A LOT of socjalizm

A LOT of socjalizm

Dodano:   /  Zmieniono: 
LOT ma dostać od państwa 400 milionów złotych „na przetrwanie” i niewykluczone, że poprosi o kolejny miliard złotych na restrukturyzację. W tym samym czasie politycy zastanawiają się, czy nie wesprzeć tyskiej fabryki Fiata, która zapowiada zwolnienia, bo w czasie kryzysu samochody nie chcą się sprzedawać. Innymi słowy wiele musiało się po 1989 roku zmienić, aby - przynajmniej jeśli chodzi o gospodarkę - wszystko zostało po staremu.
W realnym socjalizmie było tak – każdy musiał coś robić, bo jak niczego nie robił to siedział i knuł przeciwko ustrojowi. Więc ludzie robili różne rzeczy - niekoniecznie te, których oczekiwał od nich rynek. Państwowe przedsiębiorstwa upadać nie mogły, więc nawet jeśli zamiast upragnionego przez rolników sznurka do snopowiązałek produkowały nikomu niepotrzebne śruby to produkcja musiała być kontynuowana, plan wykonany w 100 albo nawet 200 procentach, premie kwartalne rozdane, ordery do klap przypięte. I tak się ten interes kręcił aż do momentu, gdy na rynku nie było już zupełnie niczego, podobnie zresztą jak w kasie państwa. PRL zbankrutowała i nastała nam III RP.

W III RP gospodarkę permanentnego niedoboru zastąpiła tzw. społeczna gospodarka rynkowa. Konia z rzędem temu kto wie czym społeczna gospodarka rynkowa różni się od gospodarki rynkowej - ale mniejsza o to. Generalnie po 1989 roku miało być tak, że produkuje się to czego rynek chce, po cenach jakie ukształtuje popyt i podaż, a ten kto się tym regułom nie podporządkuje, albo popełni błąd (np. zainwestuje cały majątek w pagery w przededniu wejścia na rynek telefonów komórkowych) - wylatuje z rynku. I wszyscy się na to zgadzają - pod warunkiem, że idzie im dobrze…

Rzecz jednak w tym, że aby gospodarka rynkowa działała te same reguły muszą obowiązywać wtedy, gdy idzie dobrze, jak i wtedy gdy idzie źle. Mało tego - muszą obowiązywać zwłaszcza wtedy, gdy idzie źle. Bo jeśli firma znajdzie się w tarapatach finansowych oznacza to, że albo jej kierownictwo podjęło błędne decyzje, albo dostarcza produkt, na który nie ma zapotrzebowania. Kłopoty finansowe powinny być sygnałem do zmian, które mają dostosować firmę do potrzeb rynku. A jeśli się nie uda… No cóż – wtedy trzeba zrobić na rynku miejsce dla kogoś, kto lepiej rozumie rzeczywistość.

Kiedy jednak do gry włącza się państwo, wówczas jest jak w PRL-u. Nieważne, że firma pracuje nieefektywnie, dostarcza produkt, na który nie ma popytu i generalnie jest istnienie służy głównie osobom w niej zatrudnionym - firma trwa i trwa mać! A jak jej nie starcza do pierwszego – to się jej trochę z budżetu dosypie. A potem jeszcze trochę. I jeszcze trochę. W ten sposób nawet producent ciężkich zbroi płytowych mógłby w XXI wieku znaleźć dla siebie miejsce na rynku. Pytanie tylko: po co?

Warto zadać sobie to pytanie zanim utopimy miliard złotych (a pewnie znacznie więcej) w spółce LOT. Bo jeśli firma nie jest w stanie pomóc sobie sama, to ani miliard, ani nawet 100 miliardów złotych nie uchroni jej przed upadkiem - prędzej czy później zarząd znów wyciągnie rękę po publiczną pomoc. A przy okazji każdy, kto miałby akurat kilka miliardów złotych pod ręką i myślał o uruchomieniu linii lotniczej w Polsce, która nie przynosiłaby deficytu – zastanowi się dwa razy zanim to zrobi. Bo co to za interes, skoro będzie musiał konkurować ze spółką podłączoną do kroplówki z budżetu państwa - a więc sam będzie ponosił duże ryzyko, a konkurent będzie mógł robić co chce (jeśli się pomyli, państwo pomoże).

Warto pamiętać, że z wolnym rynkiem jest jak z demokracją – to kiepski i niesprawiedliwy system, ale jak dotąd nikt nie wymyślił niczego lepszego.

Ostatnie wpisy

  • Wiadro, parówka, Smoleńsk 22 paź 2013 Prof. Jacek Rońda wyrzuca do kosza telefony komórkowe, bo głos jego kolegi w czasie rozmowy brzmiał tak, jakby dobiegał z wiadra. Poza tym zdarza mu się powoływać na nieistniejące dokumenty przy dowodzeniu hipotez dotyczących przebiegu katastrofy smoleńskiej. Prof. Jan...
  • Czy Polaków stać na demokrację? 14 paź 2013 Wprawdzie PKW wciąż jeszcze prowadzi heroiczną walkę z głosami oddanymi przez warszawiaków, ale - nie czekając na oficjalne wyniki referendum, które być może poznamy dopiero w listopadzie – można już dziś jednoznacznie stwierdzić: referendum w stolicy nie jest wiążące,...
  • Czy Polska demokracja potrzebuje posłów? 27 lip 2013 Jarosław Gowin, John Godson i Jacek Żalek w sprawie nowelizacji ustawy o finansach publicznych zagłosowali inaczej niż chciała partia i rząd. Zdrada? Nielojalność? A może po prostu demokracja?
  • Rostowski mówi: inni chorują – zachorujmy i my 24 lip 2013 Jacek Rostowski wyliczający w Sejmie bogate kraje Zachodu, w których dług stanowi wyższy odsetek PKB niż w Polsce (w USA – ponad 100 proc. PKB!) zachowuje się jak bosman na Titanicu uspokajający pasażerów III klasy słowami: - Owszem, zbliżamy się do góry lodowej, ale na...
  • Jak Barcelona nie doceniła zwycięstwa Polaków pod Grunwaldem 23 lip 2013 „Panie Michale larum grają! Ojczyzna w potrzebie!” – chciałoby się po sienkiewiczowsku zawołać po despekcie jaki spotkał Lechię Gdańsk, a za jej pośrednictwem wszystkich Polaków, ze strony FC Barcelony.