapewnić, że może być pan spokojny.

Dziennikarz: (patrzy na niego z niedowierzaniem)

Minister: Tak, tak. Może być pan spokojny. To się nie stanie za mojej kadencji.

Kurtyna (uspokojona opada).

Wszelkie podobieństwo bohaterów do prawdziwych postaci występujących na polskiej scenie politycznej jest oczywiście zupełnie przypadkowe.

Ostatnie wpisy

  • Wiadro, parówka, Smoleńsk 22 paź 2013 Prof. Jacek Rońda wyrzuca do kosza telefony komórkowe, bo głos jego kolegi w czasie rozmowy brzmiał tak, jakby dobiegał z wiadra. Poza tym zdarza mu się powoływać na nieistniejące dokumenty przy dowodzeniu hipotez dotyczących przebiegu katastrofy smoleńskiej. Prof. Jan...
  • Czy Polaków stać na demokrację? 14 paź 2013 Wprawdzie PKW wciąż jeszcze prowadzi heroiczną walkę z głosami oddanymi przez warszawiaków, ale - nie czekając na oficjalne wyniki referendum, które być może poznamy dopiero w listopadzie – można już dziś jednoznacznie stwierdzić: referendum w stolicy nie jest wiążące,...
  • Czy Polska demokracja potrzebuje posłów? 27 lip 2013 Jarosław Gowin, John Godson i Jacek Żalek w sprawie nowelizacji ustawy o finansach publicznych zagłosowali inaczej niż chciała partia i rząd. Zdrada? Nielojalność? A może po prostu demokracja?
  • Rostowski mówi: inni chorują – zachorujmy i my 24 lip 2013 Jacek Rostowski wyliczający w Sejmie bogate kraje Zachodu, w których dług stanowi wyższy odsetek PKB niż w Polsce (w USA – ponad 100 proc. PKB!) zachowuje się jak bosman na Titanicu uspokajający pasażerów III klasy słowami: - Owszem, zbliżamy się do góry lodowej, ale na...
  • Jak Barcelona nie doceniła zwycięstwa Polaków pod Grunwaldem 23 lip 2013 „Panie Michale larum grają! Ojczyzna w potrzebie!” – chciałoby się po sienkiewiczowsku zawołać po despekcie jaki spotkał Lechię Gdańsk, a za jej pośrednictwem wszystkich Polaków, ze strony FC Barcelony.