ZUS potrzebuje łowcy głów

ZUS potrzebuje łowcy głów

Dodano:   /  Zmieniono: 
No i mamy klops. Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie ma prezesa i w najbliższym czasie mieć go nie będzie. Do tego wyłanianie kandydata na to stanowisko skończyło się awanturą.
Katarzyna Kalata, jedyna pretendentka na ten fotel, która zdała egzamin pisemny, oskarża komisję egzaminacyjną niemal o mobbing, ta odwdzięcza jej się zarzutami skrajnej niekompetencji. Wszystko to każe się zastanowić, czy obecny model wyboru szefa jednej z najważniejszych instytucji w Polsce jest racjonalny.

Jak jest teraz? Komisja konkursowa, która jest de facto złożona z ludzi podległych premierowi, ma wyłonić trzech kandydatów i przedstawić ich ministrowi pracy. Ten dokonuje selekcji i podsuwa jedną osobę szefowi rządu, który może, ale nie musi powołać jej na stanowisko prezesa. System jest dość kuriozalny. Udaje bowiem niemiecką precyzję i skandynawską przejrzystość ze szkodą dla końcowego efektu. Poza tym premier może w nieskończoność nie dokonywać wyboru, przedłużając prowizorkę, jaką zwykle jest tzw. p.o. Nietrudno wyobrazić też sobie, że komisja na egzaminie ustnym może otrzymać „wytyczne”, kogo preferować, kogo pognębić. Aż dziwne, że w tej sytuacji ten egzamin nie jest rejestrowany.

Obecny sposób wyłaniania kandydata może także odstręczać od ubiegania się o fotel prezesa ZUS naprawdę dobrych kandydatów. Mogą się oni obawiać, że polegną na dość szczegółowym teście pisemnym. Czy naprawdę prezes ZUS musi co do jednego złotego znać wysokość zasiłku pogrzebowego? Urzędnicza komisja nie wydaje się też mieć najlepszych kompetencji do oceny menedżerskich, kierowniczych i zarządczych zdolności kandydatów.

Z tej pułapki wyjścia są dwa. Pierwsze to wyrzucenie do kosza całego tego konkursowego cyrku. Niech premier wybiera, kogo chce, i bierze za to odpowiedzialność. Tu pojawia się jednak wątpliwość dotycząca ewentualnego kumoterstwa czy jakości przyszłego prezesa. Nie raz już mieliśmy sytuację pod tytułem: „Niech Staszek spróbuje sił w biznesie”. Może zatem warto rozważyć model mieszany. Kandydatów prześwietlają nie urzędnicy, ale profesjonalna, niezależna firma head hunterska, i to ona podsuwa premierowi kilka propozycji. Do tego postępowanie powinno być jawne dla mediów. Wtedy trudno o zarzuty o mobbing, ustawienie konkursu, ludziach z układu czy spoza niego, kuriozalnych pytaniach.

Ostatnie wpisy

  • Demografia. Najważniejsze zadanie dla nowego rządu27 paź 2015Nasz dramat narodowy nosi tytuł „2-1-6”. Te trzy cyfry połączone w liczbę to nasze miejsce na świecie pod względem tego, ile w Polsce rodzi się dzieci. 216. pozycja na 224 sklasyfikowane kraje globu. Jeśli nic z tym nie zrobimy, to,...
  • Oby triumf nie przerodził się w triumfalizm25 paź 2015Jeśli potwierdzą się wyniki badań ankietowych, PiS przejmie władzę w Polsce. Być może samodzielnie. Chciałoby się zostawić już poobijaną Platformę, ale nie sposób zauważyć, że zapłaciła ona w tych wyborach cenę za swoją arogancję. I to właśnie...
  • Dość PeŁokracji. 30 powodów by dać im czerwoną kartkę22 paź 2015Oto moja osobista lista zarzutów w stosunku do rządzącej Platformy Obywatelskiej. Nie jest ona owocem emocji, ale chłodną analizą ich "dorobku”. Nie zagłosuję na nich za:
  • O czym nie powiedział nam Adrian Zandberg21 paź 2015Wszechobecność państwa, paternalizm, wiara w urzędników oraz niechęć do przedsiębiorców. Tak w skrócie można streścić clou programu debiutującej na politycznym rynku partii Razem.
  • Mistrzowie debetu20 paź 2015"Wymagające od siebie rządy w normalnych czasach wydają mniej pieniędzy, niż otrzymują z podatków. To ekonomiczny zdrowy rozsądek” – przekonywał w ubiegłym tygodniu podczas debaty w brytyjskim parlamencie kanclerz George Osborne,...